-
Część ukraińskich żołnierzy uznaje propozycję zawieszenia broni za ryzykowną, inni dostrzegają w niej szansę na chwilowy spokój.
-
Ukraiński porucznik z 35. Oddzielnej Brygady Piechoty Morskiej twierdzi, że Rosja ma przewagę liczebną, ale brak dostępu wroga do Starlinków stanowi spore ograniczenie.
-
Aktualnie największym wyzwaniem dla ukraińskiej armii są braki kadrowe i obniżona motywacja na pierwszej linii frontu.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W poniedziałek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział dziennikarzom, że Kijów jest gotowy na zawieszenie broni w Wielkanoc, a także ogłosić rozejm z Rosją w kwestii ataków na infrastrukturę energetyczną.
– Z wypowiedzi Zełenskiego, które czytaliśmy, nie wynika dla nas jasno sformułowana inicjatywa dotycząca wielkanocnego rozejmu – odparł rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow w rozmowie z dziennikarzami i ocenił, że „to Ukraina, a nie Rosja, potrzebuje zakończenia wojny”.
Wojna w Ukrainie. Żołnierze podzieleni propozycją Zełenskiego
O potencjalne zawieszenie broni pytamy ukraińskich żołnierzy.
– Na razie nic nie wskazuje na to, by miało do tego dojść – mówi Interii młodszy sierżant Ivan, ukraiński żołnierz z okolic Chersonia, proszący o anonimowość. Jego zdaniem nawet gdyby zawieszenie broni weszło w życie, Rosja wykorzystałaby ten czas, by zaopatrzyć się nowy sprzęt. – Oni robiliby rotacje, a my moglibyśmy tylko bezczynnie patrzeć – dodaje.
Inaczej na propozycję Zełenskiego patrzy szeregowy Andrij służący w regionie Pawłohardu. – Zawieszenie broni to dobry pomysł. Ludzie będą mogli spokojnie pójść chociaż do kościoła. A co będzie po świętach? Nie wiadomo. Jednak sądząc po wszystkich podobnych przypadkach, Rosja może przeprowadzić potężny atak rakietowy i dronowy na Ukrainę – ocenia żołnierz.
Propozycja spodobała się także Romanowi służącemu na kierunku pokrowskim. – Jeśli istnieje możliwość zawieszenia broni, to jest to dobry pomysł. Uważam, że nie nastąpią po tym żadne radykalne zmiany – mówi.
Jest ich (Rosjan – red.) po prostu bardzo dużo. Mają możliwość dosłownie zasypywania przeciwnika ludźmi. I to wykorzystują
– To zależy, do czego wróg wykorzysta ten czas – analizuje inny sierżant, z którym rozmawiamy. – Jeśli, jak pokazały poprzednie przypadki, do przegrupowania sił i umocnienia pozycji, to źle. Ale jeśli dałoby to szansę obu stronom do zbliżenia się bez ostrzału i zabrania swoich „dwusetek”, to dobrze – ocenia i wyjaśnia:
– „Dwusetki” to w żargonie polegli. „Trzysetki” to ranni.
Ukraina-Rosja. Ukraiński porucznik o słabych punktach Rosji
– Zawieszenie broni miałoby miejsce w fatalnym dla Ukrainy momencie – stwierdza w rozmowie z Interią Mychajło, pseudonim „Janik” – porucznik 35. Oddzielnej Brygady Piechoty Morskiej. Jak wyjaśnia, armia poczyniła postępy w kilku ważnych obszarach: między obwodem dniepropetrowskim a donieckim i w kierunku Łymanu.
– Rosjanie z pewnością wykorzystaliby ten moment, by dokonać rotacji i z większą siłą ruszyć do przodu – ocenia wojskowy.
– Oni potrzebują tej pauzy. Zadziała na ich korzyść, nie Ukrainy – podkreśla. Dlaczego więc Kreml nie przystał ochoczo na propozycję Kijowa?
Dla porucznika to proste: – Przyjęcie jej byłoby przyznaniem się do słabości. Sygnałem, że zawieszenie broni jest im potrzebne – tłumaczy.
„Janik” zdradza, że przyczyną złego położenia Rosjan jest brak dostępu do Starlinków – szybkiego łącza internetowego, bezcennego na froncie, od którego Moskwę odcięto po działaniach Elona Muska i Kijowa.
– Komunikacja zajmuje im więcej czasu, przez co wolniej atakują. Do wzmocnienia zasięgu używają talerzy, są łatwiej widoczni. To okazja dla Ukrainy – wyjaśnia porucznik.
Wojskowy wspomina, że wcześniej rosyjskie wojska próbowały przenikać małymi grupami, liczącymi maksymalnie trzy osoby. Teraz Ukraińcy wykorzystują swoje położenie, eliminując co do jednego bojownika pojawiającego się w polu rażenia.
– Nasze pozycje są lepsze, ale wciąż nie na tyle, na ile byśmy chcieli – wyznaje.
Rosja bez dostępu do Starlinków. Porucznik o szansie dla Ukrainy
Jak tłumaczy „Janik”, pod pewnym względem Rosjanie wciąż mają przewagę. Nie polega ona ani na aspektach technicznych, ani taktycznych, lecz na liczebności. – Jest ich po prostu bardzo dużo. Mają możliwość dosłownie zasypywania przeciwnika ludźmi. I to wykorzystują – wyjaśnia.
Jednocześnie to Rosjanie tracą o wiele więcej żołnierzy w walce niż Ukraińcy. Powodem ponownie jest brak dostępu do Starlinków. – Bez nich nie są w stanie wysyłać robotów naziemnych do swoich rannych. My to robimy. Nasze maszyny działają nieco inaczej – dodaje żołnierz.
Dwa miesiące na przejęcie Donbasu? Ukraiński żołnierz zdradza możliwy scenariusz
Kreml wykorzystuje kwestię liczebności swojej armii w szerzonej propagandzie.
– Rosja przekonuje, że może zdobyć Donbas w ciągu dwóch miesięcy, a Ukraina ma w tym czasie rzekomo wycofać się z regionu. Wtedy wojna miałaby się zakończyć – przekazał niedawno Wołodymyr Zełenski, cytowany przez ukraińską agencję informacyjną. Zdaniem „Janika” to nonsens.
– Przejęcie Donbasu kosztowałoby Rosję stratę personelu na poziomie co najmniej 100 tysięcy osób – wylicza. – Nawet w tym scenariuszu zajęłoby im to jakieś dwa, trzy lata. Nie miesiące – ocenia.
Pytany, co teraz jest największym wyzwaniem dla ukraińskiej armii, odpowiada bez wahania, że to braki wśród personelu, szczególnie na pierwszej linii frontu. – Brakuje ludzi i motywacji. Zdarza się, że młodzi chłopcy uciekają – przyznaje.
Źródła potencjalnych komplikacji żołnierze nie dostrzegają natomiast w wojnie USA z Iranem. – Co najwyżej w postaci braków paliwa, ale na ten moment do tego nie doszło – skwitował „Janik”.


