– (Trump) Wkroczył do wojny, został wciągnięty w nią przez Bibiego Netanjahu. Powiedzmy sobie to jasno. Wkroczył do wojny, której Amerykanie nie chcą, narażając na ryzyko amerykańskich żołnierzy – powiedziała w sobotę Harris, która w ocenie mediów rozważa ubieganie się o nominację Partii Demokratycznej w następnych wyborach prezydenckich.
– Ten prezydent jest pierwszym prezydentem Stanów Zjednoczonych, niezależnie od partii, od czasów II wojny światowej, który zrzekł się amerykańskiej odpowiedzialności za… pielęgnowanie i ochronę naszych sojuszy i przyjaźni – kontynuowała.
Harris o wojnie z Iranem: Nieudolna próba odwrócenia uwagi od dokumentów Epsteina
Zdaniem Harris sprawiło to, że USA stały się „niewiarygodne” dla swoich sojuszników. – Trump jest także pierwszym prezydentem, który nawet nie udaje, a wręcz bagatelizuje znaczenie przestrzegania międzynarodowych zasad i norm, takich jak suwerenność i integralność terytorialna – dodała.
– Musimy zrozumieć, że jest to również (…) jego nieudolna próba odwrócenia uwagi od dokumentów Epsteina – przekonywała, odnosząc się do akt sprawy finansisty i przestępcy seksualnego Jeffreya Epsteina. Wcześniej Harris obarczyła też Trumpa winą za rosnące ceny paliw oraz powiedziała, że konflikt z Iranem to „wojna z wyboru”.
Portal The Hill podkreślił, że Demokraci, w tym Harris, starają się podkreślać w przestrzeni publicznej problem rosnących cen paliw przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi do Kongresu. Kwestie związane z kosztami życia są kluczowe dla wyborców.
Ponad połowa Amerykanów nie popiera decyzji o wojnie z Iranem
Według badania Ipsos przeprowadzonego w pierwszej połowie kwietnia jedynie 24 proc. Amerykanów uważa, że decyzja o podjęciu wojny przeciwko Iranowi była tego warta, biorąc pod uwagę koszty i korzyści związane z konfliktem. 51 proc. jest zdania, że operacja nie była tego warta, a 22 proc. nie ma zdania w tej sprawie.
Szef FBI ma problem z alkoholem? Według źródeł „The Atlantic” Kash Patel bywał tak nietrzeźwy, że agenci ochrony mieli problem, by go dobudzić, gdy go potrzebowano – pisze na Wyborcza.pl Maciej Czarnecki.












