
Reforma Państwowej Inspekcji Pracy (PIP) to jeden z tzw. kamieni milowych, od którego realizacji zależy wypłata środków z Krajowego Planu Odbudowy (KPO). Pierwotnie reforma miała wejść w życie 1 stycznia 2026 r. Na przełomie roku miało jednak dojść do awantury w rządzie w związku z planowanymi zmianami. Premierowi Donaldowi Tuskowi nie spodobało się główne założenie projektu ustawy, zgodnie z którym inspektorzy PIP mieli zyskać możliwość zmiany umowy o dzieło, umowy-zlecenia czy B2B na umowę o pracę. Szef rządu Tusk wyjaśniał później, że „przesadna władza dla urzędników, którzy będą decydowali o tym, jak się kto zatrudnia byłaby bardzo destrukcyjna dla bardzo wielu firm i mogłaby także oznaczać utratę pracy dla wielu ludzi”. Po spotkaniu Tuska z marszałkiem Sejmu, a zarazem liderem Lewicy Włodzimierzem Czarzastym zdecydowano, że prace nad reformą będa kontynuowane, a ostateczną instancją ws. decyzji o przekształcaniu umów cywilnoprawnych w umowy o pracę będzie sąd.
Reforma PIP tym razem bez sporów?
Z ustaleń serwisu Money.pl wynika, że nowa wersja projektu ustawy jest już gotowa, a obrany kierunek cieszy się wstępną aprobatą nawet największych rządowych sceptyków.
Doniesienia portalu potwierdziła w wywiadzie dla Wirtualnej Polski szefowa resortu pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bak. – Pracujemy wspólnie z ministrem sprawiedliwości, by wypracować korekty projektu. Cel pozostaje ten sam – walka z patologią umów śmieciowych – powiedziała ministra rodziny, pracy i polityki społecznej.
Zgodnie z nową koncepcją, inspektor w dalszym ciągu będzie mógł wydać decyzję administracyjną, ale będzie ona zaskarżalna od razu do sądu (a nie najpierw do Głównego Inspektora Pracy). A jeśli tak się stanie, to jej wykonanie będzie wstrzymane do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia. Rozmówcy portalu zaznaczają jednak, że w pewnych przypadkach (np. gdy chodzi o kobiety w ciąży czy inne wrażliwe grupy pracowników) sądy powinny wydawać stosowne zabezpieczenia, których skutkiem byłoby nawet bezzwłoczne przekształcenie umowy cywilnoprawnej czy B2B w etat, a następnie decyzja ta byłaby utrzymana w mocy bądź nie w drodze późniejszego, prawomocnego wyroku.
– Od początku mówiliśmy, że taki powinien być kierunek reformy, by władztwo inspektora pracy nie było zbyt daleko idące, a jego decyzja była skuteczniej kontrolowana przez sądy – mówi rozmówca Money.pl zbliżony do Kancelarii Premiera.
Śmieciówki nadużywane? Polacy nie mają wątpliwości
Rozmówca portalu przyznaje, że dużym wyzwaniem będzie zapewnienie wydolności sądów pracy, by szybko rozstrzygały ewentualne spory między pracodawcą a inspektorem pracy.
Projekt trafi na ścieżkę rządową po uzyskaniu zielonego światła ze strony Komisji Europejskiej. We wcześniejszych wypowiedziach szefowa resortu pracy wyraziła nadzieję, że reforma zostanie zaakceptowana przez rząd jeszcze w lutym.
Na zmiany, których celem jest – jak stwierdziła Agnieszka Dziemianowicz-Bąk – walka z patologią umów śmieciowych czekają polscy pracownicy. Z przeprowadzonego przed tygodniem sondażu SW Research dla „Wprost” wynika, że aż 70,6 proc. ankietowanych uważa, że umowy o dzieło, czy umowy zlecenia są w Polsce nadużywane. Tylko 12,3 proc. badanych jest przeciwnego zdania, a 17 proc. nie ma opinii w tej kwestii.











