Oxfam nazwał ten symboliczny moment „Pollutocrat Day”, czyli „Dniem Zanieczyszczeniokratów”. Dniem, w którym elita emisyjna przepala to, co według organizacji można uznać za sprawiedliwą roczną część globalnego „limitu” na emisje. Przekaz jest prosty: kryzys klimatyczny ma dziś także twarz nierówności, bo jedni zużywają wspólny zasób nieporównywalnie szybciej niż reszta.
Organizacja podkreśla, że skutki takiej dysproporcji ponoszą przede wszystkim społeczności, które emitują najmniej, a jednocześnie są najbardziej narażone na fale upałów, susze i powodzie. Wśród grup szczególnie zagrożonych Oxfam wymienia mieszkańców uboższych krajów, społeczności rdzenne oraz kobiety i dziewczęta.
Budżet węglowy, czyli ile emisji „zostaje” do 1,5 st. C
Budżet węglowy to po prostu szacowana ilość dwutlenku węgla, jaką ludzkość może jeszcze wyemitować, aby mieć realną szansę utrzymania ocieplenia w okolicach 1,5 st. C. Ten cel pojawia się w polityce klimatycznej jako punkt odniesienia, bo wzrost temperatury powyżej tej wartości zwiększa ryzyko groźnych, trudnych do zatrzymania zmian w systemie klimatycznym.
Oxfam opiera swoje wyliczenia na danych z raportu Emissions Gap Report 2024 Programu Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska. Organizacja wskazuje, że mediana emisji w 2030 r. zgodna z limitem około 1,5 st. C to 24 gigatony ekwiwalentu CO2, co Oxfam przelicza na około 17,8 gigatony samego CO2, przy założeniu udziału CO2 w całości emisji gazów cieplarnianych.
Kluczowy krok to podział tej „puli” na ludzi. Według prognoz ONZ globalna populacja ma w 2030 r. wynieść 8,5 mld. Gdy Oxfam dzieli 17,8 gigatony CO2 przez liczbę ludzi, wychodzi ok. 2,1 tony CO2 rocznie na osobę jako orientacyjny, „równy” budżet emisji.
Skąd te 10 dni i dlaczego dla bogatych zegar tyka szybciej
Oxfam, korzystając z danych Stockholm Environment Institute, podaje, że przeciętny przedstawiciel najbogatszego 1 proc. ludzkości emituje 75,1 tony CO2 rocznie, czyli 0,206 tony dziennie. Przy takim tempie roczny budżet 2,1 tony znika po 10,2 dniach. Stąd wniosek, że najbogatszy 1 proc. „zużył” swoją część już w pierwszych 10 dniach 2026 r.
W przypadku najbogatszego 0,1 proc. licznik ma bić jeszcze szybciej. Oxfam podaje, że ta grupa wykorzystała swoją „roczną” część już 3 stycznia, czyli po trzech dniach.
Oxfam przekonuje, że w praktyce oznacza to ogromną presję na resztę świata. Skoro część populacji zużywa nieproporcjonalnie dużo wspólnego budżetu, to utrzymanie celu 1,5 st. C wymagałoby albo radykalnych ograniczeń w tej grupie, albo znacznie większych wyrzeczeń u wszystkich pozostałych.
„Raz po raz badania pokazują, że rządy mają bardzo jasną i prostą drogę, by mocno obniżyć emisje i jednocześnie zmniejszać nierówności: uderzyć w najbogatszych trucicieli” – mówi Nafkote Dabi, szef ds. polityki klimatycznej Oxfam. „Gdy ukrócą rażącą emisyjną brawurę superbogatych, światowi liderzy mają szansę wrócić na ścieżkę celów klimatycznych i uzyskać korzyści dla ludzi i planety” – dodaje.
Emisje bogatych to nie tylko styl życia, ale też inwestycje
Oxfam podkreśla, że wysoki ślad emisyjny najbogatszych nie wynika wyłącznie z prywatnych samolotów, dużych domów i energochłonnej konsumpcji. Równie istotna ma być rola inwestycji, czyli tego, jakie branże i firmy zasilają kapitałem.
Według Oxfam przeciętny miliarder posiada portfel inwestycyjny w spółkach, które generują około 1,9 mln ton CO2 rocznie. Organizacja wskazuje, że takie inwestycje „blokują” świat w dalszym spalaniu paliw kopalnych i utrudniają szybkie przejście na czystszą energetykę.
W praktyce oznacza to, że nawet jeśli część osób ograniczyłaby własne emisje związane z podróżami czy zakupami, to wpływ na klimat może pozostać ogromny, jeśli ich pieniądze wspierają najbardziej emisyjne sektory gospodarki.
Oxfam zwraca też uwagę na władzę polityczną, jaka idzie za majątkiem. Organizacja podaje, że na ostatnim szczycie klimatycznym COP w Brazylii liczba lobbystów z firm paliw kopalnych wyniosła 1600 i była większa niż każda delegacja poza krajem gospodarzem „Ogromna władza i bogactwo superbogatych osób i korporacji pozwalają im wywierać niesprawiedliwy wpływ na politykę i osłabiać negocjacje klimatyczne” – mówi Nafkote Dabi.
Koszt w ludziach i pieniądzach: 1,3 mln zgonów i 44 bln dolarów strat
Oxfam łączy nierówności emisyjne z bardzo konkretnymi skutkami zdrowotnymi. Organizacja szacuje, że emisje wygenerowane przez najbogatszy 1 proc. w ciągu jednego roku przełożą się na około 1,3 mln zgonów związanych z upałami do końca tego stulecia. To sposób opisania ryzyka: im wyższe ocieplenie, tym większa śmiertelność podczas fal upałów, zwłaszcza tam, gdzie infrastruktura ochrony zdrowia i warunki mieszkaniowe są słabsze.
Równolegle Oxfam podaje szacunek kosztów gospodarczych. Według organizacji dekady nadmiernych emisji i „nadkonsumpcji” wśród superbogatych prowadzą do dużych strat ekonomicznych w krajach o niskich i niższych średnich dochodach. Łączna skala szkód w latach 1990-2050 ma sięgnąć 44 bln dolarów.
Oxfam twierdzi też, że aby pozostać w granicy 1,5 st. C, najbogatszy 1 proc. musiałby ograniczyć swoje emisje o 97 proc. do 2030 r. W tej liczbie zawiera się sedno sporu o tempo transformacji: redukcje mają być największe tam, gdzie emisje są największe.
Co Oxfam proponuje rządom: podatki i ograniczenia luksusu
Oxfam wzywa rządy do działań, które mają jednocześnie zmniejszać emisje i nierówności. Pierwszy kierunek to podatki od dochodu i majątku superbogatych oraz aktywne wspieranie negocjacji w sprawie Konwencji ONZ o międzynarodowej współpracy podatkowej. Cel jest jasny: utrudnić unikanie opodatkowania i stworzyć bardziej spójne zasady dla globalnego kapitału.
Drugi kierunek to opodatkowanie nadzwyczajnych zysków firm paliw kopalnych. Oxfam proponuje podatek od „zysków bogatych trucicieli” dla 585 firm z sektora ropy, gazu i węgla. Według organizacji mógłby on przynieść do 400 mld dolarów w pierwszym roku, czyli kwotę porównywalną z kosztami szkód klimatycznych w krajach Globalnego Południa.
Trzeci kierunek dotyczy dóbr luksusowych o wysokich emisjach. Oxfam postuluje zakaz albo bardzo wysokie podatki dla superjachtów i prywatnych odrzutowców. Organizacja argumentuje, że ślad węglowy superbogatego Europejczyka zebrany w trakcie niemal tygodnia korzystania z takich środków transportu może odpowiadać całemu życiowemu śladowi węglowemu osoby z najuboższego 1 proc. świata.












