Przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może odbić się na realizacji zamówień zbrojeniowych, które Polska złożyła w Stanach Zjednoczonych. Chodzi przede wszystkim o dostawy rakiet do nowych baterii Patriot oraz uzbrojenia przewidzianego dla myśliwców F-35. Wraz z nasileniem działań wojennych rośnie bowiem zużycie pocisków i bomb, a to zwiększa ryzyko, że część amerykańskiej produkcji zostanie skierowana w pierwszej kolejności do bieżących działań wojennych i wsparcia sojuszników.

Zużycie amunicji


Problem uwidocznił się już w pierwszych czterech dniach operacji. Jak wyliczyli eksperci z waszyngtońskiego Instytutu Badań Polityki Zagranicznej, w ciągu 96 godzin walk Stany Zjednoczone wraz z partnerami zużyły niemal 5,2 tys. rakiet i bomb 35 różnych typów. W tej puli znalazło się aż 950 pocisków do wyrzutni Patriot, które stanowią podstawę obrony przeciwlotniczej sojuszników. Według ekspertów oznacza to wykorzystanie ilości odpowiadającej 18 miesiącom produkcji na wspólnej linii Lockheed Martin i Boeinga, która obecnie wytwarza 620 pocisków przechwytujących rocznie.


Dla Polski szczególnie ważne są pociski PAC-3 MSE i PAC-2 GEM-T, które również znajdują się w centrum zainteresowania MON. W połowie 2025 roku resort obrony zamówił w USA niemal 800 rakiet PAC-2 GEM-T za kwotę blisko 6 mld dolarów. Uzbrojenie to ma trafić do kolejnych sześciu baterii Patriot zamówionych przez Polskę, a realizacja kontraktu ma ruszyć w 2027 roku. Nic więc dziwnego, że sytuacja na Bliskim Wschodzie budzi niepokój w resorcie obrony.

Uzupełnienie zapasów


Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz przyznał, że uzupełnienie takich zapasów rakiet obrony przeciwlotniczej zajmie dużo czasu. Jak zaznaczył, produkcja zarówno po stronie przemysłu europejskiego, jak i amerykańskiego pozostaje dziś niewystarczająca i musi wyraźnie wzrosnąć.


Ryzyko nie dotyczy wyłącznie rakiet do systemów Patriot. W październiku 2025 roku Warszawa zamówiła także pociski AIM-120D AMRAAM, które mają wejść na wyposażenie samolotów F-35. Pierwsze cztery maszyny tego typu mają przylecieć do Polski już w 2026 roku, a rakiety mają pojawić się w 2030 roku. Tymczasem z doniesień z regionu wynika, że także tych pocisków zaczyna brakować. Wsparcie musiała zadeklarować Australia, która ogłosiła wysłanie partii takiej amunicji do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, by wesprzeć działania przeciw dronom Shahed.


Podobny alarm pojawił się we Francji, której samoloty Rafale bronią przestrzeni powietrznej nad ZEA. Francuski premier zwołał naradę kryzysową w związku z niedoborem pocisków MICA. W ocenie gen. Stanisława Kozieja, byłego szefa BBN, to także ważny sygnał dla Polski. Jak podkreślił, jeśli Stany Zjednoczone miałyby prowadzić długotrwałą wojnę na Bliskim Wschodzie, większość amerykańskiej produkcji siłą rzeczy trafi właśnie tam. A to oznacza, że polskie kontrakty mogłyby zostać przesunięte na dalszy plan.

Share.
Exit mobile version