Na nieco ponad 60 dni przed wyborami parlamentarnymi oficjalnej rejestracji komitetów wyborczych dokonało osiem partii politycznych, w tym najwięksi – Fidesz i TISZA.
Sondaże wciąż sprzyjają opozycyjnej partii TISZA Pétera Magyara. W ostatnich dniach emocje wzbudziło badanie pracowni 21 Reseach Center Survey. Przewaga opozycyjnej partii TISZA nad rządzącą koalicją wynosi – spektakularnych wręcz – 16 punktów procentowych (53:37).
Trzeba zaznaczyć, że są to dane zebrane wśród wyborców zdeklarowanych do udziału w wyborach, a także przekonanych co do partii, na którą chcieliby głosować. W całej populacji, która uwzględnia także wyborców, którzy nie wiedzą na kogo głosować bądź nie wiedzą, czy pójdą do urn (to jest aż 27 proc.), TISZA również utrzymuje przewagę – 35:28. W tym układzie do parlamentu dostałaby się jeszcze balansujący na pięcioprocentowym progu wyborczym skrajnie prawicowy Ruch Nasza Ojczyzna.
Pozostaję gorącym zwolennikiem pokazywania danych z badań realizowanych w całej populacji. W innym przypadku można byłoby odnieść wrażenie, że wybory są już rozstrzygnięte. A tak nie jest.
Gábor Török, węgierski politolog, zwracał uwagę w swoim wpisie na jednym z portali społecznościowych, że to właśnie 21 Reseach Center Survey najtrafniej przewidział wyniki wyborów do Parlamentu Europejskiego na Węgrzech w 2024 r. Zwrócił także uwagę, że poparcie dla dwóch głównych partii (w badaniach tej pracowni), nie zmieniło się od kwietnia 2025 r. Część analityków już ogłosiła, że wygra TISZA, inni, że Fidesz. Oznacza to, że na ok. dwa miesiące przed wyborami wiemy wciąż niewiele.
Wybory na Węgrzech 2026. Ukryta przewaga Orbána
Interesujące dane przyniósł sondaż Medián dla opozycyjnego „HVG”. W badaniu tym zapytano ankietowanych o to, który z liderów wiodących sił politycznych – a więc TISZY i Fidesz, jest bardziej odpowiednim kandydatem na premiera. Ankietowani częściej wskazują na Pétera Magyara (54 proc.) niż Viktora Orbána (46 proc.). Jednakże odsetek uważających Orbána za „w pełni odpowiedniego” jest blisko dwukrotnie wyższy niż w przypadku Magyara (31 proc. do 16 proc.).
Oznacza to, że chociaż lider TISZA ma łącznie liczniejszy elektorat „pozytywny”, to jednak to co do Orbána ankietowani są bardziej przekonani o jego przygotowaniu do urzędu premiera.
To szczególnie ważne dla wyborców niezdecydowanych, którzy decyzję o przekazaniu swojego głosu podejmują w ostatniej chwili. W tym przypadku może zagrać przekonanie, że Orbán jest już „sprawdzony”, wszak funkcję premiera pełni łącznie 20 lat.
Magyar do Fideszu – nie stracicie
Zarówno Fidesz, jak i TISZA są przekonani o swoim zwycięstwie. Wielokrotnie wskazywałem, że między tymi opcjami politycznymi nie ma przepływu elektoratów, co oznacza, że wyborcy są „okopani” w swoich – w zasadzie wrogich obozach politycznych.
Rzecz w tym, że aby wygrać wszystko, czyli uzyskać większość konstytucyjną, która pozwala realnie zmienić polityczną rzeczywistość, trzeba pozyskać chociaż część elektoratu przeciwnika.
Stąd kilka dni temu pojawił się film Pétera Magyara, w którym wprost zwrócił się do wyborców Fideszu. Zapewnił ich, że w ich położeniu nic się nie zmieni, a nawet polepszy. Jednocześnie rozprawił się z zarzutami, które czyni pod jego adresem środowisko Fideszu.
Lider TISZA obiecał zachowanie kluczowych elementów polityki Fideszu, które budują poczucie bezpieczeństwa u ich wyborców. Chodzi o utrzymanie płotu na południowej granicy Węgier, brak zgody na unijne kwoty migrantów czy pakt migracyjny. Magyar zapowiedział też, że nigdy nie zgodzi się na obowiązkowy pobór do wojska. Jak zaznaczył, jest ojcem trzech synów i w pełni rozumie obawy Węgrów. Chociaż TISZA wielokrotnie krytykowała politykę energetyczną Fideszu, czego dowodem miały być także wypowiedzi potencjalnego ministra energii Istvána Kapitánya, TISZA zapewnia, że utrzyma cały program dopłat do energii, co więcej – przekształci go w program socjalny, który ma mocniej wesprzeć tych najbardziej potrzebujących.
Péter Magyar zapewnił też, że wprowadzi podwyżki emerytur, a także utrzyma 13. emeryturę. Swoją ofertę skierował także do pracowników sektora publicznego, podkreślając, że państwo znajdzie pieniądze na podwyżki wynagrodzeń, przy jednoczesnej obniżce podatków (tu mowa głównie o stawce VAT). Péter Magyar obiecał też inwestycje w służbę zdrowia i edukację. Tutaj nie do przecenienia będzie rola unijnych środków, które Magyar chciałby odblokować w zasadzie pierwszego dnia po zaprzysiężeniu. Liczy tutaj na rzecznictwo i przychylność polskich władz.
Fidesz zły, wyborcy dobrzy
Magyar przez wyborców Fideszu uważany jest za zdrajcę. W tym kontekście ciekawym jest, że podjął wyzwanie przekonania tych, których przekonać się w zasadzie nie da. Stwierdził, że to władza się zmieniła, a nie ludzie, podkreślił, że Fidesz porzucił ideały, stąd odejście od partii nie powinno być traktowane jako zdrada, a wręcz ratowanie tychże wartości. Wyraził też szacunek wobec motywacji zwolenników Fideszu, wskazując, że sam przez lata był zwolennikiem Fideszu.
Tego typu działanie jeszcze bardziej pokazuje, że TISZA jest uczestnikiem walki o schedę po Fideszu na węgierskiej prawicy. Podejście zarówno Fideszu jak i TISZA wobec fundamentalnych kwestii pozostaje bardzo podobne. Co więcej, nawet kiedyś wyraźne rozdźwięki – im bliżej wyborów, tym bardziej się wyciszają.
Na przykład podejście do Rosji. Potencjalna minister spraw zagranicznych pozostaje co do zasady antyrosyjska. Jej życiorys absolutnie wpisuje się w koncepcję odcięcia od Rosji. Jednakże już kilkadziesiąt godzin po ujawnieniu jej kandydatury Anita Orbán stwierdziła, że „Rosja nadal będzie ważnym aktorem w węgierskiej dyplomacji, ale Węgry muszą zasiąść do stołu negocjacyjnego, reprezentując własne interesy narodowe, a nie po stronie Rosji”.
Fidesz atakuje TISZĘ za to, że ograniczając kontakt z Rosją, partia ta doprowadzi do podwyżek cen energii. Tego typu zapewnienia mają gwarantować brak terapii szokowej.
W Fideszu mają świadomość przewagi TISZA
Sytuacja Fideszu jest trudna. Pál Dániel Rényi na łamach opozycyjnego portalu 444.hu dotarł do wewnętrznych danych Fideszu, zgodnie z którymi TISZA faktycznie utrzymuje przewagę i to powyżej błędu statystycznego.
Nie ma dnia, żeby premier nie pojechał osobiście do jakiegoś miasteczka i spotkał się tam nie tylko z władzami, ale także mieszkańcami. Orbán osobiście rozpatruje w gabinetach burmistrzów ich wnioski o dofinansowanie np. stadionów. Na filmie widzimy krótką rozmowę, utrzymaną w konwencji egzaminu, a na końcu premier z radością podpisuje decyzję o dofinansowaniu. Wizerunkowo jest to działanie dość rozpaczliwe, tym bardziej, że to Fidesz po 2010 r. doprowadził do istotnego uszczuplenia dochodów i w ogóle kompetencji samorządów.
Przywołany wcześniej Pál Dániel Rényi w swoim tekście zwrócił uwagę, że Fidesz ma ogromny problem z mobilizacją wyborców. Sam premier ma tego świadomość. Według wewnętrznych analiz tylko w połowie okręgów wyborczych mobilizacja przebiega zgodnie z planem, podczas gdy w pozostałych strukturach panuje zastój lub opór.
Wewnątrz partii panuje przekonanie, że kampania jest prowadzona w trybie ciągłego gaszenia pożarów. Specjaliści od mediów społecznościowych mają sprawiać wrażenie, że za Fideszem wciąż stoją nieprzebrane tłumy. Według autora nie skorzystano jeszcze z baz wyborców, które umożliwiają bezpośredni kontakt z elektoratem. Fidesz pokłada największe nadzieje właśnie w takiej bezpośredniej kampanii.












