Nie będzie wielkiej bitwy na marsze. Przynajmniej tak decyzję Koalicji Obywatelskiej o zmianie terminu marszu przyjęto w Prawie i Sprawiedliwości.
Oba wydarzenia wpisują się w trwającą kampanię wyborczą i wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że mają służyć mobilizacji wyborców przed pierwszą turą wyborów.
Gdy PiS zastanawiało się, co zrobić i jak zareagować na zapowiedź Tuska o organizacji konkurencyjnego marszu, niespodziewanie premier poinformował o… zmianie daty swojego wydarzenia.
Koalicja Obywatelska zmienia termin marszu
Jakie kalkulacje Donalda Tuska stały za zmianą terminu? Miał to wymusić sztab Rafała Trzaskowskiego, z którym Donald Tusk nie uzgodnił wcześniej swoich planów.
„Wielki Marsz Patriotów odbędzie się 25 maja, przed drugą turą wyborów, zgodnie z trafną rekomendacją prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Pozwoli to na pełną mobilizację demokratycznych patriotów” – przekazał w serwisie X sam Tusk.
Także Rafał Trzaskowski powoływał się na argument, że przed pierwszą turą wyborów trudno byłoby z marszu zrobić wydarzenie łączące całą koalicję. Zwłaszcza że pojawiły się głosy zarówno ze strony Lewicy jak i Trzeciej Drogi, że ich przedstawiciele nie wezmą udziału w marszu KO 11 maja, bo jest to „wydarzenie wyborcze”.
Sztabowcy Trzaskowskiego nie chcieli mieć „debaty o marszu” i o tym, kto weźmie w nim udział, a kto nie.
– Ja też się wsłuchuję w głos moich koleżanek i kolegów, to był jeden z powodów, dla których zmieniliśmy datę. Celem było, abyśmy byli razem. Żeby mieć pewność, że łatwiej będzie zaakceptować zaproszenie. Wtedy wszyscy będą mogli razem wesprzeć kandydata strony demokratycznej i pojawić się na marszu – powiedział Rafał Trzaskowski podczas spotkania z dziennikarzami.
Ja też się wsłuchuję w głos moich koleżanek i kolegów, to był jeden z powodów, dla których zmieniliśmy datę. Celem było, abyśmy byli razem.
Ale za zmianą daty stoi coś jeszcze. Jak można usłyszeć w koalicji rządzącej Trzaskowski, chciał zaznaczyć, że to jego kampania i że bez Tusk nie może organizować tak dużych wydarzeń politycznych bez wcześniejszego uzgodnienia tego ze sztabem.
– To była klasyczna zagrywka w stylu Donalda, że on na finiszu kampanii wjeżdża na białym koniu, robi marsz i dzięki niemu Rafał ma dobry wynik. Sztab się szybko połapał i postawił na swoim, pokazując, że marsz będzie, ale na ich zasadach – mówi nasz rozmówca z koalicji rządzącej.
PiS obawiał się marszu przed pierwszą turą
Tymczasem sztabowcy Karola Nawrockiego na wieść o zmianie terminu marszu, jak słyszmy, odetchnęli z ulgą. Dlaczego? Bo bardziej obawiali się marszu i wielkiej mobilizacji wyborców KO przed pierwszą turą, co mogłoby się przełożyć na dużą różnicę w wyniku Trzaskowskiego i Nawrockiego w pierwszej turze. A w interesie PiS jest, by ta różnica nie była ogromna. Chodzi o morale wśród wyborców przed drugą turą wyborów i wiarę w zwycięstwo. A, jak słyszymy w sztabie, inaczej podchodzi się do kandydatów, gdy różnica między nimi jest „na żyletki”, a inaczej gdy jest np. dwucyfrowa.
– Kontrmarsz Tuska był dla nas problemem do wczoraj – mówi nam jeden ze sztabowców. – Ewidentnie Tusk wymyślił, że przykryje nasz marsz, pokazując, że potrafi lepiej mobilizować i że ma większe poparcie. I tak by było. Wiadomo, że w Warszawie Tusk jest w stanie zgromadzić ludzi i że Platforma ma środki, by zwieźć działaczy i zrobić frekwencję. My nie mamy takich możliwości i takich pieniędzy. Zestawienie ze sobą tych dwóch marszy byłoby dla nas niekorzystne – wyjaśnia nasz rozmówca.
Wiadomo, że w Warszawie Tusk jest w stanie zgromadzić ludzi i że Platforma ma środki, by zwieźć działaczy i zrobić frekwencję. My nie mamy takich możliwości i takich pieniędzy. Zestawienie ze sobą tych dwóch marszy byłoby dla nas niekorzystne
Zwłaszcza, że dzisiaj nie wszyscy w PiS są przekonani, że ich kwietniowy marsz to najlepszy pomysł w środku kampanii. – Nie mamy możliwości finansowych, żeby zrobić to dobrze. A jak zrobimy niedobrze, to będzie klapa. W tej sytuacji trzeba się będzie poważnie zastanowić, czy Karol w ogóle powinien w tym brać udział – narzeka nasz rozmówca.
Jak zwykle w PiS wszystko rozbija się o wewnętrzne spory i ambicjonalne podejście do organizacji wydarzeń.
Za pomysłem „Wielkiego Marszu Patriotów” z okazji 1000-lecia koronacji Chrobrego ma stać Patryk Jaki. A skoro tak, to część polityków, która pozostaje z nim w sporze, niespecjalnie chce się angażować w organizację. Jeszcze inni mają pretensje, że informacja o marszu za wcześnie wyciekła do mediów, gdy organizacyjnie nic nie jest dopięte.
– Te wewnętrzne walki nas cały czas gubią i nie pozwalają normalnie planować i pracować – narzekają politycy w sztabie.
Wybory prezydenckie i wpływ marszu na drugą turę wyborów
Jednocześnie pocieszają się, że marsz Tuska przed drugą turą nie będzie miał tak dużego wpływu na same wybory, jak w 2023 roku, bo przed drugą turą emocje będą gdzie indziej.
I dodaje, że mobilizacja przed drugą i tak będzie podkręcona do najwyższego możliwego poziomu, z marszem czy bez.
– To będzie marsz przekonanych, a ich mobilizacja jest kluczowa w pierwszej turze. W drugiej gra idzie o nieprzekonanych. Przecież Trzaskowski idąc w marszu pod rękę z Tuskiem nie przyciągnie wahających się wyborców Konfederacji. Co więcej, da nam się świetną okazję do sklejenia go z rządem – mówi jeden z polityków PiS.
Sklejanie Trzaskowskiego z rządem i samym Tuskiem to teraz jedno z kluczowych zadań, jakie stawia przed sobą sztab PiS. Widać to i słychać coraz mocniej także w wypowiedziach samego kandydata PiS.W dniu, gdy Tusk i Trzaskowski ogłosili zmianę terminu marszu, Karol Nawrocki grzmiał na konferencji, że „Tusk niańczy Rafała Trzaskowskiego”.
– Wywiesza mu banery, a teraz organizuje marsze, kandydat na prezydenta powinien być bardziej samodzielny – mówił Nawrocki. – Gdyby Rafał Trzaskowski został prezydentem, to panel sterowania byłby w rękach Donalda Tuska – dodawał.