
Wirus Nipah, którego ognisko wykryto w indyjskim Bengalu Zachodnim ponownie rozbudził obawy przed pandemią. Tajlandia, Nepal i Tajwan przywracają część obostrzeń sanitarnych na międzynarodowych lotniskach. Na razie to obowiązkowy pomiar temperatury ciała podróżnych przyjeżdżających z Indii i Bangladeszu.
Światowa Organizacja Zdrowia uważa, że Nipah ma potencjał pandemiczny. Na razie widmo pandemii nie skłania jednak podróżnych do zmiany planów. Czy Nipah trzeba się bać?
Europejskie i polskie media podejmują temat, pamiętając jak sceptycznie sześć lat temu patrzyliśmy na zamykające się Chiny. W mediach azjatyckich informacje o Nipah – na razie – pogrzebane są na dalekich szpaltach gazet. Ale też Azja, która „oberwała” najbardziej covidem, wciąż liże gospodarcze rany z poprzedniej pandemii i ponownie ma najwięcej do stracenia.
Wirus Nipah. Znowu nietoperze
Pod koniec grudnia ubiegłego roku do szpitala w Bengalu Zachodnim trafił mężczyzna z ostrą niewydolnością oddechową. Był pod opieką lekarzy oraz pielęgniarek. Zmarł. Jak się okazało – z powodu zakażenia wirusem Nipah.
Dwie pielęgniarki, które zajmowały się nim, są w śpiączce. Kwarantanną objęto około 200 osób. Indyjskie władze informują, że zidentyfikowano wszystkich, którzy mieli kontakt z zakażonymi.
Lęk przed Nipah jest uzasadniony. Według Światowej Organizacji Zdrowia śmiertelność zakażonych wynosi od 40 proc. do 75 proc. To bardzo dużo w porównaniu do koronawirusa wywołującego COVID-19. Ale wirusem Nipah o wiele trudniej się zarazić.
Wirus Nipah może przenosić się na ludzi z owocożernych nietoperzy i świń. Można go „złapać” także poprzez kontakt ze skażoną żywnością. Na przykład nieumytymi owocami, na których pozostały odchody nietoperzy.
To, co odróżnia Nipah od koronawirusa, to o wiele trudniejsza droga zakażenia w kontaktach międzyludzkich. Wirus najprawdopodobniej nie rozprzestrzenia się drogą powietrzną. Można się nim zarazić poprzez kontakt z płynami ustrojowymi.
Zakażenia nieodzwierzęce, które opisywane są w literaturze medycznej, to zakażenia szpitalne oraz te spowodowane przez bliskie kontakty osób mieszkających pod jednym dachem.
Zakażenie wirusem Nipah – jakie są objawy?
To, co potęguje lęk władz azjatyckich państw przed Nipah, to nie tylko ogromna śmiertelność. Przeciwko Nipah jak dotąd nie wynaleziono szczepionki. Leczenie jest objawowe i długotrwałe, co w przypadku pandemii może jeszcze bardziej sparaliżować i tak nie najlepiej rozwiniętą ochronę zdrowia państw Azji Południowo-Wschodniej.
Kto był na prowincji takich państw jak Indie, Tajlandia czy Nepal, ten wie, że ośrodkom ochrony zdrowia bardzo daleko tam do „szpitala w Leśnej Górze”.
Okres inkubacji wirusa wynosi od 4 do 14 dni. Pierwsze objawy zakażenia przypominają grypę. Gorączka, bóle głowy i mięśni, ból gardła czy wymioty. U części zakażonych przeradza się to w zapalenie płuc. Stan pogarsza się na tyle, że dochodzi do epizodów utraty świadomości.
Pandemia na horyzoncie? Na lotnisku znów mierzą temperaturę
Na informacje o potencjalnym zagrożeniu pandemią najszybciej zareagowała Tajlandia. Włączono pozostałe po czasach COVID-19 automatyczne bramki do pomiaru ciepłoty ciała u podróżnych przylatujących z zagranicy.
Na razie te delikatne w skali całości pocovidowego instrumentarium restrykcje wprowadzono na trzech międzynarodowych lotniskach Tajlandii. W tym w Bangkoku i na Phuket. I to wyłącznie wobec pasażerów z rejsów przylatujących bezpośrednio z Bengalu Zachodniego.
Wróciły też zapomniane ankiety zdrowotne, na których trzeba podpisać się pod oświadczeniem o stanie zdrowia, nie zapominając dodać numeru fotela w samolocie.
Wirus Nipah. Tajlandia ma wiele do stracenia
Tajlandia zareagowała pierwsza, bo ma bardzo dużo do stracenia. Po pierwsze, jej turystyka dopiero dochodzi do przedpandemicznego poziomu. Około 10 proc. odwołanych rezerwacji kosztowały ją potyczki graniczne z Kambodżą. I do tego zbliża się Nowy Rok według kalendarza księżycowego.
To okres wakacji w wielu państwach azjatyckich, gdzie dominuje chińska kultura. Chińczycy, którym władze zakazały spędzania wakacji w Japonii (przez konflikt dyplomatyczny), chcąc nie chcąc – swoje oczy skierowali na tajskie wyspy. Odwoływanie wakacji przez Chińczyków byłoby dużym uderzeniem dla tajlandzkiej gospodarki.
W Tajlandii trwa także kampania przed wyborami parlamentarnymi i mimo fali upałów urzędnicy wolą dmuchać na zimne. Dlatego mimo wprowadzenia pomiarów ciepłoty ciała na lotniskach władze Tajlandii apelują jednocześnie do zdrowego rozsądku turystów. Wirusem Nipah – raczej – nie można zarazić się w samolocie.
Nipah? Jaki Nipah? Na Phuket zabawa trwa
– Nie ma żadnych informacji o wirusie. Szczerze mówiąc, to jesteś pierwszym, który mi o tym mówi. Nikt z moich tajskich przyjaciół nie wspomniał o tej sytuacji do dziś. Kluby nocne są pełne turystów. Absolutnie nie widać żadnej paniki – mówi Interii Andrzej, mieszkający na Phuket Polak.
– Tylko napisz, że na Phuket zabawa trwa – bo znowu będzie mniej turystów – dodaje Polak, który pracuje w branży hotelarskiej.
Informacji o wirusie Nipah, który może wywołać pandemię, na próżno szukać na pierwszych stronach mediów w Indiach czy Tajlandii. Bo ogniska Nipah w Azji praktycznie wykrywane są co roku.
Potencjał pandemiczny… od dwóch dekad
Wirusa Nipah wykryto w Malezji w 1998 roku. Pierwsze rozpoznane zakażenie u ludzi miało miejsce w malezyjskiej wiosce Kampung Sungai Nipah. Zapoczątkowało śmiertelna epidemię, która trwała rok. Wówczas zmarło ponad 100 osób.
Żeby opanować epidemię, wybito ponad milion świń. Nipah z nietoperzy przenosi się także na nie.
„Od tego czasu mniejsze, sporadyczne epidemie powtarzały się niemal co roku w Azji Południowej, a wskaźnik śmiertelności przekraczał 90 proc.” – to cytat z medycznego periodyku „Tropical Medicine and Infectious Disease” sprzed czterech lat.
Z ogniskami Nipah prócz Malezji zmagały się Indie, Bangladesz, a nawet Singapur. W Indiach w 2018 i w 2023 roku ogniska Nipah stwierdzono dwukrotnie w stanie Kerala. Po ognisku w Malezji największą liczbę zgonów odnotował Bangladesz. Było ich 100 – ale w perspektywie 20 lat.
Wuhan uratuje świat przed pandemią?
Jeśli słyszymy nietoperze i pandemia, myślimy – Wuhan. To chińskie miasto, które było epicentrum pandemii koronawirusa, dziś przypomniało o sobie w kontekście Nipah. Instytut Wirusologii z Wuhan, który był przedmiotem oskarżeń – że to stamtąd wyciekł koronawirus Sars-CoV-2 – teraz chce ratować świat. Właśnie ogłosił, że prowadził badania także nad Nipah. W trakcie pandemii COVID-19 testowano tam lek, który okazał się skuteczny w leczeniu zakażeń Nipah.
Na razie wyzdrowiały tylko chomiki złociste dzięki doustnemu lekowi o laboratoryjnej nazwie VV116. Wyniki badań leku w listopadzie ub. roku zostały opublikowane w recenzowanym czasopiśmie „Emerging Microbes & Infections”.
Biorąc pod uwagę śmiertelność sięgającą przy pierwszych ogniskach nawet 90 proc., VV116 daje nadzieję. Na razie zakażonym Nipah chomikom, z których dwie trzecie wyzdrowiało po podaniu chińskiego leku.
Strach przed pandemią na razie okazuje się mniejszy, niż mogłoby się wydawać po doświadczeniu lockdownów i dwóch lat w restrykcjach covidowych. W hotelowym sklepiku w Rangun w Mjanmie, podobnie jak w tysiącach podobnych rozsianych po całej Azji Południowo-Wschodniej, maseczki i płyny dezynfekujące są na tej same wysokości co czekoladki i gumy do żucia.
Z Rangun dla Interii Tomasz Sajewicz

