Dziennik „Washington Post” ustalił, że węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto od lat dzwonił do swojego rosyjskiego odpowiednika Siergieja Ławrowa, aby przekazywać mu „relacje na żywo z omawianych kwestii” w Unii Europejskiej. Szijjarto początkowo twierdził, że doniesienia są „fake newsem”. Zmienił jednak zdanie, kiedy 31 marca nagranie jego rozmowy z rosyjskim szefem MSZ zamieścił portal VSquare, do którego należą dziennikarze z Czech, Węgier, Polski i Słowacji. Wynikało z nich, że polityk działał na korzyść Kremla, obiecując uchylenie unijnych sankcji, które zostały nałożone na Rosję po rozpoczęciu wojny w Ukrainie. 

Polityk potwierdził prawdziwość nagrań. „Udowodnili, że publicznie mówię to samo, co przez telefon. Dobra robota” – napisał. Jego linią obrony stało się wówczas twierdzenie, że podsłuchiwały go „zagraniczne służby wywiadowcze”. „Od dawna wiadomo, że zagraniczne służby wywiadowcze, przy aktywnym udziale węgierskich dziennikarzy, przechwytują moje rozmowy telefoniczne” – napisał we wtorek Szijjarto w serwisie X. Z kolei Victor Orban pod koniec marca twierdził na Facebooku, że ujawnienie rozmów jest próbą zdyskredytowania jego partii w czasie kampanii wyborczej. Jak się okazało, podobne słowa płyną z Rosji.

Zobacz wideo 12 proc. podstawy programowej w rosyjskich szkołach to czysta propaganda

Rosyjskie MSZ komentuje wyciek rozmów

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa skomentowała publikację nagrań w rozmowie z Radiem Sputnik. – Wczoraj, 31 marca 2026 roku, cały świat otrzymał dowody, że to nie Rosja ingeruje w ich wybory, ani w żadne wybory. To Zachód ingeruje w wybory na całym świecie. Co więcej, ingerują w swoje własne, w wybory tych, których nazywają sojusznikami, partnerami, ludźmi o podobnych poglądach – stwierdziła.

Rosyjska próba fałszerstwa w Mołdawii

Państwowy Instytut Spraw Międzynarodowych informował w listopadzie 2024 roku, że Rosja (oraz powiązane z nią podmioty) próbowała wpłynąć na wynik wyborów prezydenckich i referendum w Mołdawii, kupując głosy oraz prowadząc kampanię dezinformacyjną i cyberataki. Ostatecznie działania zakończyły się niepowodzeniem, ale wtedy prorosyjska opozycja zaczęła podważać proces wyborczy, który – jej zdaniem – był kontrolowany przez unijnych biurokratów.

Peter Szijjártó aktywnie pomagał Rosjanom w zniesieniu unijnych restrykcji, nałożonych na córkę rosyjskiego oligarchy oraz statki tzw. floty cieni, dzięki którym Kreml finansuje wojnę z Ukrainą – pisze Michał Kokot na Wyborcza.pl.

Share.
Exit mobile version