W Poznaniu na SOR dla zwierząt trafił krogulec. Nie było wiadomo, co stało się drapieżnemu ptakowi. Był osłabiony, szczupły, nie uciekał.
Weterynarze w tym miejscu nie przyjmują psów ani kotów. Zamiast tego trafiają tu głównie gołębie, ptaki drapieżne, a także jeże i lisy, które wymagają specjalistycznej pomocy.
Lekarze podejrzewali, że krogulec mógł zderzyć się z budynkiem. Prawda okazała się jednak inna. Diagnoza to trichomonadoza.
„To choroba zakaźna, która często atakuje gołębie. Możemy zatem założyć, że, żywiąc się takim gołębiem, sam się tej choroby nabawił” – wyjaśnia przypadłość krogulca Patrycja Woszczyła, lekarz weterynarii z „Dzikiego SOR-u” w Poznaniu. Teraz ptak musi odpocząć i nabrać siły.
Weterynarze nie mają wątpliwości, że zima – w mniejszym lub większym stopniu – doprowadziła każdego spośród pacjentów do kliniki. „Niska temperatura i ograniczony dostęp do pokarmu powodują osłabienie organizmu” – przyznaje Patrycja Woszczyła.
Boleśnie przekonały się o tym te dwa nieśmiałe jeże. Trafiły do weterynarzy, ważąc zaledwie po 300 g. W środku zimy powinno być to znacznie więcej. Teraz dochodzą do siebie, a gdy nabiorą krzepy – zostaną wypuszczone na łono natury.
Kolejni pacjenci w Poznaniu to dwa myszołowy z urazami ortopedycznymi. Drapieżniki trafiające pod opiekę weterynarzy często są ofiarami zderzeń z samochodami. To osobna kategoria pacjentów – zwierzęta, które bezpośrednio zetknęły się z człowiekiem i skutkami cywilizacji. Tak wygląda niestety rzeczywistość: w miejskiej dżungli na zwierzęta czyha wiele zagrożeń.


