-
Małpożer, olbrzymi drapieżny ptak i symbol Filipin, prawie całkowicie wyginął na wolności i przetrwał głównie w zamkniętych ośrodkach hodowlanych na Mindanao.
-
Próby ponownego wprowadzenia małpożerów na wyspę Leyte rozpoczęły się w 2024 r., ale jeden z wypuszczonych ptaków już zginął, a na Filipinach obecność tego gatunku w naturze jest oceniana jako niemal nierealna.
-
Filipiny współpracują z Singapurem w ochronie małpożera, lecz w przekazanej tam parze jeden ptak już zmarł, a dalsze działania i skuteczność tych inicjatyw pozostają niepewne.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Małpożer robi kolosalne wrażenie swym ogromem, siłą i wyglądem. Żeby się jednak o tym przekonać, trzeba udać się na Filipiny. I to nie byle gdzie, ale jedynie do zamkniętych ośrodków hodowli tego wielkiego ptaka, które znajdują się na wyspie Mindanao.
Niegdyś wielki małpożer – symbol Filipin – występował na większości tutejszych wysp. Jeszcze w czasach, gdy Ferdynand Magellan lądował na Cebu, by tu zginąć, te giganty latały nad filipińskimi lasami. Wymarły jednak i trwa akcja ich ratowania. Dość trudna i chyba beznadziejna.
W Kordylierze Centralnej, czyli górach północnego Luzonu, miejscowi przewodnicy powiadają, że ta dzika i porośnięta lasami okolica jest idealna dla małpożerów. Niemal dla nich stworzona. Mają tu rozległe tereny o zróżnicowanej wysokości i lasy z dobrą widocznością, w których mogą zdejmować z gałęzi swoją zdobycz.
Wbrew nazwie, to nie tylko małpy, ale także inne zwierzęta jak lotokoty, duże nietoperze, spore ptaki jak dzioborożce, ale nawet gryzonie, jaszczurki czy węże. Małpożer atakuje je tak, jak robią to harpie w lasach tropikalnej Ameryki – są zresztą do nich dość podobne. Obserwują teren i gdy dostrzegą na gałęzi ofiarę, uderzają silnymi szponami, by ją poderwać w niebo.
Tak było przez wieku i także na Luzonie małpożery atakowały nadrzewne ofiary. Przestały jednak, a tutejsi ludzie mówią, że zostały wybite. Miejscowa ludność to bowiem znakomicie myśliwi. Poluje na wszystko co się rusza i wszystko zjada, małpożery także.
Teraz jednak już tego nie robi. Raz, że za zabicie tego ptaka uznawanego na Filipinach za symbol narodowy grożą wysokie kary, nawet do 3 tys. dolarów (to majątek w tym kraju), jak również kara więzienia do 12 lat włącznie. Bardzo surowa.
Ochrona małpożerów jest trudna, przyszłość niepewna
Filipińczycy przestali zatem kłusować małpożery, ale na Luzonie i wielu innych wyspach jest już dla nich za późno. Wymarły, a ich powrót tu jest w zasadzie nierealny. W ogóle przyszłe życie małpożerów na wolności w filipińskich lasach jest już mało prawdopodobne. Ptaki zostały jedynie w kilku miejscach i zamkniętych ośrodkach, głównie na Mindanao.
Ich ochrona jest zatem sprawą dość beznadziejną. Mimo wysiłków, wysokich kar i stworzenia wokół ptaka pewnego kultu, nie przyniesie efektu w postaci jego powrotu do natury. Chyba, że znajdzie się na to skuteczny sposób. A warto pamiętać, że w ramach zwracania uwagi na tego olbrzyma Filipiny w 2022 r. umieściły nawet jego wizerunek na swoim nowym banknocie o nominale 1000 peso.

Bo też ptak doskonale nadaje się na wszelkie godła, herby, banknoty i symbole. Jest duży, efektowny, majestatyczny i gdy rozłoży swe pióra na głowie (co robi często), wygląda niemal jak latający lew.
Próbują przywrócić małpożera na Leyte
Dla Filipińczyków ten ptak to coś więcej niż orzeł dla nas. Jest tu endemitem, symbolem wysp i największą potęgą przyrodniczą tutejszych lasów. Dlatego się nie poddają. W 2024 r. rozpoczął się projekt ponownego wprowadzenia małpożerów na wyspę Leyte, jedną z najdzikszych i najbardziej lesistych w archipelagu (znaną głównie z bitwy morskiej z wojny o Pacyfik w 1944 r. i pierwszego użycia przez Japończyków kamikaze).
Były doniesienia, jakoby tam ptak utrzymał się na wolności jeszcze ponad 10 lat temu, ale zgładził go ostatecznie tajfun Yolanda. Tajfuny są wielkim problemem na Filipinach, także dla tutejszej przyrody. Co roku nadciąga tu około 20 niszczycielskich tajfunów.
Dwa wypuszczone na Leyte ptaki to początek projektu, ale początek trudny. Samiec już został znaleziony martwy w morzu. Utopił się z nieznanych przyczyn, może rzucony w ocean przez wichurę czy tajfun. Samica wciąż żyje i poluje. Możliwe, że dołączą do niej kolejne małpożery.
Filipiny zawarły bowiem umowę z Singapurem, w ramach której temu państwu przekazano dwa ptaki ze specjalnymi paszportami. Singapur ma pomóc w ochronie małpożerów, ale to także napotyka trudności. Pierwszy z przekazanych ptaków już zmarł na zapalenie płuc.
Wysiłki trwają, bo małpożer to ptak nie tylko unikalny, endemiczny i piękny, ale także stanowiący trwały element filipińskiej kultury i mitologii. Tego ptaka uważa się za stwórcę wysp. Miał rozrzucić po morzu skały, uformować archipelag. Utożsamia się go z mitycznym Manaulem.
Od 1995 r. Filipiny uznają małpożera za ptaka narodowego. W Philippine Eagle Foundation w Davao na Mindanao udało się dotąd uzyskać 30 piskląt, ale wypuszczanie ich na wolność kończy się najczęściej tak jak na Leyte.
„Nie ma szans, nie ma przyszłości” – mówią o losie małpożera sami Filipińczycy. Może jednak się mylą.


