– Według naszych obliczeń złoże zawiera około 10,9 tony złota, 8,6 tony srebra, 25 tysięcy ton cynku, 5,6 tysiąca ton miedzi i 1,6 tysiąca ton ołowiu. To znacznie więcej niż wynikało z poprzednich obliczeń – poinformował w ubiegłym roku Ladislav Pašek, zastępca dyrektora ds. surowców i rozwoju w państwowej spółce Diamo na łamach czeskiego dziennika „Denik”.


Sęk w tym, że na wydobycie skarbów po czeskiej stronie wyrazić zgodę będzie musiała Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Opolu, ponieważ wody kopalniane spływają do źródeł Złotego Potoku, który wpada potem do polskiej rzeki Prudnik.

Złote Góry nie tylko z nazwy. Złoto wciąż tam jest


Góry Złote na Dolnym Śląsku to nie tylko nazwa. Są położone na pograniczu polsko-czeskim w Sudetach Wschodnich. Ciągną się od Przełęczy Kłodzkiej po polskiej stronie, do Przełęczy Ramzovskiej po stronie czeskiej. Tak – słyną z wydobycia złota. Po polskiej stronie w Złotym Stoku działała znana kopalnia złota i arsenu, która obecnie jest czynną atrakcją turystyczną. Przez wieki wydobyto stąd łącznie około 16 ton czystego złota.


Przemysłowe wydobycie zakończono w Złotym Stoku w 1961 roku, ponieważ tutejsze złoto jest bardzo drobne i rozproszone w skałach arsenowych, więc jego wydobycie przestało się opłacać – światowe ceny złota wtedy dołowały. Podobnie myśleli Czesi zamykając kopalnię po swojej stronie w 1993 roku. Większość wyrobisk i wjazdów do sztolni zasypano ziemią i obsadzono lasem.


Ale sytuacja się zmieniła – złoto, srebro czy miedź to teraz bardzo cenne kruszce. Państwowe przedsiębiorstwo Diamo przez trzy lata prowadziło prace badawcze we wnętrzu Góry Przecznej koło Zlatych Hor, około 6 kilometrów od polskiej granicy w Głuchołazach i doliczyło się ton skarbów.


Diamo chce zabiegać o dalsze państwowe koncesje na badania oraz na wydobycie, bo okazuje się, że teraz jest ono opłacalne.


Jak informuje portal i.pl, firma będzie musiała dostać pozytywną decyzję środowiskową i opracować raport oddziaływania kopani na środowisko – wody kopalniane spływają do źródeł Złotego Potoku, który wpada do rzeki Prudnik. Co ciekawe, na czeskich mapach to rzeka Prudnik jest dopływem Złotego Potoku.


Lokalne władze gminy Zlate Hory uchwaliły jednak sprzeciw wobec planów budowy kopalni – wolą turystykę. Przeciwko jest też sanatorium Edel w Zlatych Horach, które obawia się o przyszłość speleoterapii czyli leczenia specyficznym klimatem w jednej z podziemnych sztolni.

Polacy spędzają wolny czas na płukaniu złota. Płukać przyjeżdżają też obcokrajowcy


Złoto w tej części Polski jest stale obecne. Przez Głuchołazy przepływa Biała Głuchołaska. – Ludzie nie wiedzą, że mieszkają przy najbardziej złotonośnej rzece w Polsce – tłymaczył na łapach i.pl Marcin Micuła, organizator Międzynarodowych Zawodów w Płukaniu Złota na Białej Głuchołaskiej.


60 uczestników, w tym z Niemiec, Szwajcarii, Czech i Słowacji całaymi dniami brodziło w rzece na początku sierpnia szukając skarbów. – Po czeskiej stronie w górach występuje złoto pierwotne, ale mamy tu też drugi rodzaj złota, przyniesiony tu przez lodowiec w okresie trzeciorzędu. Można je rozpoznać, ma inny kształt i barwę – zapewnia organizator zawodów.


Większość złocin, to drobinki, które zmieszczą się na czubku igły. Niektórym trafiały się też samorodki o długości centymetra i wadze grama. Zresztą w rzece jest nie tylko złoto, ale również kamienie szlachetne: granaty oraz rubiny. Prawo nie zabrania nikomu hobbystycznych poszukiwań czy amatorskich badań na brzegach rzeki.


Podobne zawody w płukaniu złota odbywają się w okolicach Złotoryi na rzece Kaczawa – także na Dolnym Śląsku. Uczestnicy otrzymują tradycyjne miski do płukania oraz piasek z domieszką złota. Rywalizują na czas w jak najszybszym i najdokładniejszym wypłukaniu drobin kruszcu.


Szacuje się, że do dziś złoża znajdujące się na terenie Polski są czwartymi, co do wielkości, po Francji, Szwecji i Finlandii złożami złota w Europie.

Share.
Exit mobile version