Dla Paszy Talankina to była zwykła praca. Wspomagał nauczycieli, organizując wydarzenia kulturalne dla uczniów, nagrywając szkolne akademie, tworząc z młodzieżą teledyski i filmy. Lubiany, młody ciałem i duchem, wykształcony w odległym o ponad 100 kilometrów Czelabińsku Talankin nigdy nie był poza Rosją. Dorastał w trudnych latach 90. i w dorosłym życiu nie poznał innej władzy niż ta sprawowana niepodzielnie przez Putina. SWO, specjalna operacja wojskowa rozpoczęta w lutym 2022, przez chwilę przypominała o sobie głównie z ekranu telewizora. Nie minęło dużo czasu, jak trzydniowa operacja przekształciła się w wojnę, połączoną z masakrą cywili w Buczy czy Irpieniu i bezładnym odwrotem spod Kijowa, a Pasza zupełnym przypadkiem został propagandzistą.

Rosja w gorzkiej pigułce, czyli „Pan Nikt kontra Putin”

„Wszystko stanęło na głowie” – wspomina luty 2022 roku Paweł Talankin. Do szkół rozesłano nowe wytyczne dotyczące edukacji patriotycznej. Na zajęciach pozalekcyjnych młodzież miała odtąd obowiązkowo „kształtować wartości moralne w kontekście wychowania patriotycznego”. Choć Talankin sam żadnych zajęć nie prowadził, od razu stał się ich uczestnikiem. Władze wymagały od szkół potwierdzenia, że dodatkowe zajęcia nie tylko się odbywają, lecz także – że są prowadzone w odpowiedni sposób. Najłatwiej było to skontrolować nagraniami wideo. Jako szkolny fotograf, reżyser, scenarzysta i operator w jednym, Talankin dostał nowe obowiązki.

Dokumentował, jak niektórzy nauczyciele dukali z przesłanych faksem kartek nieużywane wcześniej słowa: „demilitaryzacja”, „denazyfikacja”. Patrzył, jak część z ogromnym entuzjazmem wdraża nowe wytyczne. Jak przekonują, że sankcje Europy szkodzą wyłącznie Europie, która bez rosyjskiego gazu za moment zamarznie. Jak tłumaczą, że kochać ojczyznę trzeba zawsze, a oddać za nią życie to chwała. Jak w kolejnych miesiącach retoryka zaostrza się, a białe koszule i schludne spodnie uczniów zastępują paramilitarne mundury, podobnie, jak zabawy na korytarzu – maszerowanie i nieco nieskładna, nierytmiczna musztra. Talankin dokumentował to wszystko i wysyłał do władz jako dowód na spolegliwość szkoły, do której sam chodził jako dziecko.

Nikt, nawet ja, nie wiedział początkowo, że z tego powstanie film. Ostatecznie, 90 proc. nagrań przeznaczonych było dla Ministerstwa Edukacji jako część oficjalnych raportów. (…) Robiłem swoją pracę, nagrywałem lekcje. Musiałem to robić do raportów

– mówi Talankin w rozmowie z serwisem Mediazona.

Zobacz wideo „Pan Nikt kontra Putin” [ZWIASTUN]

Zanim nowe dekrety Putina wprowadziły kary więzienia za kwestionowanie decyzji władz, reżyser-dokumentalista na swój sposób starał się przeciwstawiać machinie państwa. Choć całe jego dorosłe życie upłynęło w zaostrzanym od ponad dekady reżimie Putina, czuł, że musi zrobić coś, cokolwiek, bo traci szacunek dla samego siebie. Rozmawiał z młodzieżą i nauczycielami. Szybko nabrał przekonania, że jego nagrań nikt ostatecznie nie ogląda – wielokrotnie wysyłał władzom przemontowane fragmenty, zakrzywiające rzeczywistość i nie miał z tego powodu żadnych problemów. Starał się mówić głośniej, że się nie zgadza. Manifestował swoją niezgodę na tyle, na ile wystarczało mu odwagi. Zamiast wspierających wojsko „Z”, naklejał na szkolne okna „X”. W swojej kanciapce flagę Rosji imperialistycznej zamienił na flagę Rosji pokojowej – bez czerwieni. Te drobne gesty miały niewielką moc, ale były dla niego ważne – robił „cokolwiek”. I wciąż dokumentował wzbierającą falę propagandy w szkołach, do których wprowadzano m.in. konkursy rzucania granatem czy spotkania z Grupą Wagnera.

Kontakt zza muru cenzury

Amerykański reżyser David Borenstein i Paweł Talankin skontaktowali się ze sobą przypadkowo. Borenstein przyznał, że kiedy przekazano mu wiadomość od Talankina, był przekonany, że to szemrany człowiek, który pragnie rozgłosu. Podobnie Talankin, odbierający na niezablokowanym jeszcze wówczas Instagramie wiadomość od nieznanego mu mężczyzny, nie był pewien, co powinien zrobić. Za maską osoby zza granicy mogło się kryć FSB, co byłoby zasadne, patrząc na to, co do tej pory robił i mówił nauczyciel. Karabasz zamieszkuje tylko 10 tysięcy ludzi, każdy zna każdego, a plotki rozchodzą się błyskawicznie. W małych miejscowościach sprzeciw wobec władz z odległej, dla wielu niemalże mitycznej Moskwy, właściwie nie istnieje. Nie da się, jak w większych miastach, zniknąć z oczu służbom. I choć Karabasz wygląda, jakby czas dla niego zatrzymał się na początku lat 90., mieszkańcy o trudy życia obwiniać będą prędzej władze lokalne niż państwowe – Putin niczym Car jest zawsze dobry, nie to, co jego bojarzy.

Propozycja Borensteina brzmiała: filmuj wszystko i dokumentuj, jak reżim wchodzi coraz głębiej w sferę wychowania młodzieży. Talankin robił to jeszcze dwa lata. Czuł, że atmosfera naokoło niego gęstnieje, uczniowie nie przychodzili już do gabinetu tak chętnie, jak dawniej, przez okno mieszkania zauważył stojący nieopodal radiowóz. Ostatniego dnia roku szkolnego 2024 pożegnał uczniów na organizowanej przez siebie w imieniu szkoły akademii. Nie pożegnał się z matką, do walizki zamiast kostiumu do pływania spakował kilka pełnych po brzegi dysków twardych i poleciał do Turcji, która turystów z Rosji niezmiennie wita bez problemów. Miał świadomość, że może już nigdy nie wrócić do rodzinnego miasta. W Stambule pierwszy raz spotkał się z Borensteinem.

Praca obu mężczyzn zaowocowała dokumentem o postępującej propagandyzacji szkół w Rosji. To kolejny front walki o dusze obywateli zaraz po mediach i cerkwi. „Pan Nikt kontra Putin” to niezwykły zapis świadomego formowania najmłodszej części społeczeństwa pod zupełnie nowych obywateli. Rządy Putina od lat co prawda coraz mocniej ingerowały m.in. w nauczanie historii i hagiografię własnego kraju. Działania te nasiliły się po inwazji na Krym, ale po odwrocie spod Kijowa współczesne rosyjskie szkoły cofnięto właściwie do czasów radzieckich, które wciąż jeszcze żyją np. w północnokoreańskich szkołach.

Tylko w tym roku szkoły ukończą uczniowie, którzy mają za sobą już prawie całe cztery lata indoktrynacji. Zamknięci w wyłącznie rosyjskim obiegu informacji (w Rosji tylko i jednocześnie aż 40 proc. użytkowników internetu korzysta z VPN, który pozwala omijać rządowe blokady, to najwyższy odsetek na świecie), szczególnie w małych miastach, nie będą mieli skąd czerpać wiedzy o innych systemach sprawowania władzy czy możliwościach sprzeciwiania się. Wolne media właściwie w Rosji nie istnieją. Mimo pogłębiających się problemów ekonomicznych, w budżecie na 2026 rok założono zwiększenie wydatków na media państwowe, co oznacza tylko tyle – jeszcze więcej propagandy, sączącej się nie tylko z programów informacyjnych, ale i rozrywkowych. W telewizji występują od dłuższego czasu wyłącznie osoby wprost wspierające „specjalną operację wojskową”. W nowych produkcjach filmowych i serialowych priorytetem jest twórczość związana z bohaterstwem podczas wojen czy opowieści o słynnych Rosjanach (popularnością cieszy się np. Puszkin).

Wszystkie te zabiegi mają utrzymać na wystarczająco wysokim poziomie poparcie obywateli dla SVO (skrót od propagandowej rosyjskiej nazwy „specjalna operacja wojskowa”, oznaczającej pełnoskalową napaść na Ukrainę – red.). Centrum Levady w maju ubiegłego roku informowało, że pod tym względem niewiele się zmienia – połowa badanych co prawda chciałaby rozpoczęcia rozmów pokojowych, ale jedna trzecia jest przekonana, że operacja wojskowa powinna być kontynuowana. Najświeższe dane poparcia dla decyzji samego Putina są, według Levady, jednymi z najwyższych od 15 lat – wynosiły bowiem 84 proc. w styczniu 2026 roku.

Uczniowie rosyjskich szkół są poddawani propagandzie i obcują z prawdziwą bronią. 'Pan nikt kontra Putin’, reż. David Borenstein, Pasha TalankinFot. Millennium Docs Against Gravity

„Pan Nikt kontra Putin” pozwala spojrzeć na obszar, do którego z zewnątrz bardzo trudno się dostać – jak wspominał Talankin w rozmowie z „The New York Timesem”, niektórzy rodzice uczniów, którzy mieli okazję i odwagę obejrzeć jego nagrania w Rosji, byli zdumieni natężeniem wysiłków nad tworzeniem nowych obywateli. Ale nie dla wszystkich było to szokujące. Jeden z jego byłych uczniów stwierdził, że nie widzi żadnej propagandy. „To był najgorszy komentarz, bo oznacza, że jego oczy przyzwyczaiły się już do tego środowiska” – mówi Talankin.

„Pan Nikt kontra Putin” startuje w wyścigu do tegorocznych Oscarów w kategorii „najlepszy film dokumentalny”. Pozwala znaleźć odpowiedzi na pytania, z kim będziemy musieli żyć i rozmawiać, kiedy wojna w Ukrainie wreszcie dobiegnie końca. Kiedy do głosu dojdzie całe pokolenie wychowane w zupełnie nowy sposób, sformatowane pod nienawiść do wszystkiego wokół od Bałtyjska na zachodzie do Anadyru na wschodzie. Dzięki tej produkcji mamy odrobinę więcej czasu na przygotowania do tej pokoleniowej zmiany, będącej kolejnym niechlubnym dziedzictwem Putina. Film trafi na ekrany kin 27 lutego.

Share.
Exit mobile version