Dziennik nazwał oświadczenie izraelskiej armii „agresywną interpretacją zakresu rozejmu”. Źródła w Siłach Obronnych Izraela (IDF) po raz pierwszy jednoznacznie potwierdziły, że armia pozostanie w południowym Libanie na czas nieokreślony i będzie postrzegać rzekę Litani jako nową linię bezpieczeństwa z Hezbollahem, chyba że proirańskie ugrupowanie terrorystyczne zgodzi się na rozbrojenie.
Prezydent Libanu chce „trwałego porozumienia”
Izraelska armia oceniała ogłoszony w czwartek (16 kwietnia) 10-dniowy rozejm z pewną dozą optymizmu. Zdaniem wojska Hezbollah wydaje się słabszy niż po zawieszeniu broni jesienią 2024 roku. W opinii IDF libańskie ugrupowanie straciło w stosunku do ówczesnego stanu nawet 60 proc. zdolności militarnych. Mogą również mieć znacznie skromniejsze możliwości odbudowy, jeśli gospodarka Iranu, głównego sponsora Hezbollahu, została w trakcie wojny z USA i Izraelem zniszczona tak, jak wskazują na to doniesienia.
Prezydent Libanu Joseph Aoun zadeklarował natomiast, że „libańskie władze pracują nad tekstem trwałego porozumienia z Izraelem”. W przemówieniu na forum parlamentu, które transmitowała libańska telewizja, Aoun oświadczył, że podjęcie bezpośrednich rokowań z Izraelem „nie jest oznaką słabości”. Podkreślił zarazem, że przyszła umowa nie będzie zawierać ustępstw terytorialnych wobec Izraela. Zaapelował do rodaków, by potraktowali zawarte w czwartek porozumienie jako szansę dla kraju.
Znakomita analiza Macieja Czarneckiego na Wyborcza.pl. Europa ma w relacjach z Trumpem dobrych i złych policjantów. Obok zawodowych „zaklinaczy Trumpa” pośród europejskich przywódców przybyło krytyków Waszyngtonu. Czasem nieoczywistych, jak włoska premier Georgia Meloni.
„Libańczycy, którzy w ostatnich latach wiele znieśli, stoją dziś w obliczu nowej rzeczywistości” – oświadczył Aoun i wezwał do zachowania jedności narodowej. Podkreślił, że w osiągnięciu tego celu kluczowa rola przypada armii libańskiej, która – jak stwierdził – powinna rozszerzyć swoją obecność do międzynarodowo uznanej, południowej granicy kraju. Dodał, że siły rządowe „powinny wyprzeć ugrupowania zbrojne i zapewnić powrót ludności do swoich miejsc zamieszkania”, a Liban nie jest już „polem bitwy dla czyichkolwiek wojen”.
W piątek (17 kwietnia) armia ujawniła również, że zarówno izraelski gabinet bezpieczeństwa, jak i premier Benjamin Netanjahu wielokrotnie nie zezwalali na podjęcie poważnych działań przeciwko Hezbollahowi. Co najmniej jeden z tych przypadków miał miejsce w styczniu, gdy nasilały się protesty w Iranie – powiadomił dziennik.
Izrael zaskoczony „niewielką skutecznością”
Choć armia rozumiała szeroko pojęte względy dyplomatyczne gabinetu, to frustracja wojska związana z powstrzymywaniem go przed działaniami przeciwko Hezbollahowi była namacalna – zauważył „Jerusalem Post”. Izraelskie wojsko wyjawiło również, że zaskoczyła je niewielka skuteczność sojuszników Iranu. Armia oczekiwała, że zarówno Hezbollah, jak i jemeńscy rebelianci Huti szybciej dołączą do walk i będą w nich intensywniej uczestniczyć. Tymczasem Huti pozostawali na uboczu konfliktu przez kilka tygodni, następnie zaś podjęli działania tak umiarkowane, że nie miały one praktycznego znaczenia, zaś Hezbollah rozpoczął ostrzał Izraela z opóźnieniem.
Wcześniej prezydent Trump w serwisie Truth Social zaznaczył, że wydaje rozkaz Izraelowi, by ten zaprzestał bombardowania Libanu. Parlamentarzyści Hezbollahu oskarżyli natomiast libański rząd, że poprzez zgodę na prowadzenie z Izraelem bezpośrednich rozmów wprowadził kraj w „bardzo niebezpieczną fazę”.












