-
Wojna USA i Izraela przeciwko Iranowi spowodowała wzrost cen surowców oraz chaos na rynkach i w społeczeństwie amerykańskim.
-
Kryzys pogłębia napięcia między USA a Europą, gdzie niemieccy i francuscy przywódcy publicznie krytykują działania Waszyngtonu.
-
Rosja i Chiny umacniają współpracę gospodarczą i polityczną, tworząc nowe gazociągi oraz partnerstwo oparte na surowcach i technologii.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i na całym świecie, konflikt z Iranem wywołał gwałtowny wzrost cen ropy, gazu oraz innych towarów. Powodem jest m.in. omijanie przez tankowce handlowe cieśniny Ormuz, a także ataki Iranu na infrastrukturę rafineryjną i zakłady przetwarzania gazu w regionie. Od początku starć przez cieśninę przepłynęło zaledwie kilka jednostek.
Donald Trump sam sobie narobił kłopotów
W Stanach Zjednoczonych sytuacja na rynku paliwowym staje się dla administracji Donalda Trumpa politycznym ciężarem nie do uniesienia. Według danych Amerykańskiego Stowarzyszenia Samochodowego średnia cena benzyny zbliżyła się do poziomu 4 dolarów za galon.
Biały Dom próbuje uspokajać, twierdząc, że drożyzna ma charakter przejściowy, jednak nastroje społeczne są fatalne. Atmosferę chaosu potęguje paraliż instytucji państwowych i ogromne kolejki na lotniskach, gdzie do wsparcia kontroli bezpieczeństwa skierowano funkcjonariuszy służb imigracyjnych ICE.
Demokraci, z gubernatorem Illinois JB Pritzkerem na czele, punktują każdy błąd prezydenta, nazywając jego rządy „katastrofą dla Ameryki” i ostrzegając, że nadchodzące wybory do Kongresu będą wielkim rozliczeniem z administracją Trumpa w obliczu rosnących kosztów życia.
„Nieprzewidywalny sojusznik”. Europa traci cierpliwość do USA
Konflikt z Iranem doprowadził również do najpoważniejszego od lat kryzysu w relacjach transatlantyckich. Berlin i Paryż coraz głośniej wyrażają swój sprzeciw wobec polityki Waszyngtonu.
Niemiecki prezydent Frank-Walter Steinmeier publicznie ocenił decyzję o ataku jako błąd o katastrofalnych skutkach, podważając przy tym zgodność działań USA z prawem międzynarodowym.
Jeszcze ostrzej wypowiedział się szef sztabu francuskiej armii, generał Fabien Mandon. Nazwał on Stany Zjednoczone „nieprzewidywalnym sojusznikiem”, który podejmuje kluczowe decyzje bez żadnych konsultacji i ostrzeżenia wobec europejskich partnerów.
Najbardziej trwałym i niebezpiecznym skutkiem wojny może okazać się jednak zmiana w układzie sił globalnych – przekonuje Jordan Ryan w felietonie dla Toda Peace Institute.
Rosja, której budżet w ogromnej mierze zależy od dochodów z ropy i gazu, stała się głównym beneficjentem rynkowej niestabilności. Wysoka premia za ryzyko pozwala Kremlowi nie tylko łatać dziury budżetowe, ale i swobodnie finansować własną politykę bezpieczeństwa oraz operacje wojskowe poza granicami kraju.
Równolegle Chiny, będące największym importerem ropy na świecie, otrzymały bolesną lekcję na temat zagrożeń płynących z zależności od morskich szlaków handlowych. To wzmocniło determinację Pekinu, by nawiązać współpracę z Rosją, opartą na dostawach lądowych.
Nowe gazociągi, w tym priorytetowy projekt Siła Syberii 2, mają zagwarantować Chinom stabilność poza strefami amerykańskich wpływów. W efekcie relacja Moskwa-Pekin twardnieje i przekształca się w ustrukturyzowane partnerstwo oparte na wymianie surowców za technologię, kapitał i osłonę dyplomatyczną.
Wojna, która miała być demonstracją siły, może w dłuższym horyzoncie przyspieszać proces, przed którym USA i Europa ostrzegały od lat – konsolidację osi Rosja-Chiny i powstanie antyzachodniego bloku promującego wizję świata wielobiegunowego.
Źródła: Bloomberg, Toda Peace Institute, The New York Times, Unian, Interia
-
Trump „na musiku”, Chiny mają wszystkie karty w ręku. Ważą się losy wojny
-
Gdzie są sojusznicy? O granicach potęgi USA












