W gminie Komańcza w Bieszczadach zezwolono na odstrzał wilków. To pokłosie incydentu z lutego 2025 r., który zgłosił władzom pracownik leśny. Jak relacjonował, wracał z pracy do domu i na swojej drodze zauważył zwierzynę. Pisaliśmy o tym w Zielonej Interii.
Zgoda na odstrzał wilków w Bieszczadach. Ekolodzy: na bazie niewiarygodnych informacji
Leśnik myślał, że to sarna, więc szedł dalej tą samą trasą. Gdy zwierzę się podniosło, okazało się, że to wilk. Mężczyzna chciał go spłoszyć i krzyknął, ale wtedy z ziemi miało podnieść się kolejnych sześć osobników.
Z tą wersją wydarzeń nie zgadzają się ekolodzy. „Mężczyzna nie został otoczony przez grupę wilków, które nie chciały ustąpić mu drogi, lecz zbliżył się do niego tylko jeden osobnik. Mężczyzna się przestraszył, wszedł na drzewo i zadzwonił po kolegę, który przyjechał ciągnikiem, a wilk się oddalił” – podaje Pracownia na rzecz Wszystkich Istot.
Trudno sobie wyobrazić, by wilk zamierzający zaatakować stojącego blisko człowieka mógł mieć problem z jego dogonieniem. Wdrapanie się na drzewo wymaga czasu, a wilki są w stanie doskoczyć nawet na wysokość dwóch metrów
Jak było naprawdę? To mógł być tylko ciekawski szczeniak
Prof. Sabina Nowak ocenia, że wilk, który zbliżył się do mężczyzny był prawdopodobnie zaniepokojony, węszył i jeśli jeżył sierść, to ze strachu. Na dodatek tym osobnikiem był prawdopodobnie 10-miesięczny, ciekawski szczeniak.
Mimo tego gmina Komańcza w kwietniu wystąpiła do GDOŚ z prośbą o zezwolenie na odstrzał. 6 czerwca wydano zgodę. „Biorąc pod uwagę fakt, iż na terenie Bieszczad zagęszczenie wilków jest duże, nie można wykluczyć, że podobna sytuacja będzie miała miejsce w przyszłości w tym rejonie” – ocenił GDOŚ.
„Skandaliczny jest fakt, że główny organ ochrony przyrody w Polsce akceptuje fałszywe doniesienia, zdementowane przez specjalistów zajmujących się dużymi drapieżnikami” – komentuje Radosław Ślusarczyk z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.