O co chodzi: Sąd Unii Europejskiej uznał, że Komisja zgodnie z prawem przystąpiła do egzekwowania kary od połowy lipca 2022 roku do początku czerwca 2023 roku. Polska ma dwa miesiące na złożenie odwołania od tej decyzji.
„Będziemy się odwoływać”: Minister do spraw Unii Europejskiej Adam Szłapka podkreślił, że obecnie rządzący, jeszcze jako opozycja, przestrzegali rząd Mateusza Morawieckiego przed zmianami w sądownictwie i ignorowaniem postanowienia unijnego Trybunału. – Mimo że to jest wyłączna odpowiedzialność PiS, mimo wszystko od tej decyzji Sądu Unii Europejskiej będziemy się odwoływać. Chcemy wykorzystać każdą możliwość prawną do tego, żeby pieniądze dla Polski odzyskać – mówił Szłapka. – Będziemy szukać takich argumentów prawnych, żeby przekonać Trybunał i te pieniądze odzyskać – dodał.
Skąd taka decyzja? Przypomnijmy, przyczyną decyzji unijnego sądu jest skarga Komisji Europejskiej przeciwko Polsce w sprawie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w połowie lipca 2021 roku uznał, że Izba nie jest sądem i nakazał natychmiastowe zawieszenie stosowania przepisów. Ponieważ Polska tego nie zrobiła, jesienią wiceprezes Trybunału Sprawiedliwości nałożył na Polskę kary dzienne w wysokości miliona euro dziennie. Mimo kolejnych zmian w sądownictwie i likwidacji Izby Dyscyplinarnej Komisja nie wycofała skargi. Jedynie, od kwietnia 2023 roku, kara nałożona na Polskę została zmniejszona do pół miliona euro dziennie.
Działania rządu: Polska złożyła trzy odwołania, uznając, że kara powinna była być zmniejszona wcześniej, a później w ogóle powinna zostać skasowana w związku z wprowadzonymi zmianami. Jednak licznik naliczanych kar zatrzymał się dopiero w czerwcu 2023 roku, kiedy sêdziowie w Luksemburgu orzekli, że Izba Dyscyplinarna działała nieprawidłowo i łamała unijne prawo. W sumie Komisja Europejska potrąciła Polsce z tego powodu 556 milionów euro z unijnych funduszy.
Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: „Gigantyczna kara dla Polski. TSUE wydał wyrok”.
Źródło: IAR