Kraje bałtyckie powinny być przygotowane na to, że w razie rosyjskiego ataku musiałyby walczyć do dwóch tygodni bez wsparcia sojuszników – uważa emerytowany amerykański generał i były dowódca sił zbrojnych USA w Europie Ben Hodges. W wywiadzie dla niemieckiego dziennika „Die Welt” podkreśla on, że chodzi tu o „scenariusz absolutnie najgorszy” z możliwych, w którym „NATO zostaje zaskoczone i jest całkowicie nieprzygotowane do wysłania wojsk przez przesmyk suwalski na Litwę”. „Zakładając, że nie przybędą żadne siły polskie, konieczne byłoby przeniesienie sił z Niemiec lub amerykańskich z Polski. Żołnierze nie siedzą jednak w swoich pojazdach i nie czekają na sygnał do startu, jak w wyścigu samochodowym”
– tłumaczył.
W wywiadzie były amerykański wojskowy odnosi się do niedawnej symulacji wojennej, tzw. wargame zainicjowanej przez „Die Welt” i German Wargaming Center Uniwersytetu Helmuta Schmidta Bundeswehry w Hamburgu. Jednym z wniosków było to, że w razie ataku rosyjskiego na NATO Niemcy miałyby ograniczoną zdolność do działania.
Szok dla Litwinów
Według Hodgesa dużym problemem jest dostęp do infrastruktury niemieckich kolei deutsche Bahn i DB-Cargo. „Nie można po prostu z dnia na dzień zwolnić wszystkich torów, aby w ciągu 24 godzin przenieść brygadę czołgów” – mówił.
„Jestem przekonany, że w takiej sytuacji niemieckie i polskie koleje zareagowałyby szybko. Jednak jeśli zaczyna się od zera i jest się całkowicie zaskoczonym, zajmuje to kilka dni. Stąd te dwa tygodnie” – wyjaśnił amerykański wojskowy.
Zastrzegł, że choć uważa ten pesymistyczny scenariusz za mało prawdopodobny, to dla Litwinów było „szokiem”, gdy przedstawił te szacunki na jednej z konferencji kilka lat temu. „NATO nie jest wielką ścianą ochronną, za którą wszyscy mogą się schować. Litwa i stacjonujące tam oddziały są częścią tej ściany” – mówi Hodges. Dlatego – dodaje – tak ważna jest całościowa koncepcja obrony.
Za mało amunicji
Za strukturalny problem Hodges uważa niewystarczającą ilość amunicji w krajach NATO. „W każdym ćwiczeniu, w którym brałem udział, amunicja wyczerpała się po dwóch dniach” – wskazał. Najbardziej obawia sie on jednak o obronę przeciwlotniczą w przypadku, gdyby Rosja zaatakowałaby europejskie miasta dziesiątkami dronów, jak obecnie Ukrainę. „To byłby szok. Jeśli nie potrafimy nawet powstrzymać dronów nad waszymi lotniskami…” – dodał.
Według Hodgesa w przypadku ataku Rosji na NATO „należałoby odzyskać inicjatywę”. „I to niekoniecznie tylko w miejscu ataku. Odstraszanie oznacza uświadomienie Rosji, że straciłaby Królewiec – i to bardzo szybko. Muszą wiedzieć, że jesteśmy do tego gotowi i zdolni” – ocenił.
Królewiec upadłby w ciągu doby
I dodał: „Jestem prawie pewien, że Królewiec zostałby wyeliminowany w ciągu pierwszych 24 godzin”.
„Nie mam tu na myśli wkroczenia tam wojsk lądowych, ale użycie środków kinetycznych i niekinetycznych w celu zneutralizowania Królewca jako czynnika militarnego dla Federacji Rosyjskiej”- wyjaśnił Hodges. Jego zdaniem NATO na pewno ma bardzo dobre rozeznanie w sytuacji eksklawy i na temat rozmieszczonej tam broni. „Wyobrażałbym sobie ataki niekinetyczne, a zatem z zakresu cyberwojny i wojny elektronicznej, mających na celu unieruchomienie jak największej liczby obiektów, w szczególności obrony powietrznej i broni dalekiego zasięgu, aby uniemożliwić rosyjskim siłom powietrznym lub marynarce wojennej prowadzenie działań z tego obszaru. Następnie wyobrażam sobie użycie kinetycznej broni dalekiego zasięgu – artylerii lub rakiet – przeciwko kluczowym obiektom w Królewcu” – tłumaczy.
Polska zakłada, że będzie głównym celem
W ocenie Hodgesa kraje NATO w regionie „mogliby wyrządzić znaczne szkody w Królewcu nawet bez udziału USA”. „Mogę sobie na przykład wyobrazić, że Polska natychmiast włączyłaby się do ataków na Królewiec. Są też inne miejsca, w których można wywrzeć presję na Rosję, na przykład Półwysep Kolski na dalekiej północy Rosji, w pobliżu Norwegii i Finlandii” – dodał.
Hodges przyznał, że od dawna jego obawy budzi to, „czy Polska jest przygotowana na wysłanie wojsk lądowych na Litwę w razie poważnego zagrożenia”. „Nie sądzę. Nie dlatego, że obawia się walki – wręcz przeciwnie. Ale dlatego, że zakłada, iż jeśli Litwa zostanie zaatakowana, główny atak będzie skierowany przeciwko nim – przeciwko Polsce. Że inwazja na Litwę jest tylko początkiem czegoś większego. Dlatego dziś niemieccy i amerykańscy żołnierze są na Litwie, aby wesprzeć przesmyk suwalski, ponieważ granica ta jest często uważana za najsłabszą. Dlatego celowo wzmacnia się tam zdolności” – wyjaśnia Ben Hodges.
Artykuł pochodzi z serwisu Deutsche Welle











