To wynik badań, którym przewodzili Philip Minderhoud i Katharina Seeger z Uniwersytetu Padewskiego we Włoszech. Ponad 90 proc. dotychczasowych analiz korzysta z odniesienia do poziomu mórz, który jest niższy od prawdziwych pomiarów – zauważyli naukowcy.
„Nasze analizy wskazują, że trzeba zrewidować – i w większości przypadków zaktualizować – metodologiczne podstawy, na których opierają się badania zagrożeń dla wybrzeży” – mówią Minderhoud i Seeger.
Badacze zwracają uwagę, że wiele prac polega na modelach geoidy, które nie biorą pod uwagę lokalnych warunków, takich jak wiatry czy prądy morskie. „A uwzględnianie rzeczywistych pomiarów poziomu morza jest kluczowe” – podkreśla Minderhoud.
Naukowcy jako przykład podają Deltę Mekongu. Dokładna analiza wykazała, że poziom wody w tym regionie – wbrew szacunkom – jest bliski poziomowi gruntu. Problem ten pojawił się też w innych regionach Azji Południowo-Wschodniej i na całym świecie.
Wynika to stąd, że większość przeanalizowanych badań nie doszacowuje zasięgu stref przybrzeżnych – tłumaczą naukowcy. Jeśli przyjmiemy, że poziom mórz jest o metr wyższy, pod poziomem morza znalazłoby się o 37 proc. obszarów więcej, niż do tej pory myślano. To z kolei przekłada się na zagrożenie dla 68 proc. ludzi więcej – w sumie nawet 132 mln osób.
Jeśli poziom mórz już jest wyższy, niż myśleliśmy, wpływ kolejnych wzrostów także dotknie nas szybciej, niż sądzono
Badacze alarmują, że konieczna jest zmiana podejścia do tego, w jaki sposób nauka podchodzi do szacowania poziomu morza na całym świecie. To niezbędne, aby odpowiednio przygotować się do skutków zmiany klimatu, która dla stref przybrzeżnych jest szczególnie dotkliwa, grożąc np. błyskawicznymi powodziami.
„Mamy nadzieję, że to podejście stanie się nowym standardem dla bardziej dokładnych ocen przyszłych wpływów na wybrzeża” – konkludują autorzy pracy.













