Restauracja „wyglądała na normalną”

W poniedziałek (25 sierpnia) na jednej z facebookowych grup o Sarbinowie pojawił się post pani Lucyny, która pokazała, ile zapłaciła za obiad w jednej z restauracji w tej nadmorskiej miejscowości. Historię kobiety szerzej opisał „Fakt”, któremu udało się z nią skontaktować. Jak czytamy w dzienniku, pani Lucyna jest turystką z Cieszyna, a do wspomnianej restauracji weszła z pięciorgiem znajomych, ponieważ chcieli zjeść coś ciepłego. – Nie wyglądała na luksusową, więc spodziewaliśmy się normalnych cen – powiedziała kobieta. Na start zamówili na sześć rosołów i trzy piwa. W kwestii drugiego dania poprosili o pomoc kelnera, który polecił im dwa filety ryby i jedną porcję podzieloną na dwie osoby, co dało łącznie ponad trzy kilogramy ryb. Do tego dobrali sałatki. Jedna z porcji ryby ważyła niecałe 1,8 kg, a dwie następne – 0,8 i 0,7 kg. 

Cena na paragonie zaskoczyła

Po posiłku otrzymali paragon, który opiewał na sumę 1233 zł. – Byłem przy odbieraniu rachunku. Gdy zobaczyłem kwotę 1233 zł, po prostu zgłupiałem. Nie wiedziałem, co robić – powiedział pan Damian, który był w restauracji z panią Lucyną. Opłacili rachunek, a dopiero po powrocie do domu zauważyli, że nie zgadzały się na nim ważne szczegóły: data była sprzed trzech dni i brakowało danych firmy. Wrócili więc na miejsce i odebrali tam nowy paragon. Ten też pokazywał kwotę 1233 zł, ale uzupełniono już niezbędne dane. – Jeśli idziesz do luksusowej restauracji, to liczysz się z wysokimi cenami. Ale tutaj? Miejsce wyglądało jak zwykły lokal przy ulicy, a jedzenie było przeciętne – ocenił pan Damian. Uwagę turystów zwróciły także niektóre pozycje na paragonie. Wynikało z nich, że restauracja policzyła dodatkowo za przyprawy, takie jak lubczyk do rosołu (po 2,99 do każdej porcji) czy czosnek (też po 2,99), a także cytrynę (również 2,99 za ćwiartkę). 


Zobacz wideo

Chcemy w restauracjach pokazać na co nas stać

Restauracja zamknięta. To przedstawiciel powiedział o paragonach

Turyści z Cieszyna zgłosili sprawę do urzędu skarbowego. Jak pisze „Fakt” obecnie restauracja ma być zamknięta, a właściciel miał wyjechać w góry. Dziennik dowiedział się też od mieszkańców i przedsiębiorców z Sarbinowa, że do opisanego lokalu niejednokrotnie wzywany był patrol policji, ponieważ klienci nie chcieli zapłacić rachunku. Gazeta skontaktowała się z restauracją, a jej przedstawiciel zapewniał, że większość gości jest zadowolona z usług, a problem ma wynikać z tego, że ludzie źle czytają menu. Powiedział również, że pierwszy, błędny rachunek miał zostać wydany przez pomyłkę z kalkulatora kelnera. Stwierdził także, że firma ma chylić się ku upadkowi. 

O tej restauracji jest głośno w sieci

Restauracja, którą odwiedziła pani Lucyna i przyjaciele, przewija się dość często na facebookowej grupie dotyczącej Sarbinowa. Można na niej znaleźć wpis pani Agnieszki z 19 czerwca, która za kilka dań oraz napoi zapłaciła 986 zł. Na paragonie, który opublikowała, widać podobne, zaskakujące pozycje. Osobno doliczono jej: lubczyk, cebulę z tłuszczykiem, miętę, cytrusy. Musiała też zapłacić 2,99 za „przyprawy smakowe”. W maju ubiegłego roku swój paragon z tej samej restauracji opublikował na tej grupie pan Hubert. U niego kilka dań oraz drinki i napoje kosztowały łącznie 1860 zł. Także i w tym przypadku na rachunku można znaleźć osobno doliczone m.in. przyprawy. W komentarzach internauci ostrzegają się nawzajem przed stołowaniem się w tym miejscu, podkreślając, że to nie pierwszy raz, kiedy turyści są tutaj zaskoczeni paragonem.

Przeczytaj także: Sprzedaje w Zakopanem jajecznicę za 67 zł. „Polska jest zakompleksiona”

Źródła: „Fakt”, Facebook 

Udział
Exit mobile version