Jak podaje poniedziałkowy „Dziennik Gazeta Prawna”, po kilkumiesięcznych konsultacjach Ministerstwo Klimatu i Środowiska zdecydowało o wycofaniu z projektu nowelizacji tzw. ustawy czystościowej rozwiązań umożliwiających wiązanie wysokości opłat za śmieci z ilością wytwarzanych odpadów (zasada: „pay as you throw”, czyli „płać za tyle, ile wyrzucasz”). Samorządy alarmowały, że zachęciłoby to do porzucania odpadów w lasach czy rzekach. – Odstępujemy od wprowadzenia modelu opłaty uzależnionej od ilości wytwarzanych odpadów – podkreśla cytowana przez gazetę wiceminister klimatu i środowiska Anita Sowińska.
Opłaty za śmieci. Rząd wycofuje się z kontrowersyjnego pomysłu
Wiceszefowa resortu środowiska przyznaje, że zmiana zdania to efekt obaw przed możliwymi niepożądanymi skutkami społecznymi. Chodzi przede wszystkim o to, aby nie zachęcać do nielegalnego pozbywania się śmieci. Tak mogłoby być, gdyby ustalana przez gminy część opłaty za odpady była uzależniona od ich masy. Nowy rodzaj naliczania opłat miał być fakultatywny, ale krytykowali go samorządowcy i eksperci. Ich zdaniem to odejście od fundamentów rewolucji śmieciowej z 2013 roku.
Ponadto, dziennik informuje, że nie będzie również zapowiadanych dodatkowych ulg i zwolnień z opłat dla osób w trudnej sytuacji życiowej i drobnych rzemieślników. Lepiej mają działać punkty selektywnego odbierania odpadów komunalnych. – Gminy będą zobowiązane, z uwzględnieniem lokalnych uwarunkowań, zapewnić dodatkowe formy odbioru odpadów problemowych co najmniej raz na pół roku – podkreśla wiceministra klimatu i środowiska.
Chodzi m.in. o tekstylia i zużyty sprzęt elektryczny.
W projekcie nowelizacji pozostają natomiast mechanizmy racjonalne z punktu widzenia ekonomiki systemu, takich jak zachęty do kompostowania bioodpadów dla nieruchomości w zabudowie wielolokalowej, posiadające tereny zielone, oraz nieruchomości, na których znajduje się domek letniskowy lub innych nieruchomości wykorzystywanych na cele rekreacyjno-wypoczynkowe.













