
– Kierowcy obu pojazdów zachowali się nieostrożnie – przekazała Interii prok. Karolina Staros, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
„Naruszenia zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym przez oboje kierujących pojazdami przyczyniły się w podobnym stopniu do zderzenia i skutku w postaci śmierci jednej osoby i obrażeń u trzech innych osób” – czytamy w komunikacie prokuratury.
Kierujący toyotą mężczyzna nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień. Kobieta, która prowadziła forda przyznała się i złożyła wyjaśnienia. Prokurator nie skierował wniosku o tymczasowe aresztowanie wobec żadnego z nich.
Wypadek na Pradze-Południe. Samochód uderzył w pieszych
Do zdarzenia doszło w poniedziałek w dzielnicy Praga-Południe, u zbiegu ulic Grochowskiej i Zamienieckiej. – Na skutek tej kolizji auta uderzyły w stojących przy przejściu pieszych – przekazał Interii rzecznik prasowy mazowieckiego komendanta wojewódzkiego PSP bryg. Karol Kroć.
Poszkodowanych zostało pięć osób, w tym sześcioletnie dziecko, które zmarło po reanimacji w szpitalu.
Warszawa. Śmiertelny wypadek na Grochowskiej
Komenda Stołeczna Policji relacjonowała w mediach społecznościowych wstępne ustalenia. „Kierująca Fordem 28-latka, wykonując manewr skrętu w lewo, nie ustąpiła pierwszeństwa Toyocie nadjeżdżającej ulicą Grochowską. Doszło do zderzenia obu pojazdów, w wyniku którego Toyota została wytrącona ze swojego pasa ruchu i uderzyła w grupę osób oczekujących przed przejściem dla pieszych” – czytamy.
Kierująca Fordem kobieta i prowadzący Toyotę mężczyzna zostali przebadani na zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu. Byli trzeźwi.
Warszawa. Świadek wypadku reanimował dziecko
Na miejscu zdarzenia reporterka Polsat News rozmawiała ze świadkiem zdarzenia, który udzielił dziecku pierwszej pomocy.
– Widziałem to co się stało (…). Jeden samochód uderzył w drugi i ten co wymusił pierwszeństwo odbił i uderzył w kobietę z dzieckiem stojących na przejściu. Dziecko było bardzo w ciężkim stanie, ludzie nie potrafili nic zrobić, nie wiedzieli co zrobić, patrzyli zamiast przewrócić dziecko na bok – opisywał mężczyzna.
– Ustawiłem dziecko w pozycji bezpiecznej, mówiłem do niego, nawiązałem kontakt, pytałem jak się nazywa i jeszcze na początku ten chłopiec do mnie mrugał, a potem podjąłem się reanimacji, chwilę później pojawiły się służby i odsunęli mnie, żeby już udzielić profesjonalnej pomocy – relacjonował świadek.
Dodał, że z innym mężczyzną pomagali kierowcy z samochodu, który dachował. – Ludzie nie wiedzieli co zrobić, zamiast dzwonić po pomoc, to klęczeli, nagrywali to, co się dzieje – opisywał.
-
Tragiczny finał halloweenowej zabawy. Nie żyje siedmiolatek
-
Odkryli zwłoki dziecka w mieszkaniu. Nowe informacje z prokuratury

