Pojedynczy rolnik, sprzedając niewielkie ilości towaru, nie ma wpływu na cenę swoich plonów i musi zaakceptować warunki narzucone przez skup, czyli pośrednika.
Ale 60 rolników zrzeszonych w dwóch pomorskich organizacjach producenckich poczuło, że potrafi. Drogą morską sami wysłali do Holandii 2700 ton owsa z Polski. Już mają pomysł na kolejne transakcje.
Indywidulany rolnik w trudnej sytuacji. Twarde rządy pośredników
Rolnicy nie mają w Polsce łatwo, bo to supermarkety i dyskonty kontrolują większość handlu detalicznego w Polsce. Wymagają od dostawców ogromnych, jednolitych partii towaru, idealnego wyglądu warzyw czy owoców oraz długich terminów płatności. To gotowy przepis na kłopoty.
Indywidualni rolnicy w Polsce często nie są w stanie podpisać bezpośredniej umowy z siecią handlową z powodów formalnych i logistycznych. Muszą sprzedać towar pośrednikowi, który już spełnia te wyśrubowane kryteria, dlatego rolnik, który sprzedaje swój produkt lokalnie, jest całkowicie zależny od aktualnej ceny skupu. Chyba, że się zrzeszy.
Niestety, w Polsce wciąż stosunkowo mało rolników działa w silnych spółdzielniach lub grupach producenckich. Gdyby występowali razem, mogliby dyktować wyższe ceny i pomijać pośredników. Tak jak to zrobili pomorscy rolnicy z owsem.
Rolnicy przetarli eksportowy szlak. Owies z Polski popłynął do Holandii
Pierwszy wspólny eksport drogą morską zorganizowali członkowie Zrzeszenia Producentów Zbóż i Rzepaku ROLA w Człuchowie oraz Stowarzyszenia Rolników Produkcyjnych Wspólna Rola. Obie organizacje to łącznie około 450 rolników, z północnej i północno – zachodniej Polski. W kołobrzeskiej operacji wzięło udział około 60 rolników.
– Właśnie przetarliśmy szlak, a nasz kontrahent jest zainteresowany większą ilością polskich zbóż paszowych – poinformował Jakub Farulewski, prezes ROLI Człuchów na łamach branżowego portalu GospodarkaMorska.pl.
Jak to zrobili? Najpierw 2700 ton owsa zgromadzili w elewatorze Rola Człuchów. Stamtąd zboże zostało przewiezione samochodami do Kołobrzegu. Na wybór tego konkretnego portu wpłynęła nie tylko odległość, ale też dostępność, elastyczność i krótka ścieżka decyzyjna. Operator Portu Handlowego spółka Bau-Komplex Porty Sp. z o.o. załadował ziarno na statek i ładunek popłynął do Holandii.
Sprawa wygląda na prostą, ale wcale taka nie jest. – Porty są blokowane przez pośredników, które mają wyłączność na eksport – tłumaczy Andrzej Bachan, prezes Stowarzyszenia Wspólna Rola. Z tego powodu eksport owsa nie był możliwy ani przez port w Gdańsku, ani w Gdyni, ani przez port w Szczecinie. Towar taki jak zboże nie może też czekać kilku dni w kolejce. W Kołobrzegu udało się tylko dlatego, że port jest własnością samorządu, a nie jest prywatną spółką.
Infrastruktura portu do remontu. Rolnicy się nie zatrzymują
– Na razie sprzedaliśmy owies, ale nasz kontrahent jest też zainteresowany kupnem kolejnych partii polskich zbóż paszowych – przyznał Jakub Farulewski, prezes ROLI Człuchów na łamach topagrar.pl. Stowarzyszenie Wspólna Rola już nawiązała kontakty z kolejnymi rolniczymi stowarzyszeniami.
Apetety rolników może wstrzymać tylko infrastruktura.
Port w Kołobrzegu jest własnością miasta Kołobrzeg. Może obsługiwać statki do 3 tys. ton, więc jest stosunkowo płytki. Zarząd portu od lat zabiega o pieniądze na przebudowę, która pozwoliłaby na przyjmowanie statków o większych gabarytach: o długości do 130 m (dziś to 100 m), szerokości 20 m (jest 15m) i zanurzeniu 7,5 m (jest 5,5 m). A takie statki przyjmują do ładowni nawet o 100 procent większy ładunek.


