-
Żołnierze amerykańscy służący poza granicami kraju mogą liczyć na płacę bez podatku i dietę zagraniczną, a relokacja to często ich pierwsza zagraniczna przygoda.
-
Wśród amerykańskich żołnierzy za misje o niskim poziomie zagrożenia uznaje się pobyty w Polsce, Korei, Kuwejcie i Jordanii, które mimo to dają finansowe benefity.
-
Decyzja o wysłaniu kolejnych amerykańskich żołnierzy do Polski spotkała się z różnymi reakcjami, a niektórzy komentatorzy wyrażają obawy co do konsekwencji zmiennej polityki Waszyngtonu wobec sojuszu z NATO.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
„Misja w Polsce to nie misja” – można usłyszeć teraz wśród amerykańskich żołnierzy. Jak wyjaśnia źródło Interii w armii USA, taka ocena sytuacji to dla Polaków dobra wiadomość.
– Z powodu niskiego poziomu zagrożenia kraje takie jak Polska, Korea, Kuwejt oraz Jordania nie są powszechnie uważane za tzw. misje. Ryzyko militarne jest minimalne, więc służba w takim państwie jest łatwiejsza i mniej stresująca – wyjaśnia nasze źródło. – Ale i tak liczą się jako „deployment” (misja – red.), więc wiążą się z pensją bez podatku – dodaje.
Jak wyjaśnia nam żołnierz proszący o anonimowość, większość personelu wojskowego w Stanach Zjednoczonych stanowi „ekipa w wieku 18-25 lat, która nigdy nie miała okazji wyjechać za granicę„. W przydziale takim, jak ten, który obiecał Polsce w czwartek Donald Trump, widzą zatem szansę na żołd bez podatku i zagraniczną dietę.
Żołnierze USA w Polsce. Tak wygląda relokacja wojska od kulis
W dużym uproszczeniu służba amerykańskich żołnierzy poza przebywaniem w stałych bazach przybiera trzy główne formy. Pierwsza z nich to TDY (Temporary Duty). Oznacza czasowe oddelegowanie poza stałą bazę (PDS), po którym w zależności od rozkazów żołnierz wraca do swojej jednostki lub jedzie dalej. Ten rodzaj przydziału trwa od kilku dni do kilku miesięcy. Wśród jego głównych celów są szkolenia, kursy, ćwiczenia, konferencje i szeroko rozumiane wsparcie innej jednostki, czyli – w żołnierskim żargonie – „backfill”.
PCS (Permanent Change of Station) to z kolei stałe przeniesienie do nowej bazy. Może oznaczać przeprowadzkę za granicę lub w obrębie USA. W przypadku PCS często wraz z żołnierzem przenosi się jego rodzina. Nie jest to jednak reguła. Czasami przeprowadzkę bliskich ograniczają np. trudne warunki w lokalizacji nowej bazy.
Trzecia forma to właśnie deployment, czyli operacyjne wysłanie jednostki lub pojedynczych żołnierzy na konkretną misję. Na liście kierunków znajdują się tradycyjnie: Bliski Wschód, Róg Afryki, Bałkany, a także Europa w ramach operacji rotacyjnych. Od pewnego czasu to również Polska.
Zagraniczne misje oczami amerykańskich żołnierzy. „Na to nie ma się wpływu”
– Deployments zależą od specjalności – mówi żołnierz. – Znam osoby, które są w wojsku od 15 lat i nigdy nie wyjechały, jak i osoby, które wyjechały dwa razy w ciągu czteroletniego kontraktu. Na to się nie ma wpływu – wyjaśnia nasz rozmówca. Jego zdaniem wzmocnienie amerykańskich sił w Polsce odbędzie się raczej w ramach PCS. I może stanowić atrakcyjną ofertę.
– Pamiętam czasy, kiedy ekipa w służbie czynnej dostawała pierwsze przydziały jednostek. Ludzie byli wtedy gotowi „dać w łapę”, żeby zamienić się z kimś na bazę poza USA – zdradza wojskowy.
Pytanie o to, który rodzaj przydziału – krajowy czy zagraniczny – wolą przedstawiciele amerykańskiej armii pojawia się do dzisiaj, także na internetowych forach dla żołnierzy.
Komentarze pokazują zdecydowane przesunięcie zainteresowania w stronę OCONUS (Outside the Continental United States), czyli służby poza kontynentalnymi Stanami Zjednoczonymi.
Silniejsze poczucie wspólnoty, misja jest zazwyczaj jaśniej określona, a po pracy jest więcej rzeczy do zrobienia
– wskazują zalety takiego rozwiązania amerykańscy żołnierze. Inni zwracają uwagę, że służba za granicami ojczyzny jest apolityczna i pozbawiona zgrzytów na tym tle.
Relokacja amerykańskich żołnierzy. Zwrot w Białym Domu
O zamiarze wysłania do Polski dodatkowych pięciu tysięcy amerykańskich żołnierzy poinformował pod koniec ubiegłego tygodnia sam Donald Trump. Chwilę wcześniej świat obiegła decyzja Pentagonu o odwołaniu relokacji 4 tysięcy członków tamtejszej armii. Karol Nawrocki i polski rząd rozpoczęli wówczas starania o zmianę stanowiska amerykańskiej administracji.
– Informację o utrzymaniu amerykańskiego zaangażowania rząd dostał przed komunikatem prezydenta Trumpa, ale do momentu ostatecznego potwierdzenia nie była ona publiczna – zdradził później w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Cezary Tomczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. W ubiegłym tygodniu złożył on w tej sprawie wizytę w Waszyngtonie.
Były ambasador USA w Polsce o niepokojących sygnałach dla NATO
Ten nagły zwrot administracji Donalda Trumpa z pewnością uspokoił nastroje, jednak zdaniem niektórych komentatorów, radość może być przedwczesna.
„Polacy i przyjaciele poradzili sobie z wycofaniem sił USA do Polski. Ale inne amerykańskie wypowiedzi i działania są niepokojące dla sojuszników NATO najbardziej narażonych na rosyjską agresję” – ocenił we wpisie na X były ambasador USA w Polsce Daniel Fried.
„Niepewne zachowanie Waszyngtonu, tylko częściowo złagodzone przez zapowiedź Trumpa dotyczącą wysłania większych sił do Polski, wzbudziło wątpliwości wśród niektórych z jego najlepszych przyjaciół, w tym sojuszników, którzy wysłali żołnierzy na odległe wojny prowadzone przez USA w Iraku i Afganistanie, ponieważ wierzyli w Sojusz” – zauważają Fried wraz Torrey Taussig we wspólnym artykule w „Atlantic Council”.
„Parafrazując znany polski wiersz, udany sojusz jest jak dobre zdrowie: doceniasz go dopiero wtedy, gdy go nie ma” – podsumowali.


