
-
Grzegorz Niedźwiedzki kierował kilkoma ekspedycjami paleontologicznymi na Grenlandii, gdzie odkrywano szczątki pradawnych zwierząt.
-
Ekspedycje napotykają na trudności logistyczne i geopolityczne wynikające z napięć między Stanami Zjednoczonymi a Danią.
-
Ostatnie odkrycia mogą znacząco zmienić wiedzę na temat ewolucji czworonogów, a Grenlandia jest nadal w znacznym stopniu niezbadaną naukowo wyspą.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Grzegorz Niedźwiedzki w ciągu ostatnich 12 lat na Grenlandii był już pięciokrotnie, w tym trzykrotnie kierował ekspedycją badawczą. Kolejna jest zaplanowana na przełom lipca i sierpnia br., jednak jej losy powiązane są z rozwojem sytuacji geopolitycznej i napięć między Stanami Zjednoczonymi a Danią (Grenlandia jest terytorium zależnym Danii).
– Bardzo uważnie obserwuję, co się dzieje, jestem też w stałym kontakcie z administracją z Grenlandii. Wiem, że w pewnym momencie trzeba będzie podjąć decyzję – czy jedziemy, czy nie. Na razie wygląda na to, że ekspedycja będzie mogła być poprowadzona, ale jeśli pojawią się dalsze napięcia i np. będzie realne zagrożenie, że część Grenlandii zostanie zamknięta dla cywilnego ruchu lotniczego, to trzeba będzie odwołać wyjazd – powiedział PAP paleobiolog z Uniwersytetu w Uppsali (Szwecja) i Państwowego Instytutu Geologicznego – PIB.
Dodał, że już w poprzednich latach dało się odczuć pokłosie rosnących napięć między tymi krajami (Donald Trump o chęci przejęcia Grenlandii mówił już podczas swojej pierwszej kadencji) – czego efektem było większe monitorowanie ekspedycji badawczych. – Już w 2022 i 2024 roku mieliśmy w obozie wizyty duńskich żołnierzy, którzy sprawdzali nasze przygotowanie, dokumenty i czy faktycznie prowadzimy wykopaliska, a nie np. szukamy jakichś minerałów – wspominał badacz.
80 proc. Grenlandii pokrywa lód
Grenlandia to największa na świecie wyspa, w 80 procentach pokryta lądolodem. Paleontolodzy z zespołu Grzegorza Niedźwiedzkiego jeżdżą na jej północny wschód, niepokryty lodem. – To jest polarna, górzysta pustynia. Nie ma tu żadnej szaty roślinnej, a są obszary, gdzie nie ma nawet gleb, tylko same skały zwietrzeliny pociętej dolinami erozyjnymi z wytapiania śniegu i lodu. W pewnym sensie, z punktu widzenia przyrodniczego, jest to teren niezbyt atrakcyjny – opowiadał.
Nie ma tam też ścieżek ani przetartych szlaków, a eksplorację terenu prowadzi się z użyciem własnych mięśni. – To obszar bardzo niedostępny. Do pokonywania większych odległości służy helikopter. Ale reszta opiera się na trekkingu, a wszystko, co potrzebne, nosi się na plecach. Eksplorując jakieś obszary, musimy robić kilku-, a nawet kilkunastokilometrowe wypady. Najdłuższe wyjście, jakie do tej pory zrobiliśmy, to około 25-30 kilometrów od bazy. Wtedy zostaliśmy na noc w terenie, a spaliśmy w specjalnych śpiworach, w których można nocować bez namiotu. Ale w nocy było widno z uwagi na lato polarne – mówił Niedźwiedzki.
Podkreślił, że wyprawa na Grenlandię – która w jego przypadku trwa zazwyczaj około pięciu tygodni – jest wyprawą wymagającą fizycznie, ryzykowną i kosztowną.
– Ekspedycja na Grenlandię musi być przygotowana na bycie w pełni samodzielną, ponieważ jeśli np. warunki pogodowe się zepsują i nie będzie można wydostać się z jakiegoś miejsca helikopterem, to trzeba przetrwać na miejscu dodatkowe tygodnie. Niewielu badaczy się na coś takiego decyduje. Pamiętam, jak przed kilkoma laty rozmawiałem z grupą, która była zainteresowana eksploracją Grenlandii. Zapytali mnie o bazy noclegowe. Odpowiedziałem im, że śpi się w terenie, w namiotach, w samodzielnie przygotowanym obozie. Byli bardzo zaskoczeni, że nie można wracać z terenu do jakiejś wioski. Bo to jest miesiąc w namiocie, w warunkach terenowych. Szczególnie ta północno-wschodnia Grenlandia jest taka niegościnna i trudna logistycznie – opowiadał.
Ale to właśnie tam paleontolodzy trafiają na skamieniałe skarby, m.in. szczątki najstarszego prassaka, jakie dotychczas znaleziono – sprzed 215 mln lat, czyli z końcówki triasu (publikacja na ten temat z 2020 r. ukazała się w prestiżowym czasopiśmie „PNAS”, a pierwszym autorem jest dr hab. Tomasz Sulej, prof. Instytutu Paleobiologii PAN).

Z kolei ostatnie dwie wyprawy zespołu Grzegorza Niedźwiedzkiego – z 2022 i 2024 r. – za cel obrały wyspę Ymer i tamtejsze stanowisko z czasów dewonu, czyli z okresu pomiędzy około 420 mln a 350 mln lat temu. Tym razem były one poświęcone poszukiwaniu wczesnych czworonogów – rybopłazów, czyli form przejściowych między rybami a płazami, kiedy ryby „wyszły” z wody na ląd.
– Obie ekspedycje zakończyły się absolutnym sukcesem. Choć samo stanowisko to zaledwie obszar 20 na 50 metrów, zebraliśmy nieprawdopodobną ilość materiału, na badania na kolejne 10 lat. Nie mogę jeszcze zdradzić konkretów, ale powiem, że to, co znaleźliśmy i co badamy, będzie przełomem – wywrócimy wiedzę na temat powstawania czworonogów do góry nogami, podręczniki będą do zmiany – podkreślił paleontolog.
Polskim naukowcom nogi ugięły się z wrażenia
Tegoroczna wyprawa ma być kontynuacją tego kierunku badawczego. – Ostatnie nasze odkrycia pokazują, że tych przełomów może być dużo więcej. Przecież myśmy eksplorowali tylko mały wycinek z tego ogromnego obszaru. Mamy też plan na miejsce niedaleko tego stanowiska, które odkryliśmy pod koniec ostatniej wyprawy. Mieliśmy dwa dni do wylotu, więc postanowiliśmy zrobić krótki trekking w jedno miejsce. Na mapach geologicznych była informacja, że są tam znajdowane łuski ryb. Kiedy tam dotarliśmy, nogi dosłownie się nam ugięły z wrażenia. Znaleźliśmy siedem kolejnych warstw przepełnionych szczątkami ryb. Nie mieliśmy jednak czasu, żeby to dokładnie zbadać, dlatego chciałbym tam wrócić, bo spodziewam się tam niesamowitych odkryć – na kolejnych 30 lat badań – opowiadał.
PAP zapytała, czy naukowiec nie obawia się jednak, że skoro ta informacja poszła już w świat, ktoś ją wykorzysta i sam tam pojedzie. – Im więcej zespołów będzie badało Grenlandię, tym lepiej. My sami tego wszystkiego nie przerobimy. Tam jest przestrzeń do działania dla 20 zespołów badawczych – odpowiedział.
Paleontolog jest przekonany, że to właśnie Grenlandia jest miejscem, w którym w najbliższych latach pojawią się „fajerwerki naukowe”.

– Od początku moich ekspedycji jeżdżę tam z poczuciem, że czeka tam na nas coś szczególnego, coś przełomowego. Podróżując po całym świecie, nigdzie indziej nie miałem takich odczuć. To dlatego, że kiedy lecę nad Grenlandią helikopterem, widzę np. odsłonięcie terenu ciągnące się kilometrami. Patrzę na mapę, a tam informacja, że obszar ten był kartowany z samolotu, czyli nikogo tam jeszcze nie było – geologa czy paleontologa z przysłowiowym młotkiem w ręku, który by sprawdził, czy tam przypadkiem nie ma czegoś, co być może zmieni naszą wiedzę na temat ewolucji życia na Ziemi. To teren pełen naukowych tajemnic, prawdziwy skarbiec – podsumował Grzegorz Niedźwiedzki.
Grenlandia to wielkie naukowe marzenie
A pytany na koniec o to, jak trafił na Grenlandię, naukowiec przyznał, że było to jego marzenie z dzieciństwa.
Opowiadał, że zbierając jako dziecko znaczki, natrafił na serię z wymarłymi zwierzętami. A tam była Ichthyostega – najstarszy znany dotąd przedstawiciel czworonogów – rybopłaz, z Grenlandii właśnie. – Było coś magicznego w tej rekonstrukcji, co mnie fascynowało – że te wczesne formy zwierząt lądowych to potomkowie ryb, a wczesne czworonogi to linia ewolucyjna kręgowców, które postanowiły wyjść na ląd. Od tamtego momentu marzyłem, żeby polecieć na Grenlandię i zobaczyć stanowiska, gdzie występują skamieniałe szczątki ichtiostegi. Przez lata było to odległe marzenie, jeszcze nawet na studiach. Ale potem się udało. Ichtiostegę „spotkałem” za drugim razem, w 2015 roku podczas szwedzkiej ekspedycji, kiedy przypadkiem natknąłem się na skalny blok z czaszką rybopłaza! Ona została w tej skale, ale niedaleko znalazłem fragment, który odpadł i ten okaz zabrałem ze sobą do plecaka – dopowiedział paleontolog.













