W ostatnich wyborach parlamentarnych 93 proc. oddanych korespondencyjnie głosów wsparło koalicję Fidesz-KDNP. Przyznanie Węgrom, żyjącym poza granicami czynnego prawa wyborczego, było jedną z pierwszych zmian, jakie wprowadziła koalicja Fidesz-KDNP po dojściu do władzy w 2010 r.
Problem w tym, że od samego początku rozróżniono głosujących na tych, którzy posiadają węgierski adres korespondencyjny oraz na tych, którzy nim nie dysponują. Emigranci żyjący czy to w Europie czy poza nią, a także osoby, które przebywają poza Węgrami np. celach turystycznych czy biznesowych, muszą oddawać głos w zagranicznych punktach wyborczych. Są to głównie węgierskie placówki dyplomatyczne, często oddalone od miejsca ich przebywania.
Inaczej sprawa się ma w przypadku Węgrów, którzy nie posiadają węgierskiego adresu zameldowania, a więc w największej mierze osób, które pozostały na ziemiach byłego Królestwa Węgier głównie w:
-
czy Słowacji – w tym ostatnim przypadku sprawa jest nieco bardziej skomplikowana.
Wszystko z uwagi na to, że państwo to nie uznaje przyznanych przez węgierskie władze po 2010 r. węgierskich obywatelstw, które sprawiły, że ich posiadacze stali się obywatelami dotychczasowego i nowego państwa. Stąd głosowanie w tym kraju zawsze obarczone jest ryzykiem.
W przypadku Ukrainy nowelizacja ustawy o obywatelstwie z połowy 2025 r. dopuściła posiadanie podwójnych obywatelstw; wybory w 2026 r. będą pierwszymi, w których w praktyce możliwym będzie sprawdzenie realizacji procesu głosowania. Jednakże oba kraje w statystykach Narodowego Biura Wyborczego figurują w kategorii „państw zakazujących podwójnych obywatelstw”.
Diaspora otrzymała zatem możliwość głosowania korespondencyjnego. I jest to jedyna grupa, która takie prawo posiada.
Wybory na Węgrzech 2026. Zmarli też dostają pakiety
Spis wyborców głosujących korespondencyjnie aktualizowany jest co wybory, jednakże wpis dokonywany jest na okres 10 lat. Obecnie można się zgłaszać do 18 marca.
Na stronach Narodowego Biura Wyborczego nie podaje się jednak łącznej liczby uprawnionych do głosowania. Na dzień 6 lutego do Narodowego Biura Wyborczego wpłynęło 634 tys. wniosków. W bazie wyborców figurują już 458 234 osoby.
Osób w bazie jest już o ponad 2 tys. więcej niż w 2022 r. i 80 tys. więcej niż w 2018.
Wątpliwości wokół głosowania korespondencyjnego dotyczą trzech spraw. Po pierwsze, weryfikacji baz wyborców. Wpis dokonany na 10 lat sprawia, iż państwo z automatu nie weryfikuje śmierci wyborcy, który „teoretycznie” może głosować.
W zasadzie dokładnie to wprost przyznało Narodowe Biuro Wyborcze w odpowiedzi na pytanie opozycyjnej gazety „Népszava”. Jak podaje biuro wyborcze:
„Jeśli śmierć obywatela Węgier mieszkającego za granicą nie zostanie zgłoszona przez krewnych w placówce zagranicznej, władze Węgier nie dowiedzą się o niej”
Jednocześnie wskazano, że w opinii urzędu przepis, który automatycznie usuwa wyborcę z rejestru po 10 latach nieaktywności (czyli niezagłosowania bądź niezmodyfikowania danych), gwarantuje przejrzystość rejestru.
Biuro poinformowało także, że od 2013 r. z list usunięto 9,2 tys. osób z powodu śmierci oraz 36 tys. osób z uwagi na ich nieaktywność. Na problem dostarczania dokumentów zmarłym wyborcom uwagę „Népszava” zwracała uwagę już w listopadzie 2025 r. Biuro Wyborcze odmówiło wówczas komentarza.
Po drugie – wątpliwości budzi to, czy dana osoba głosuje osobiście, czy nie. Sprawa stała się głośna po tym, jak przed poprzednimi wyborami w 2022 r. znany polityk Péter Juhász udowodnił luki w systemie głosowania korespondencyjnego. Juhász nagrał pracowników biur pomagających w rejestracji wyborców w Rumunii, którzy potwierdzili, że choć teoretycznie każdy powinien wypełnić kartę osobiście, w praktyce „wszystko da się załatwić”.
Pracownicy przyznali, że można zagłosować za kogoś innego (np. członków rodziny), a pakiety wyborcze są przyjmowane bez ścisłej weryfikacji tożsamości osoby, która faktycznie oddała głos. Wskazywał, że jeśli ktoś posiada dane osobowe innych osób, może masowo wypełniać za nich karty i odsyłać je do biur. Tutaj zwraca się uwagę na możliwość kupowania głosów.
Péter Juhász udowadniał, że nikt nie weryfikuje, kto faktycznie wypełnił kartę, co otwiera drogę do systemowych nadużyć. Narodowe Biuro Wyborcze broni się tym, że do każdego pakietu wyborczego należy dołączyć oświadczenie o samodzielności oddania głosu. Podkreślono także, że pakiety wyborcze wysyłane wyłącznie na adres pocztowy podany przez wyborców; natomiast w przypadku odbioru osobistego mogą je odebrać w placówce zagranicznej wyłącznie osoby, „których to dotyczy”. Jednakże zwrócić pakiet wyborczy może każdy (korespondencyjnie bądź do wskazanego biura).
Narodowe Biuro Wyborcze przypomniało także, że za składanie fałszywych oświadczeń grozi kara.
Po trzecie wreszcie, w przeszłości dochodziło do incydentów w punktach zbierania pakietów wyborczych. W 2022 r. w worku na nielegalnym wysypisku śmieci w Rumunii koło miejscowości Târgu Mureș znaleziono pakiety wyborcze. Część była spalona, część tylko wyrzucona. Na znalezionych kartach, które ocalały, krzyżyki były postawione na zjednoczoną opozycję lub inne ugrupowania niezwiązane z Fideszem – np. Mi Hazánk.
Narodowe Biuro Wyborcze stwierdziło, że nie ma prawa do prowadzenia śledztwa w Rumunii.
Z kolei w 2018 r. i 2022 r. dochodziło do nadużyć w Serbii. Przedstawiciele Związku Węgrów z Wojwodyny, partii satelickiej Fidesz, zorganizowali system „kurierów” roznoszących pakiety wyborcze. Osoby te pomagały je wypełnić i odebrać. Udowodniono także, że w 2018 r. część kart zawierających głosy inne niż na Fidesz zostało zniszczonych. Wątpliwości pozostały niewyjaśnione.
Węgry wybierają. Cenne głosy to mandaty
W 2014 r. wsparcie diaspory dało Fideszowi większość konstytucyjną – mandat nr 133, który z perspektywy rządzących był absolutnie kluczowy.
W 2018 i 2022 głosy z zagranicy bezpośrednio na mandat się nie przełożyły, natomiast miały ogromne znaczenie po zsumowaniu ich tzw. głosami kompensacyjnymi. Przełożyły się aż na dwa dodatkowe mandaty – ponownie większość konstytucyjną.
Fidesz milczy, TISZA chce zmian
Każdorazowo przed wyborami na Węgrzech pojawia się dyskusja na temat zmian w prawie wyborczym, która jednak, z uwagi na niechętną zmianie większość parlamentarną, umiera śmiercią naturalną. Bez większości konstytucyjnej tego systemu nie da się zmienić.
Przywołana gazeta zapytała biura prasowe partii startujących w wyborach o ich podejście do nowelizacji prawa. Zarówno Fidesz, jak i skrajnie prawicowy Ruch Naszej Ojczyzny, nie odpowiedziały. Balansująca na progu Koalicja Demokratyczna domaga się likwidacji systemu i to już od tych wyborów (realnie nie ma na to szans). TISZA jest bardziej zachowawcza, a oświadczenie biura prasowego brzmi:
„Naszym rodakom, Węgrom mieszkającym poza granicami kraju i posiadającym podwójne obywatelstwo, pozostawimy prawo głosu. Jednocześnie zobowiązujemy się ujednolicić prawa wyborcze Węgrów mieszkających poza granicami kraju oraz tych żyjących w diasporze, a także sposób głosowania”.


