-
Sejm przyjął ustawy mające obniżyć cenę paliw poprzez zmniejszenie stawki akcyzy i obniżenie VAT w ramach pakietu CPN.
-
Eksperci wskazują, że obniżka cen paliw wiąże się z uszczupleniem dochodów budżetowych, co może negatywnie wpłynąć na realizację zadań publicznych, szczególnie dla samorządów.
-
Istnieje też ryzyko wzrostu inflacji w przypadku przedłużenia obniżek cen paliw.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Sejm w piątek przyjął dwie ustawy, które mają zapewnić obniżkę cen paliw. Pierwsza dotyczy zmniejszenia stawki akcyzy do 30 czerwca 2026 roku. Druga wprowadza maksymalne ceny przez okres obniżonej stawki podatku VAT na paliwa. Premier Donald Tusk ogłosił, że ta zostanie zmniejszona z 23 do 8 proc. Działania rządu określił mianem pakietu CPN – Cena Paliwa Niżej.
Na posiedzeniu rządu minister finansów Andrzej Domański poinformował, że obniżenie VAT-u to koszt 900 mln zł, a akcyzy 700 mln zł miesięcznie. Razem 1,6 mld zł. Dla porównania, co miesiąc Polska wyda tyle, ile kosztowało postawienie zapory na granicy z Białorusią. Jednocześnie rząd nie wyklucza podatku od nadmiarowych zysków koncernów, które zarabiają więcej ze względu na sytuację na rynku paliw – wysokie ceny i marże.
– Jest stara zasada, że żeby komuś dać, trzeba komuś zabrać – mówi Janusz Pietruszyński, analityk i komentator gospodarczy, redaktor naczelny portalu CIRE. W rozmowie z Interią wymienia ryzyka i znaki zapytania w rządowych propozycjach.
Obniżka cen paliw. Ryzyko dla samorządów
– Według tego, co powiedział minister finansów, interwencja rządu to de facto uszczuplenie dochodów państwa – zaznacza nasz rozmówca. – To oznacza, że część zadań publicznych nie zostanie zrealizowana, część zostanie skorygowana, część będzie przesunięta w czasie do momentu, aż dochody z rynku paliw znowu będą wchodziły do budżetu – dodaje.
Kto zatem straci? – Mamy grupę tych, którzy nie będą beneficjentami i nie będą zadowoleni z tego projektu. Na przykład samorządy – uważa Janusz Pietruszyński.
– Jeżeli samorządy po nowelizacji ustawy o tym, w jaki sposób środki budżetowe są w tej chwili kontrybuowane do systemu, idą sobie pewnym algorytmem, to w tym algorytmie pojawią się mniejsze wartości. Samorządy mogą być w grupie tych, którzy będą najbardziej stratni na tym pomyśle. Mamy zastrzyk finansowy dla kierowców z jednoczesnym odcięciem kroplówki finansowej z budżetu na zadania publiczne – tłumaczy analityk.
Zaznacza też, że przy obniżeniu cen paliw rząd nie kierował się wyłącznie sytuacją wojenną. Znaczenie ma również zbliżająca się Wielkanoc.
Wsparcie tylko na stacjach paliw. „Zaczniemy wyczerpywać zasoby”
– Jeśli wszystkie organy: Sejm, Senat i prezydent, zechcą wesprzeć nas w tej pracy, to jeszcze przed świętami wielkanocnymi powinniśmy zobaczyć ceny obniżone o około 1,2 zł na litrze każdego z paliw – mówił podczas czwartkowej konferencji prasowej Donald Tusk.
– Na równi z wojną postawiono rutynę społeczną w postaci wyjazdów na święta – komentuje. Pietruszyński. – Premier zaakcentował, że genem założycielskim rozwiązania jest odciążenie Polaków w momencie, kiedy większość z nas pojedzie do rodzin na święta albo wielkanocny wypoczynek – wskazuje ekspert.
Nasz rozmówca podkreśla, że poprzedni kryzys paliwowy w 2022 roku sprawił, że na przykład w Niemczech wprowadzono zryczałtowany bilet na transport publiczny. – To jest dla mnie największa zagadka, dlaczego odrzucono teraz możliwość wprowadzenia rozwiązania hybrydowego. Co stoi na przeszkodzie, żeby oprócz CPN-u, rynek zasypać promocjami biletowymi spółek kolejowych. Rząd tego w ogóle nie promuje – komentuje Pietruszyński.
– Kryzys nie oznacza tylko nerwówki cenowej, ale to przede wszystkim ograniczona ilość zasobów. Być może mądrzejsze byłoby namawianie Polaków, żeby odstawili samochody, ograniczyli wizyty na stacjach benzynowych i wskazanie rozwiązań alternatywnych. W tej chwili ryzykujemy, bo rząd obniża próg cenowy na stacji benzynowej, a nie wiadomo czy ropa będzie w takich samych ilościach. Zaczniemy masowo, może nawet bardziej niż przed programem korzystać z samochodów i zaczniemy wyczerpywać te zasoby – przestrzega rozmówca Interii.
Ceny paliw w Polsce w dół. Ryzyko inflacyjne
Kolejne ryzyko rządowego projektu to presja inflacyjna. Pietruszyński wskazuje, że temat pojawia się w debacie o cenach paliw w innych krajach Unii Europejskiej. Przede wszystkim dlatego, że nie wiadomo kiedy skończy się konflikt na Bliskim Wschodzie. Polskie rozwiązania zakładają, że obniżki będą obowiązywać do 30 czerwca.
– Nie wiemy, czy 30 czerwca skończy się wojna. Byłbym bliższy myślenia, że 30 czerwca jest pierwszą datą i potem zobaczymy kolejne przesunięcia tego rozwiązania – uważa nasz rozmówca.
– Jeżeli jednak zobaczymy przesunięcia na przykład na okres wakacyjny, to zaraz się okaże, że będziemy mieli wyraźne odbicie na inflację. To rzecz ważna dla całej gospodarki, której warto nie tylko się przyglądać, ale o którą warto też pytać autorów projektu, bo w wypowiedziach ministra Domańskiego nie było nic o presji inflacyjnej. Obecnie doszliśmy do etapu, w którym jesteśmy bardzo zadowoleni jako gospodarka z poziomu inflacji i idziemy w rozwiązanie, które jest ryzykiem inflacyjnym – ostrzega Janusz Pietruszyński.
Chcesz porozmawiać z autorem? Napisz na [email protected]
-
Nastroje w USA się zmieniają. Wszystko przez konflikt na Bliskim Wschodzie
-
„Tego nie było nawet w pandemii”. Skutki wojny wdarły się do Polski













