Sztaby dwóch największych komitetów wyborczych od dawna już skrupulatnie analizują jak to, co wydarzy się w pierwszej turze wyborów, wpłynie na szanse kandydatów, którzy wejdą do drugiej tury wyborów prezydenckich.

Rozmawiając z politykami Koalicji Obywatelskiej i politykami Prawa i Sprawiedliwości można odnieść wrażenie, że bardziej żyją już drugą turą niż pierwszą. Tymczasem pierwsza tura może mieć duży wpływ na to, co wydarzy się 1 czerwca – wtedy odbędzie się druga tura wyborów prezydenckich.

Dziś najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest ten, że spotkają się w niej kandydat KORafał Trzaskowski, który pozostaje liderem wszystkich sondaży oraz kandydat PiSKarol Nawrocki. Tego ostatniego goni co prawda Sławomir Mentzen z Konfederacji, ale na dzisiaj żaden ze sztabów na serio nie rozważa możliwości mijanki.

Wybory prezydenckie 2025. Tłok w pierwszej turze

Pytanie jednak, czy nie za wcześnie główni kandydaci i ich sztaby myślą o drugiej turze, nie bacząc na to, co może wydarzyć się w pierwszej? Zwłaszcza przy tak wielu kandydatach.

– Każdy dodatkowy, zarejestrowany przez PKW kandydat, uszczupla pulę wyborców dla pozostałych – przyznaje w rozmowie z Interią prof. Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

I dodaje, że im więcej kandydatów bliższych ideowo danemu kandydatowi, tym trudniej będzie mu o dobry wynik w pierwszej turze. – Dlatego nadmiar kandydatów po stronie antyrządowej nie jest dobry dla Karola Nawrockiego, bo pokazuje, że on – jako kandydat głównej siły opozycyjnej – nie gromadzi wokół siebie wszystkich środowisk niezadowolonych z rządu – wskazuje prof. Flis.

Dokładnie tego obawia się dziś sztab PiS, bo duża część zgłoszonych doPKW kandydatów odwołuje się do szeroko pojmowanego elektoratu konserwatywnego.

Mamy tu więc oprócz Nawrockiego i Mentzena także m.in. popularnego twórcę Kanału Zero Krzysztofa Stanowskiego, europosła Grzegorza Brauna, posła Marka Jakubiaka, politologa Artura Bartoszewicza czy byłego posła PiS Dawida Jackiewicza.

Także politycy KO przyznają, że cieszy ich mnogość kandydatów prawicowych, bo to oznacza większy dystans Trzaskowskiego do Nawrockiego w pierwszej turze wyborów prezydenckich.

– Wiadomo, jak to działa na nastroje przed drugą turą. Im wyżej wygra Rafał w pierwszej, tym lepszą będzie miał pozycję startową w drugiej – wyjaśnia jeden z polityków KO.

Komu szkodzi rekordowa liczba kandydatów w pierwszej turze?

Jednak sztabowcy PiS odpowiadają, że każdy kij ma dwa końce. Bo o ile prawicowi kandydaci mogą i będą odbierać wyborców Nawrockiemu w pierwszej turze, o tyle kandydat PiS będzie miał z czego czerpać w drugiej turze.

– O wiele łatwiej pozyskać wyborców, którzy już raz zagłosowali w pierwszej turze, więc liczymy bardzo, że ci, którzy zagłosują na innych kandydatów, w drugiej turze też pójdą zagłosować przeciwko Trzaskowskiemu – przekonuje sztabowiec PiS.

Tego także obawiają się posłowie KO, którzy utyskują w nieoficjalnych rozmowach na słabe poparcie Szymona Hołowni i kandydatów Lewicy: Magdaleny Biejat i Adriana Zandberga.

Dla nich o wiele lepszą sytuacją wyjściową byłby scenariusz, w którym to Hołownia zajmuje trzecie miejsce na podium z kilkunastoprocentowym poparciem i w którym jest jeden mocny kandydat Lewicy.

– To naturalny rezerwuar głosów Rafała w drugiej turze, który trzeba będzie od zera zmobilizować – przyznaje nasz rozmówca z okolic KO.

Wybory prezydenckie 2025. Dużo znaków zapytania

Profesor Jarosław Flis wskazuje w rozmowie z Interią, że w tegorocznych wyborach prezydenckich mamy wiele znaków zapytania, bo ze względu na kalendarz, wybory odbywają się w specyficznym momencie.

– Nie wiemy, jaka będzie mobilizacja w pierwszej turze, a jaka w drugiej. Zwykle w drugiej turze wyborów frekwencja jest wyższa, więc dochodzą całkiem nowi wyborcy, którzy nie głosowali w pierwszej turze. Dziś ze względu na kalendarz wyborczy mamy sytuację nietypową. Nie mieliśmy dotąd wyborów prezydenckich w tak krótkim odstępie po wyborach parlamentarnych, w których mieliśmy rekordową frekwencję i w których 2/3 wyborców opowiedziało się za zmianą władzy – analizuje prof. Flis.

– Jednocześnie jednak rząd nie dostał dużego bonusu zaufania po wyborach. Dzisiaj więc wyborcy stoją przed dylematem, czy są za tym, jak jest czy za tym, jak było. Stąd bierze się popularność Sławomira Mentzena, który mówi tym ludziom: „a może chcecie zupełnie inny zestaw pytań” – dodaje socjolog.

Zwraca też uwagę, że tak duża liczba kandydatów, którzy liczą na głosy wyborców zmęczonych rywalizacją PiS i PO, świadczy o słabnącej polaryzacji.

– To już było widać w wyborach do Senatu w 2023 roku, gdzie są jednomandatowe okręgi wyborcze. Liczba okręgów, w której pojawiło się więcej niż tylko dwóch kandydatów, bardzo się zwiększyła. Wniosek jest jeden, jak słabną dwie główne siły, które nie są już w stanie zagospodarować emocji i interesów różnych grup wyborców, to pojawia się przestrzeń dla innych – wyjaśnia prof. Flis.

Wynik w pierwszej turze a zwycięstwo w drugiej

Bez względu na to, ilu kandydatów wystartuje w pierwszej turze wyborów prezydenckich, ci, którzy walczą o zwycięstwo, chcą w niej uzyskać jak najlepszy wynik. Trzaskowski chce pokazać, że jest kilka długości przed Nawrockim, a w interesie tego ostatniego jest, by ten dystans nie był dwucyfrowy.

– To walka o tzw. pole position, co daje pewien rozpęd, entuzjazm i lepszy start w drugiej turze – tłumaczy prof. Flis.

Choć zaraz dodaje, że wygrana w pierwszej turze, jak pokazuje historia, nie daje gwarancji zwycięstwa w drugiej.

Prof. Flis przypomina też wybory z 2005 roku, w których to Lech Kaczyński przegrał z Donaldem Tuskiem w pierwszej turze, ale dogonił i przegonił go w drugiej turze.

– Nie ma więc jednego, pewnego scenariusza, w którym głosy z pierwszej tury można łatwo zsumować i rozdzielić między kandydatów. Takie kalkulacje to raczej wishful thinking sztabów, które próbują w ten sposób kreować pewną rzeczywistość – mówi prof. Flis.

– Wydawało się więc, że wyborcy PiS w ramach demonstracji zagłosują przeciwko kandydatowi Platformy Aleksandrowi Miszalskiemu i poprą Łukasza Gibałę. Część tak zrobiła, ale 1/3 wyborców została w domu – wskazuje.

Zdaniem rozmówcy Interii tegoroczne wybory prezydenckie będą bardzo wyrównane.

– Notowania rządu się ustabilizowały i jak się popatrzy w badania CBOS, dotyczące ocen rządu i dobrostanu Polaków, to wynika z nich, że jest gorzej niż w najlepszym okresie rządów PiS, ale lepiej niż w końcówce rządów tego ugrupowania. Pytanie, do którego modelu, czy tego z 2019 roku czy z 2023 roku będą porównywać obecny rząd Tuska wyborcy – kwituje prof. Jarosław Flis. 

Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd?

Udział
Exit mobile version