Lit to rzadki, srebrnobiały metal, który w naturze występuje jedynie pod postacią białych bryłek. Pierwiastek łatwo się utlenia, więc zamiast jego naturalnego koloru w kopalniach można zobaczyć metal pokryty tlenkami i wodorotlenkami. Stąd wzięła się jego potoczna nazwa – „białe złoto”.
Wielkie złoża litu w Nevadzie. Amerykanie się cieszą
Na świecie trwają intensywne poszukiwania tego metalu ze względu na jego kluczową rolę przy produkcji baterii. Lit jest ważnym materiałem anodowym stosowanym w akumulatorach litowo-jonowych. Od zasobów tego pierwiastka uzależniona jest przyszłość technologii i urządzeń takich jak smartfony czy samochody elektryczne.
Największe pokłady litu na świecie znajdują się prawdopodobnie w Ameryce Południowej. To tam zlokalizowany jest tzw. litowy trójkąt – obszar na pograniczu Chile, Boliwii i Argentyny, gdzie może być nawet 50 mln ton tego metalu.
Są to jednak tylko szacunki. Wiele zależy od skuteczności wydobycia i przetwarzania surowców. Drugie tak duże złoża występują także na terenie stanu Nevada w USA – w używanej od lat 70. XX w. kopalni Thacker Pass może być nawet 40 mln ton litu. Oznacza to, że Amerykanie mają drugie co do wielkości, a może nawet i największe złoża tego pierwiastka.
Ekologiczne złoto z wulkanicznej skały
Szacuje się, że amerykańska kopalnia może wydobywać od 40 do nawet 66 tys. ton litu rocznie, co przekłada się np. na baterie do 800 tys. samochodów elektrycznych. Taka ilość pokryłaby ok. 1/4 dzisiejszego zapotrzebowania na ten metal na całym świecie.
Lit zwykle wydobywany jest z wielkich solnisk, skąd odpompowuje się wodę i wystawia ją na działanie słońca. Po długim odparowywaniu – które trwa ok. 1,5 roku – powstają sole litu. Ze złożami z Nevady jest jednak inaczej. Tam lit – zmieszany z innymi minerałami – ma postać gliny lub mułowca. To wynik prehistorycznej aktywności wulkanicznej tego regionu. Skała wulkaniczna zawierająca metal topiła się, osiadała w kalderze i stała się glinianym osadem w jeziorze, które tam powstało.
Dziś potencjał kopalni litu w Nevadzie dostrzega m.in. amerykański gigant motoryzacyjny General Motors, który w latach 2023-2024 zainwestował w to miejsce prawie miliard dolarów, zdobywając 38 proc. udziałów. Wszystko po to, aby w przyszłości pozyskiwać stamtąd surowce do produkcji akumulatorów.
Ogromne pieniądze w Thacker Pass wpakował pod koniec 2025 r. także amerykański rząd federalny, pozyskując ok. 5 proc. udziałów w kopalni i udzielając pożyczki na ponad 2 mld dolarów na jej rozwój. Amerykański departament energii widzi w tej decyzji potencjał m.in. na dekarbonizację przemysłu samochodowego w kraju.

Mieszkańcy protestują. Kopalnia jest miejscem historycznej masakry
Aby wydobyć lit z kopalni Thacker Pass, trzeba było zaprojektować zupełnie nowy proces jego pozyskiwania. Wykorzystuje się w nim kwas siarkowy, który jest silnie żrący i może być niebezpieczny dla ludzi. Wydobycie litu z osadów wulkanicznych jest jednak i tak znacznie korzystniejsze dla środowiska – pozyskanie pierwiastka z solanek wiąże się z marnowaniem olbrzymich ilości wody i osuszaniem terenów.
Lokalne społeczności obawiają się jednak, że wydobycie w tym miejscu pozostanie nie bez znaczenia dla ekosystemu i może doprowadzić np. do skażenia wody. Ekolodzy zwracają uwagę, że prace mogą uderzyć w lęgi występujących w tym regionie orłów przednich, a zanieczyszczenia z kopalni – wpłynąć na miejscowe ryby.
Od lat trwa także batalia sądowa pomiędzy lokalnymi władzami a rdzenną ludnością o tereny, na których wydobywany ma być lit. Miejscowe plemiona zaalarmowały, że nie skonsultowano z nimi kwestii historycznej przynależności tego miejsca, które miało być m.in. miejscem masakry Pajutów.
Thacker Pass, znane w języku Pajutów jako Peehee Mu’huh, to miejsce ważne kulturowo, duchowo i historycznie. Jest ono pomnikiem naszej dawnej i współczesnej kultury












