Były i są poważne argumenty, aby koncerny paliwowe podzieliły się z budżetem zyskami nadzwyczajnymi osiągniętymi nie wskutek ich jakiejś aktywności biznesowej, a wskutek wojny w Zatoce Perskiej. Nie powinno dziwić, że prezydent przygotowaną i uchwaloną w ekspresowym tempie ustawę o opodatkowaniu zysków nadzwyczajnych skierował do Trybunału Konstytucyjnego, bo jest ona pisana „na kolanie” i wątpliwości co do zgodności z konstytucją wręcz „kłują w oczy”.
Jedna pozytywna rzecz
W tym „wyrzucaniu w błoto” przez Ministerstwo Finansów 4 mld zł, czyli dawaniu przez państwo w tej kwocie prezentu koncernom paliwowym, bo na tyle szacowane są straty budżetu, czyli obywateli, jest jedna pozytywna rzecz. Marginalizowany przez władze od lat w sprawach podatkowych Trybunał Konstytucyjny wreszcie z wniosku organu władzy wypowie się w kilku ważnych kwestiach.
Firmy energetyczne i paliwowe korzystają na ograniczeniu konkurencji na rynku energii i paliw – stąd nadzwyczajnie zyski w okresach kryzysu i to może uzasadniać nadzwyczajny podatek od tych zysków; to regulacja rynku, aby zniechęcić takie firmy do zagrywek monopolistycznych (lub skorzystać z tego, że te monopole istnieją).


