To paradoksalne, że obecnie o największych sukcesach polskiej siatkówki w męskich wydaniu decyduje właśnie Serb. Nikola Grbić przejął drużynę na początku 2022 roku i od tego czasu reprezentacja Polski siatkarzy kroczy od sukcesu do sukcesu. Patrząc na dorobek medalowy, za kadencji serbskiego selekcjonera, nie zdarzyło się, żeby Polska z ważnej, międzynarodowej imprezy, wracała bez medalu.
Koszmar Polaków z meczu z Serbami. Łzy po niewytłumaczalnej porażce
Nie zawsze było jednak tak różowo, jak obecnie. Na ścieżkę sukcesów siatkarze wkroczyli tak naprawdę w 2006 roku, sięgając po wicemistrzostwo świata podczas turnieju w Japonii. W finale wielka Brazylia była wówczas nieosiągalna dla nikogo, łącznie z drużyną prowadzoną wówczas przez Raula Lozano. Argentyński selekcjoner Polaków kilka miesięcy przed tym wielkim sukcesem, zaliczył jednak półfinałową katastrofę, podczas rywalizacji w Lidze Światowej.
Poprzedniczka dzisiejszej Ligi Narodów była wówczas najbardziej prestiżowymi rozgrywkami reprezentacyjnymi. Polacy spisywali się bardzo dobrze i z nadziejami pojechali na turniej finałowy do Belgradu. Tam w półfinale przyszło się mierzyć z gospodarzami, wówczas narodowo Serbią i Czarnogórą. Kapitanem miejscowej reprezentacji był – jakżeby inaczej – rozgrywający i mózg zespołu, Nikola Grbić. Polacy nie przestraszyli się jednak wielkich nazwisk serbskiej i światowej siatkówki, od początku mocno naciskając faworytów. Efekt? Prowadzenie 2:0 w setach i w decydującej części partii numer trzy 22:17. I od tego momentu… rozpoczął się koszmar polskich siatkarzy. Zespół Lozano nie potrafił zakończyć tego, na co tak ciężko pracował. Zamiast wygranej 3:0, zrobiło się już tylko 2:1, bo Polacy przegrali tego seta 23:25.
Co się tak naprawdę wydarzyło? Niektórzy zrzucają winę na decyzje rozgrywającego Pawła Zagumnego. Inni zwracają uwagę, że skoro kilka piłek dostał Sebastian Świderski – to którąś z okazji powinien skończyć skutecznym atakiem. Choć trzeba oddać też sprawiedliwość, że swoje zrobił będący na zagrywce supergwiazdor Ivan Milijković.
Summa summarum dzisiejszy prezes PZPS się nie popisał, „Guma” również, ale zasada jest taka, że cała drużyna wygrywa, ale cała też przegrywa. Więc i w tym przypadku nie należy szukać głównego winnego. Polska to spotkanie faktycznie przegrała, w do dzisiaj niewytłumaczalnych okolicznościach. W tie-breaku 8:15, będąc już właściwie pogodzona z losem. Co gorsza, w meczu o brązowy medal LŚ było niewiele lepiej, bo będący myślami przy wyniku 2:0 i 22:17 z półfinału Polacy, przegrali 2:3 z Kubańczykami.
Klęska z Jugosławią i współczesna dominacja reprezentacji Polski
Grzebiąc w archiwum w kontaktach polsko-serbskich, można się natknąć na jeszcze jedną, równie koszmarną historię. Mowa o kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich w Sydney (2000), gdzie Polacy mieli szansę na wywalczenie biletów na ten turniej poprzez katowicki Spodek. Trzeba było jednak ograć rywali z wysokiej półki, w tym właśnie Jugosłowian. I tu smutna powtórka, choć tak właściwie zachowując chronologię – przystawka przez Belgradem 2005. Polacy po wygranej nad ówczesnymi mistrzami olimpijskimi Holendrami, otworzyli sobie bramy do IO 2000. Trzeba było jednak dźwignąć mecz przeciwko równie trudnym do złamania Jugosłowianom.
Drużyna prowadzona wówczas przez trenera Ireneusza Mazura przegrywała w setach 1:2, ale w czwartym prowadziła 23:17. I raz jeszcze to nie Polska, a Nikola Grbić i jego koledzy z drużyny, ostatecznie wygrywają to spotkanie. Zamiast tie-breaka, skończyło się na 25:27 i 1:3 w meczu. 15 tysięcy kibiców na trybunach katowickiego kolosa nie wierzyła w to, co się wówczas wydarzyło. A jednak Jugosłowianie zapewnili sobie wyjazd na igrzyska, a w dalekiej Australii kilka miesięcy później, zdobyli mistrzostwo olimpijskie. Tak jest, ponownie z obecnym trenerem kadry Polski „za kierownicą”.
Historia bardziej współczesna to już dużo więcej zwycięstw Polaków w meczach z Serbami. Co ciekawe, dwukrotnie te reprezentacje mierzyły się na otwarcie imprez organizowanych w Polsce. W 2014 roku, przy okazji mistrzostw świata, a w 2017 otwierając mistrzostwa Europy. Za pierwszym podejściem było zwycięstwo 3:0, a za drugim porażka 0:3 Polaków. W obu przypadkach były to mecze na PGE Narodowym, w kapitalnej atmosferze, z gigantyczną frekwencją liczoną w dziesiątkach tysięcy.
Jak będzie podczas XXII Memoriału im. Huberta Wagnera w Krakowie? Obecnie realia są takie, że Serbowie są mocno pod kreską, zarówno wynikowo, jak i pokoleniowo. Ich nowy selekcjoner Gheorghe Cretu, choć w połowie chciałby być w takim personalnym położeniu, jakie dzisiaj ma do dyspozycji trener Grbić. A towarzyski charakter wydarzenia sprawia, że choć Tauron Arena w Krakowie będzie pełna, to wynik – choć istotny – nie będzie tym priorytetowym od A do Z. Ważny będzie dobry akcent, otwierający wydarzenie, które od lat jest wizytówką tej części sezonu kadrowego na świecie.