Agnieszka Niesłuchowska, „Wprost”: Była awantura o unijną pożyczkę na obronność i oczekiwanie rządu, że prezydent jednak nie zawetuje ustawy o SAFE. Postąpił inaczej i ogłosił to w telewizyjnym orędziu. Kto jest w tej sytuacji wygranym, a kto przegranym?
Jacek Protasiewicz: Uważam, że tę rozgrywkę medialno-polityczną wygrał obóz prezydenta Nawrockiego. Udało im się narzucić narrację, że zamiast zapożyczać się u Niemca, lepiej brać pieniądze z polskiego banku, bez odsetek. Nieważne, czy to brzmi realnie, czy nie, liczy się wydźwięk.
W tym rozdaniu jest 1:0 dla prezydenta.
Prezydent długo jednak trzymał rząd w niepewności. Pojawiały się opinie, że to kryzysowy, najtrudniejszy od zaprzysiężenia moment w jego prezydenturze.
Jaki kryzys? Nie było żadnego kryzysu. Od początku był plan, żeby rzekomy sukces rządu, czyli pieniądze na obronność, przekuć może nie w porażkę, ale w słabość. Żeby utwierdzić przynajmniej część prawicowego elektoratu w przekonaniu, że rządowi wcale nie chodzi o polskie, tylko niemieckie bezpieczeństwo.
Pan też tak uważa?
Nawet jeśli jestem innego zdania, dużo ważniejsze jest to, co myślą zwykli Polacy, do których argumentacja prezydenta trafiła. Jestem pewien, że obóz prawicowy nie stracił na tym manewrze, a to jest kluczowe, bo mógł wiele stracić, chodzi przecież o bezpieczeństwo, które jest kwestią ponadpartyjną.













