Jeśli bowiem Ministerstwo Sportu i Turystyki już kilkanaście godzin po zgaszeniu olimpijskiego znicza informuje o wynikach Polek i Polaków – to na igrzyskach było naprawdę solidnie. Ostatecznie reprezentacja Polski do kraju przywiozła cztery medale. Trzy autorstwa Kacpra Tomasiaka (w tym jeden w duecie z Pawłem Wąskiem) i jeden Władimira Semirunnija.
Ten ostatni, choć urodzony w Rosji, od 2023 roku mieszka w Polsce i nie ukrywa wdzięczności za to, że dostał bardzo wiele na polskiej ziemi. „Władek” zdecydowanie nie zgadza się również z tym, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, a jest autorstwa rosyjskich i białoruskich sił wojskowych. Semirunnij ma 23 lata, a Tomasiak 19. Obaj urodzili się zatem w XXI wieku. Czyżby zatem przyszło długo oczekiwane – nowe – i pojawiła się polska nadzieja na przyszłość? Wiele na to wskazuje.
ZIO 2026: Pozytywny występ reprezentacji Polski. Było blisko rekordu!
Najlepsze zimowe igrzyska pod względem medali w historii polskiego ruchu olimpijskiego, wydarzyły się stosunkowo niedawno. Właściwie były dwa takie przypadki, które wystąpiły po sobie – ZIO 2010 w Vancouver oraz ZIO 2014 w Soczi. Polska przywiozła wówczas do domu po sześć krążków. Cztery zdobyte w Mediolanie/Cortinie d’Ampezzo brzmią zatem bardzo solidnie.
Trzeba bowiem pamiętać, że w XXI wieku trochę przyzwyczailiśmy się do postępów w zimowej rywalizacji olimpijskiej. Zanim bowiem Adam Małysz wyskakał dwa medale na ZIO 2002 w Salt Lake City, reprezentacja Polski na jakikolwiek krążek czekała… 30 lat. Dzisiaj trudno uwierzyć w taką rzeczywistość, ale faktycznie, przed obecnym prezesem Polskiego Związku Narciarskiego, na olimpijskim podium ZIO stał Wojciech Fortuna. I to był rok 1972, igrzyska w Sapporo.
Jak zatem widać, obecnie raczej nie ma powodów do narzekań medalowych. Polska w klasyfikacji generalnej była blisko czołowej dwudziestki na świecie. Co jednak szczególnie istotne, poza miejscami na olimpijskim podium, Polska solidnie zapunktowała – zajmując czołowe miejsca – często w czołowych dziesiątkach poszczególnych dyscyplin.
I tym dodatkowo może się szczycić wspomniany resort. Inna sprawa, ile było historii okołosportowych, niekoniecznie sugerujących, że polski sport zmierza w słusznym kierunku. W takich sytuacjach należy pamiętać o obu końcach tego kija.
Wyliczanka olimpijska cennych punktów z igrzysk. Polacy i Polki dali radę
Nie ma co ukrywać, sporo było wyników, które można potraktować w kategorii rezultatów „o włos” od olimpijskiego podium. Dwa razy czwarty – na dystansach 500 i 1000 metrów – był panczenista Damian Żurek. Na dłuższym z dystansów zabrało 0,07 – a krótszym 0,09 sekundy do medalu, czyli właściwie mniej niż mrugnięcie oka.
W kontekście łyżwiarstwa szybkiego blisko medalu była również Kaja Ziomek-Nogal, na dystansie 500 m, dokładnie 0,12 sekundy od szczęścia. Choć i tak 6. miejsce wyglądało bardzo solidnie.
Maryna Gąsienica-Daniel, najlepsza polska narciarka alpejska, zakończyła na 7. pozycji slalom gigant, do medalu tracąc 0,13 sekundy. Biathlonistki w sztafecie zakończyły na rekordowym w dziejach startów Polski na ZIO szóstym miejscu. Indywidualnie Kamila Żuk była ósma w sprincie, a Joanna Jakieła 11. w biegu ze startu wspólnego.
Pozostając na nartach, Dominik Bury podczas „królewskiego” dystansu, czyli biegu na 50 km był 12. Osiągając tym samym najlepszy wynik Polaka w tej rywalizacji w dziejach ZIO. Jeszcze lepiej zaprezentowała się Eliza Rucka-Michałek. Polka również na 50 km była o krok o medalu, ostatecznie osiągając kapitalne 8. miejsce.
Felix Pigeon w short tracku w debiucie olimpijskim sięgnął po najlepszy wynik w historii polskich startów, kończąc na 8. pozycji rywalizację na 500 metrów. Do finału B dojechał również inny z debiutantów Michał Niewiński, na dystansie 1000 m. Polak był 9.
Do tego świetny rezultat zanotowała saneczkowa dwójka Polek – Nikola Domowicz i Dominika Piwkowska. Debiutantki olimpijskie na swoich… słynnych, dziewięcioletnich sankach, dojechały do mety jako szósty duet igrzysk olimpijskich.
Trzeba również odnotować fakt obecności Polski w czołowej dziesiątce dyscypliny, która zadebiutowała na ZIO. W narciarstwie wysokogórskim (skialpinizm) sztafeta mieszana w składzie Iwona Januszyk i Jan Elantkowski zajęła 9. miejsce w stawce.
Łącznie 55 punktów klasyfikacji olimpijskiej, to tylko trzy mniej od wspomnianych ZIO 2010 w Vancouver. Wzorem może być za to Soczi, gdzie cztery lata później po kanadyjskich zmaganiach, Polska wykręciła aż 72 punkty.
Jest zatem do czego dobijać, ale też ważne jest to, że w wielu olimpijskich przestrzeniach mamy nowe pokolenie sportowców. Przykładem mogą być wspominani medaliści (Tomasiak i Semirunnij), ale też biathlon – tu zwłaszcza męski zespół – czy walcząca Rucka-Michałek. W short tracku ostatniego zdania nie powiedzieli zapewne Gabriela Topolska (chorąża w trakcie ceremonii zamknięcia, z dwoma upadkami w trakcie ZIO 2026) czy Felix Pigeon.
Taka wyliczanka pewnie potrwałaby dłużej. Ważne jednak, żeby poza wyliczaniem tych, którzy dzisiaj mają potencjał, pamiętać, że czteroletni okres olimpiady – właśnie się rozpoczął. A konkurencja nie śpi.












