Start systemu kaucyjnego w Polsce nie przebiega idealnie. Podobnie jak w innych krajach Unii Europejskiej, początkowymi problemami są głównie niewystarczająca liczba butelkomatów, niska świadomość sprzedawców czy zatykająca się czasami logistyka.
Pamiętajmy jednak, że mówimy o ok. 15 mld opakowań rocznie. Codziennie w naszym kraju sprzedaje się ok. 35 mln butelek PET. Mimo problemów, cieszyć mogą jednak dane podane przez ministrę Paulinę Hennig-Kloskę, która podała niedawno, że do obiegu w systemie kaucyjnym wraca już 57 proc. opakowań. W sumie oddano ich ok. 500 mln.
Krytyka systemu kaucyjnego jednak nie milknie. Często jednak ma ona nie wymiar techniczny czy merytoryczny, ale – nazwijmy to – społeczno-ideowy. W przestrzeni publicznej można np. usłyszeć głosy, że „system kaucyjny zrobił z Polaków śmieciarzy”.
Krytycy podają też przykłady: co zrobić z butelką z kaucją, jeśli kupimy ją na lotnisku? „Kupiłem wodę przed lotem i pożałowałem. Absurd systemu kaucyjnego” – pisze Spider’s Web. Ogromnym problemem okazuje się teraz też kupienie wody w pociągu. „Absurd w PKP Intercity: Pobierają kaucję za napoje, ale butelek nie przyjmują” – informuje z kolei Polskie Radio 24.
W obu wspomnianych artykułach brakuje podania rozwiązań, które dla części Polek i Polaków są oczywiste. Wodę można mieć np. we własnej butelce wielokrotnego użytku (na lotniskach są nawet specjalne punkty, gdzie można je napełnić). Można też kupić wodę plastiku i po prostu wziąć odpowiedzialność za wygenerowany odpad. Schować do plecaka, a następnie zwrócić lub wyrzucić do odpowiedniego pojemnika.
Szerokim echem w mediach społecznościowych odbiło się też niedawno zdjęcie zrobione w jednym ze sklepów w Polsce. Widać na nim ekran kasy samoobsługowej, gdzie na liście zakupów widocznych jest 48 butelek wody mineralnej 0,5 litra, za które naliczono kaucję w wysokości aż 24 zł. „To są po prostu jaja” – skomentował Stanisław Tyszka z Konfederacji, publikując fotografię.
I znów – dla części Polek i Polaków to nie będzie absolutnie żaden problem. Bo albo można zwrócić butelki i otrzymać pieniądze z powrotem, albo po prostu takiej wody nie kupować. Nie od dziś przecież wiadomo, że w takim przypadku największą część ceny stanowi marża, potem opakowanie, a sama woda to wręcz groszowe sprawy.
Na część społeczeństwa jednak taka argumentacja w jakiś sposób działa. Czują się karani, stygmatyzowani za to, że np. kupują wodę i inne napoje w plastikowych butelkach. Potem z pełnymi workami muszą iść do recyklomatu i boją się, że ktoś nazwie ich „śmieciarzami”.
Pamiętajmy, że poziom recyklingu w Polsce zatrzymał się gdzieś w okolicach 20 proc. Na składowiska nadal trafia ok. 1/3 naszych śmieci. To efekt m.in. właśnie tego, że dotąd nie trzeba było brać odpowiedzialności za własne odpady. Czy segregowane, czy niesegregowane, czy wyrzucane gdzieś cichcem w lesie – nie było za to żadnej realnej kary czy ostracyzmu.
Brak odpowiedzialności za śmieci sprawił, że teraz uzewnętrzniane są właśnie takie kuriozalne opinie. Podczas gdy część Polaków nie wyobraża sobie wyrzucić odpadów do nieodpowiedniego worka, inni oczekują, że zostanie to wręcz zrobione za nich.
Widzimy to na osiedlowych altanach i śmietnikach – czarne pojemniki pełne są plastików, niebieskie – zatłuszczonych kartonów, zielone – foliowych torebek. To właśnie efekt braku odpowiedzialności. System kaucyjny – za pomocą symbolicznych 50 gr – pozwala nam nareszcie obnażyć ten proceder. Sądzę, że największy problem w tym rozwiązaniu widzą właśnie ci, których do tej pory nie obchodziły zasady segregacji oraz to, co stanie się z wyrzucanymi przez nimi śmieciami. Postawieni przed presją finansową, dwoją się i troją, aby tylko nie musieć zmieniać swoich wygodnych przyzwyczajeń.












