Szymon Krawiec, „Wprost”: Jakie oczekiwania mają producenci żywności wobec polskiego modelu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta?
Dr Andrzej Gantner: Jako sektor rolno-spożywczy oczekujemy przede wszystkim, żeby polski model ROP był przede wszystkim efektywny środowiskowo, czyli zagwarantował jak największe poziomy selektywnej zbiórki, co za tym idzie, recyklingu naszych opakowań. Żywność jest produktem codziennego użytku i z tego powodu opakowania do żywności stanowią ponad 60 proc. wszystkich opakowań na rynku.
Oczekujemy, żeby zgodnie z unijną dyrektywą odpadową wysokie poziomy zbiórki i recyklingu były osiągane po racjonalnych i uzasadnionych kosztach. Kosztach wynikających z uwarunkowań gospodarki wolnorynkowej, a nie widzimisię urzędników i polityków. Oznacza to, że zamiast modelu nakazowo-rozdzielczego system ROP powinien być oparty na zasadach wolnorynkowych i wynikał z faktycznych kosztów wynikających z gry rynkowej pomiędzy wprowadzającymi, organizacjami odzysku, samorządami, firmami odpadowymi i recyklerami. Wszelkie koszty w tym systemie muszą być transparentne i kontrolowalne. Zgodnie z dyrektywną muszą być kosztami netto, czyli kosztami pomniejszonymi o przychody z zebranego surowca.
Bardzo ważna kwestią jest zapewnienie przez system ROP, że każdy wprowadzający finansuje zbiórkę tylko swoich opakowań, a nie koszty zbiórki innych frakcji odpadów. Jako wprowadzający chcemy w pełni wziąć odpowiedzialność finansową i organizacyjną za nasze odpady opakowaniowe, jednak przy spełnieniu przez system wszystkich kluczowych dla nas warunków. Nie negujemy konieczności poniesienia obciążeń finansowych wynikających z wdrożenia systemu ROP, ale nie możemy zgodzić się na bycie jedynie biernym płatnikiem podatku ROP, bez żadnego wpływu na efektywność wykorzystania tych pieniędzy.
Mówił pan, że polska wersja ROP musi być dobrze skonstruowana.
Dla sektora rolno-spożywczego to szczególnie ważne. Opakowania do żywności muszą zapewnić bezpieczeństwo żywności i jej jakość oraz odpowiednią trwałość. Każdy materiał, jakiego używamy w opakowaniach, musi być dopuszczony do kontaktu z żywnością. Zastąpienie jednego materiału innym to długotrwały proces, którego granicą jest bezpieczeństwo konsumentów. Unijne rozporządzenie PPWR w sprawie opakowań wymaga osiągnięcia odpowiednich poziomów selektywnej zbiórki i recyklingu. Jeżeli system ROP nie będzie ściśle skorelowany z efektywnością w odpowiednio dużej skali, to istnieje ryzyko, że dany rodzaj opakowania może zostać zakazany do użycia. W żywności może oznaczać to nawet koniczność rezygnacji z określonych kategorii produktu. Dlatego efektywny ROP jest dla nas tak ważny.
Kłopot w tym, że to, co nam obecnie proponuje ministerstwo, czyli nakazowo-rozdzielczy, fiskalny ROP, budujący jedynie monopol państwa, żadnego z naszych oczekiwań nie spełnia.
Państwa główny argument to ten, że każdy producent płaci za swoje opakowania?
Dyrektywa mówi wyraźnie, że każdy płaci za selektywną zbiórkę i przygotowanie do recyklingu swoich opakowań, realizując zasadę „zanieczyszczający płaci”. W pełni popieramy tę zasadę. Każdy płaci i wymaga, żeby te pieniądze służyły rzeczywiście selektywnej zbiórce i recyklingowi jego opakowań, a nie że system ROP będzie finansował wiele uśrednionych kosztów, gdzie w tym uśrednieniu znajdą się koszty zbiórki innych frakcji odpadów komunalnych. To właśnie organizacje odzysku jako reprezentanci wprowadzających miałyby dbać, żeby tak się nie stało.
Niestety, nie będą dbały, bo koncepcji MKiŚ prowadzi do ich fizycznej likwidacji, co już samo w sobie jest kuriozalne.
Innym aspektem jest ekomodulacja opakowań. Cóż z tego, że poddamy nasze opakowania, tam, gdzie to będzie możliwe, ekomodulacji, czyli zwiększymy poziom ich recyklowalności, jeżeli tych zekomodulowanych za ciężkie pieniądze opakowań potem nikt nie zbierze. A jak nie zbierze, to nie trafią to do recyklingu. I cały ten wysiłek firm wprowadzających, ale warto w tym miejscu powiedzieć, że również finansowy wysiłek konsumentów, bo koszty ROP będą miały swoje odzwierciedlenie w cenach żywności, pójdzie na marne. Im bardziej nieracjonalne koszty ROP, tym większy będzie impuls do podwyżek cen. Nie chcemy, żeby o cenach żywności decydowało widzimisię urzędników i polityków. Nie chcemy również, żeby te pieniądze nie przekładały się na korzyści dla środowiska, tylko płonęły w spalarniach czy zalegały na wysypiskach, bo ktoś uzna, że naszych opakowań nie opłaca się zbierać. W koncepcji ROP proponowanej przez MKiŚ teoretycznie nikt za to nie będzie odpowiedzialny. W praktyce za nieefektywny ROP zapłacą producenci żywności w postaci podnoszonego podatku ROP, a co za tym idzie – całe społeczeństwo, czyli mieszkańcy gmin.
Jest nadzieja, żeby dojść do porozumienia z ministerstwem?
Na razie nie widać dobrej woli. My mówimy, że koncepcja jest błędna. Nacjonalizacja prywatnych przedsiębiorstw zajmujących się odzyskiem odpadów i zastąpienie ich państwowym Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który nie będzie żadnym operatorem systemu ROP, a jedynie dystrybutorem środków do gmin według algorytmów opracowanych przez urzędników, a de facto rządzących w danej chwili polityków, jest po prostu błędna i niebezpieczna dla wszystkich, łącznie z samorządami.
To, że likwidowanie prywatnych przedsiębiorstw i zastępowanie ich państwowym monopolem nakazowo-rozdzielczym jest złą koncepcją gospodarczą, to chyba nie musimy w Polsce specjalnie udowadniać, bo już to przerabialiśmy i fatalnie się skończyło.
W UE funkcjonuje wiele systemów ROP, z tego tylko dwa są oparte na państwowych systemach nakazowo-rodzielczych i podatku ROP, i są to najgorsze środowiskowo i najdroższe systemy. Reszta systemów opiera się na współpracy organizacji odzysku z samorządami, firmami odpadowymi i recyklerami w celu osiągnięcia jak najlepszych efektów przy jak najniższych kosztach. Koszty te jednak wynikają z zasad wolnego rynku, co oznacza, że muszą pokrywać w całym łańcuchu realne koszty zbiórki selektywnej i przygotowania do recyklingu. Co ciekawe, taki właśnie model ROP został zaproponowany przez MKiŚ jesienią 2024 r. Dlaczego został wyrzucony do kosza bez żadnego uzasadnienia, jest swoistego rodzaju zagadką. Jako sektor rolno-spożywczy, ale widać, że również inne sektory gospodarki, od wielu miesięcy apelujemy o realny dialog w celu wypracowania efektywnego modelu ROP i jego jak najszybszego wdrożenia. Niestety, bez skutku. Na razie wiceminister Anita Sowińska twierdzi, że będzie bardzo chętnie prowadziła dialog, ale tylko w obrębie zaproponowanej przez siebie koncepcji. To oznacza, że pola do dialogu w tej chwili nie mamy. Wielka szkoda, bo efektywny środowiskowo i racjonalny ekonomicznie ROP jest potrzebny wszystkim.