Przypadki takich ataków żarłaczy w Australii zdarzają się bardzo rzadko, ale jednak co jakiś czas mają miejsce. W listopadzie zginął młody szwajcarski turysta, zaatakowany przez rekina koły Kylies w Nowej Południowej Walii, a we wrześniu 57-letni pływak został zabity w laży Long Reef w pobliżu Dee Why.
12-letni chłopak został zaatakowany w wodzie koło Shark Beach. Ma poważne obrażenia nóg, na tyle groźne, że jego stan oceniono jako jako krytyczny. „Funkcjonariusze policji wodnej założyli mu dwie opaski uciskowe i natychmiast udzielono mu pierwszej pomocy na pokładzie statku policyjnego” – poinformowała policja w oświadczeniu.
Zeznania świadków i wielkość ran wskazują na sporego rekina. Ratownicy i służby mówią nawet o „rekinie ogromnym”, ale to wymaga jeszcze szacunków i doprecyzowania. Rzadko w tych wodach pojawiają się największe mięsożerne rekiny, jakimi są żarłacze białe, osiągające 5-6 metrów. Częstsze żarłacze tępogłowe i żarłacze błękitne są o wiele mniejsze. Wiadomo, że chłopiec wypłynął daleko, poza ogrodzenie z siatek, które ma zabezpieczać kąpieliska koło Sydney przed wizytami rekinów, jakie bywają częstsze o tej porze roku, czyli w australijskie lato. Zapora została poważnie uszkodzona pod koniec zeszłego roku przez silny sztorm, ale władze twierdzą, że w grudniu zakończyła się jej naprawa.












