Decyzja Łukaszenki ogłoszona została kilka dni temu. Polityk poinformował, że zainicjował szeroko zakrojony sprawdzian gotowości bojowej armii. Ma to pozwolić na ocenę spełnienia ustalonych wcześniej wymogów stawianych generałom i przedstawicielom resortu obrony.
W ramach testu żołnierze mają brać udział w ćwiczeniach m.in. z udziałem dronów i sprzętu walki elektronicznej.
Białoruski przywódca potwierdził, że manewry trwać będą co najmniej kilka tygodni. W proces zaangażowani zostaną także żołnierze rezerwy Sił Zbrojnych Białorusi.
Wojna w Ukrainie. Kijów obserwuje działania władz w Mińsku
Działania Łukaszenki bacznie obserwowane są przez władze w Kijowie, w tym dowództwo tamtejszych sił zbrojnych. Sam Wołodymyr Zełenski odniósł się niedawno do współpracy wojskowej na linii Mińsk-Moskwa.
– Rosyjscy operatorzy dronów Szahed działają przeciwko Ukrainie z terytorium Białorusi. Komunikacja i naprowadzanie na cele uderzeniowe są zapewniane z Białorusi. Rosja wykorzystuje Białoruś jako platformę do szantażowania Europy i świata bronią Oresznik – wymieniał.
– Białoruski przemysł pracuje na rzecz wojny Rosji, a białoruskie powiązania handlowe pomagają Putinowi kupować komponenty niezbędne do tworzenia zagrożeń dla nas wszystkich w Europie – dodał.
Plany rosyjskiej, letniej ofensywy
Zdaniem analityków Instytutu Studiów nad Wojną (ISW) decyzja Łukaszenki to część rosyjskiego planu działań zbrojnych zaplanowanych na lato. Manewry na Białorusi zmuszą Ukraińców do utrzymywania części jednostek na północnej granicy. Uniemożliwi to ich szybkie przerzucenie na najbardziej gorących kierunkach walk.
Niemal pewne jest, zdaniem ekspertów, że Kreml chciałby przeprowadzenia zmasowanej ofensywy, która uderzy w strategicznie ważnych kierunkach. Mowa o miastach Słowiańsk, Kramatorsk, a także Zaporoże.


