Zakład Karny w Opolu Lubelskim – to właśnie tam przez pięć dni swoją karę będzie odbywał prezydent Puław Paweł Maj. Włodarz miasta „idzie siedzieć”, bo nie wykonał wyroku sądu nakazującego zapłatę pięciu tysięcy złotych grzywny.
Chodzi o boisko przy Szkole Podstawowej nr 4 w Puławach.
Prezydent chciał, by z „orlika” po godzinach lekcyjnych mogła korzystać lokalna społeczność. Nie godziło się jednak na to mieszkające w pobliżu małżeństwo – para skarżyła się na hałas.
Miasto zamontowało ekrany akustyczne, jednak małżeństwo ponownie wniosło sprawę do sądu. I w drugiej instancji wygrali z miastem: zdaniem sądu po godz. 16 „orlik” powinien być wyłączony z użytkowania.
Na miasto nałożono grzywnę, a prezydent oświadczył, że jej nie zapłaci. W myśl ustaleń z komornikiem kara została zamieniona na pięć dni pobytu w zakładzie karnym.
Interia rozmawiała z prezydentem Majem.
Łukasz Dubaniewicz, Interia: Pan będzie „gitem”, czy z tych drugich?
Paweł Maj, prezydent Puław: – Proszę tego nie spłycać, tu w ogóle nie chodzi o mnie. Idę do więzienia, bo taki jest wyrok sądu.
Wszyscy wiemy, że chodzi o „orlik”. Ale można było zapłacić grzywnę.
– I wtedy by pan do mnie nie przyjechał. A tu chodzi o coś więcej – symbol niesprawiedliwości. Walki o boisko dla dzieci.
Próbował pan załatwić tę sprawę polubownie? Dogadać się z tymi ludźmi?
– Wiele razy. Jednak mam ekspertyzę biegłego, z której wynika wprost, że nie są przekraczane normy akustyczne. Mimo tego podjęliśmy inwestycję instalacji specjalnych ekranów. Kosztowało to podatnika mnóstwo pieniędzy. Chciałem dobrze, myślałem, że to coś da.
– Nie dało, a państwo, którym przeszkadza boisko, poszli w zaparte. I teraz pewnie są szczęśliwi, bo udało im się doprowadzić sprawę do końca.
Idzie pan do więzienia. Jest pan gotowy?
– Tak. Wziąłem na ten czas urlop w pracy. Opłacam z własnych pieniędzy wszystkie koszty komornicze. Podpisałem ostatnie dokumenty, przekazałem wszystkie sprawy do załatwienia mojemu zastępcy. Wszystko załatwione.
Pięć dni to sporo czasu na przemyślenia.
– Ja nie mam o czym myśleć, jestem pewny swojej racji. Dzieci powinny mieć nieograniczone prawo do korzystania z boiska. Jeśli nie, to po co w ogóle je budowaliśmy? Jak mamy krzewić kulturę sportu, jeśli zamykamy boiska? To jest absurd w czystej postaci.
Nie zgadza się pan z tym wyrokiem?
– Ja się mogę nie zgadzać. Ale wyrok to wyrok. Chciałem podjąć pracę, ale okazało się, że mam za krótki pobyt i więcej by trwało szkolenie. Dlatego biorę sobie kilka książek, może zakoleguję się ze współosadzonymi.
Minister Nitras z mównicy sejmowej zaprosił pana do współpracy. Mówił, że nie musi pan iść do więzienia.
– Do mnie żadne oficjalne stanowisko. Nie wiem, co pan minister ma na myśli.
Zapowiedział, że przepisy się zmienią i, cytuję, „nie pozwolimy więcej zamknąć żadnego orlika w Polsce”.
– Powtarzam, ja nie dostałem żadnej konkretnej propozycji. Idę do więzienia, bo taki jest wyrok, a wyroki trzeba respektować. Ale jeśli to co pan minister mówi, jest prawdą, to znaczy, że wygrałem. Nie ci państwo, tylko ja. Jeśli trzeba było pójść siedzieć, ale dzięki temu zmienią się przepisy, to znaczy, że się opłacało.
Rozmawiał Łukasz Dubaniewicz