-
Scenariusz pierwszy, optymistyczny
-
Scenariusz drugi, blokada trwa
-
Możliwe problemy z paliwem lotniczym. Gdzie?
-
Cięcia połączeń, ograniczenia lotów
-
Paradoks nierosnących cen. Niebawem zmiana
Koniec lutego i eskalacja sytuacji na Bliskim Wschodzie pokazały, że śledzenie wydarzeń na świecie jest dziś niezbędne, jeśli planujemy podróże zagraniczne.
Geopolityczne i gospodarcze znaczenie cieśniny Ormuz sprawia, że bliskowschodni efekt motyla może zadziałać w pełną siłą w odległych zakątkach globu. Jak dzisiaj sytuacja na Bliskim Wschodzie wpływa na rynek lotniczy, a co za tym idzie, wakacyjne podróże? Pytamy ekspertów.
– Z dostawami paliw jest tak, że muszą być ciągłe i nieprzerwane. Jeśli zostaną zaburzone – a już zostały – to powrót do sytuacji sprzed zmian zajmie około kilku, kilkunastu tygodni – wskazuje w rozmowie z Interią ekspert lotniczy Janusz Janiszewski z Forum ekspertów Ad Rem.
I kreśli dwa scenariusze.
Scenariusz pierwszy, optymistyczny
Ten optymistyczny zakłada, że w cieśninie Ormuz nie będzie dochodziło do działań terrorystycznych czy wojennych i zostanie przywrócony pełen przepływ statków.
– Wówczas i tak przez najbliższy czas odczuwalibyśmy konsekwencje obecnych blokad. Mamy efekt kuli śnieżnej – nagromadziło się statków, które oczekują na swobodny przepływ. W przypadku odblokowania cieśniny fizycznie nie będzie jak ich jednocześnie przepuścić, więc się zakorkuje. Dopiero pomału trzeba będzie przywracać oczekiwany ruch. Dlatego perturbacje, pomimo potencjalnego uspokojenia sytuacji geopolitycznej, będziemy odczuwać jeszcze przez kilka, kilkanaście tygodni – wskazuje rozmówca Interii.
Wtedy jednak, w ocenie Janiszewskiego, moglibyśmy być spokojni o połączenia lotnicze w okresie wakacyjnym. – Na 90 proc. wakacje odbyłyby się w trybie niezakłóconym i można by się spodziewać znaczącego spadku cen paliwa lotniczego – mówi.
Scenariusz drugi, blokada trwa
Ale to dopiero jedna z wersji. Sytuacja w Zatoce Perskiej jest niepewna i zmienia się niemal z godziny na godzinę.
Kolejne kraje, gdzie według przewidywań może dojść do perturbacji, to Francja, Wielka Brytania i Włochy. W tym ostatnim kilka mniejszych lotnisk już ograniczyło starty i lądowania
We wtorek rano nastąpił jednak zwrot. Jak poinformował serwis Axios, powołując się na źródła we władzach USA, wiceprezydent J.D. Vance wyruszył na rozmowy w Islamabadzie. Także zespół irańskich negocjatorów miał dostać, według źródeł, „zielone światło” od najwyższego przywódcy i udaje się do stolicy Pakistanu.
Co jednak w przypadku mniej optymistycznego scenariusza, czyli dalszych działań zbrojnych w regionie i blokady cieśniny Ormuz?
– Jeśli taka sytuacja będzie trwać jeszcze przez najbliższe tygodnie, to może dojść do znaczących kłopotów, jeśli chodzi o transport lotniczy w nadchodzące lato, ponieważ zaburzonych procesów logistycznych nie da się odbudować. Będzie to dość pesymistyczny scenariusz, bo zapasy paliwa lotniczego – w zależności od europejskiego kraju – wynoszą od trzech do sześciu tygodni – wskazuje Janiszewski.
– Sytuacja w poszczególnych krajach zależy w od rodzaju umów hedgingowych (umowy zabezpieczające przed niekorzystnymi ruchami na rynku – red.), czy zostały podpisane na trzy, sześć czy dziewięć miesięcy – tłumaczy ekspert.
Ale zaznacza: nawet jeśli będą się odbywały operacje lotnicze, to zachwiana sytuacja na rynku paliw sprawia, że linie lotnicze zupełnie inaczej muszą planować zakupy paliwa czy miejsca tankowania.
– W sytuacji pełnej dostępności wyglądało to tak, że linie lotnicze, w szczególności te tanie, kalkulowały siatkę doładowań tak, by dowieźć ludzi i zatankować tam, gdzie paliwo jest tańsze – wskazuje Janiszewski. Teraz jednak – jak mówi – linie lotnicze przyjmują strategie tankowania „pod korek”, żeby móc wrócić do bazy. To oznacza jednak mniej pasażerów na pokładzie. Sytuacja komplikuje się o wiele bardziej przy dłuższych lotach, gdzie jedno tankowanie nie wystarczy.
Możliwe problemy z paliwem lotniczym. Gdzie?
Jakie kraje zostały najbardziej dotknięte z powodu zaburzenie dostaw przez cieśninę Ormuz? Gdzie problemy z paliwem lotniczym mogą być największe?
– Zamknięcie cieśniny Ormuz, poza krajami Bliskiego Wschodu, najmocniej uderzyło w państwa azjatyckie, gdzie produkcja irańskiej ropy była najmocniej wykorzystywana, jak Indie czy Chiny. Kolejne kraje, gdzie według przewidywań może dojść do perturbacji, to Francja, Wielka Brytania i Włochy. W tym ostatnim kilka mniejszych lotnisk już ograniczyło starty i lądowania jedynie do służb ratunkowych i służb porządku publicznego – wskazuje Janiszewski. W jego ocenie problemy mogą pojawić się także w Hiszpanii i Grecji – zatem popularnych kierunkach wakacyjnych.
Cięcia połączeń, ograniczenia lotów
Holenderskie linie lotnicze KLM poinformowały w ubiegłym tygodniu, że odwołają 160 lotów w Europie w nadchodzącym miesiącu z powodu rosnących cen paliwa. Z tego samego powodu niektóre loty do USA wstrzymały linie Air Canada.
– Są też mniejsi przewoźnicy, którzy zawieszają albo kasują loty na mniej popularnych trasach. Największe cięcia zaliczyła linia lotnicza SAS, operująca głównie w Skandynawii, która w kwietniu skasowała ponad tysiąc lotów. Połączenia tnie także Lufthansa, choć tam kwestie związane z rynkiem paliw mogą nakładać się na problemy wewnętrzne i strajki pracowników. Po incydencie z atakiem dronowym na brytyjską bazę wojskową zdecydowanie spadło też zainteresowanie lotami na Cypr, co za tym idzie, linie ograniczyły połączenia, ale widzimy, że tam popyt zaczyna powoli wracać – wylicza Mariusz Piotrowski, specjalista analizujący rynek lotniczy z serwisu Fly4free.pl.
Paradoks nierosnących cen. Niebawem zmiana
Jak mówi rozmówca Interii, w pesymistycznym scenariuszu możemy spodziewać się problemów z regularnością lotów. – Natomiast obecnie nic nie wskazuje na to, żeby masowe anulacje miały mieć miejsce – wskazuje. I zauważa też ciekawą rzecz – nie wszystkie ceny biletów lotniczych wzrosły.
– Ta paradoksalna sytuacja wynika z osłabienia popytu. Dlatego w większości linie lotnicze trzymają ceny w ryzach. Dzisiaj wakacyjne połączenia lotnicze kosztują w wielu przypadkach tyle co zwykle o tej porze roku – mówi Piotrowski.
Jak jednak zaznacza, im bliżej wakacji, tym szybciej ceny połączeń będą rosły. – Niski popyt nie potrwa długo, bo w pewnym momencie ludzie, którzy będą chcieli polecieć gdzieś na wakacje, na coś będą musieli się zdecydować. Popyt wzrośnie i ceny też, wówczas już mogą wzrosnąć do poziomu wyższego niż w ubiegłych latach. Tym bardziej, że wszyscy oczekują, że turyści masowo rzucą się w tym roku na „bezpieczne” południe Europy, a więc takie kraje jak Hiszpania, Grecja czy Włochy – ocenia.













