Aleś Zarembiuk, szef Domu Białoruskiego w Warszawie: – To bardzo ważna, pozytywna, wiosenna wiadomość. Wreszcie. Ale niestety dopiero po pięciu latach. Przyznam, że popłakałem się, jak zobaczyłem to zdjęcie. Co oni zrobili z Andrzejem? Wygląda na więźnia z Auschwitz albo stalinowskiego gułagu.
Szczupły, wyniszczony mężczyzna. Zupełnie inny niż ten, którego zapamiętaliśmy.
– Znam Andrzeja od końca lat 90. Pięć lat temu, kiedy wsadzali go do więzienia, był umięśniony, ćwiczył, dbał o zdrowie. To był zupełnie inny człowiek. Jak teraz go zobaczyłem… To pokazuje, w jaki sposób na Białorusi traktuje się niewinnych ludzi, którzy mają inny sposób myślenia. Wygląda to źle, ale wielka radość, że Andrzej w końcu jest w Polsce. Teraz będzie mógł cieszyć się życiem.
Pytanie, czy będzie mógł cieszyć się życiem, czy jednak ten ogromny ślad w jego głowie pozostanie. Ciało może przenieść się do Polski, ale dusza może zostać w białoruskim więzieniu.
– Od 2020 roku pracujemy w Domu Białoruskim i pomagamy takim osobom. Spotkaliśmy bardzo dużo ludzi, którzy spędzili trzy-cztery lata w takim więzieniu. Nie mówią od razu. Po jakimś czasie, nawet po roku, dopiero zaczynają opowiadać o tym, co tam się działo. Opisują te wszystkie drastyczne przeżycia. To prawdziwe tortury i odczłowieczanie. Izolatka, brak komunikacji, żadnych listów. Czy Andrzej odzyska pełną sprawność? Na pewno głową będzie na swojej ukochanej Grodzieńszczyźnie, z której obaj pochodzimy. Z czasem na pewno opowie, co przeżył, bo jest człowiekiem pisanym przez duże C, to prawdziwy bohater.
Tylko trzeba dać mu czas.
– Tak, oczywiście. On nie był w zwykłym więzieniu, był odizolowany. Nie miał żadnych informacji, nawet nie oglądał tej białoruskiej propagandy. Był kompletnie odcięty od świata.
Wie, że trwa wojna między Rosją a Ukrainą?
– O wojnie pewnie wie, ale nie zna żadnych szczegółów. Trzeba dać mu czas, żeby zrozumiał, w jakim świecie teraz żyjemy.
W międzyczasie dostał np. Nagrodę Sacharowa.
– To może wiedzieć, ale nie musi. Pewnie po wyjściu już mu o tym powiedzieli. Dostał też order od prezydenta, więc krok po kroku będzie się dowiadywał, co się działo. Dowie się też, jak wiele ludzi walczyło o to, żeby go uwolnić. Wszystko jednak zależało od dyktatury Łukaszenki. Zobaczyliśmy teraz, że wymienili Andrzeja Poczobuta. Pamiętajmy o tym, że oni go nie uwolnili, ale wymienili. Najpierw bezprawnie go aresztowali, bezprawnie skazali, bezprawnie torturowali, a później wymienili.
Pamięta pan ostatnie spotkanie z Poczobutem?
– Tak, to było spotkanie w Warszawie, z naszymi przyjaciółmi. To było jeszcze przed 2020 rokiem, czyli białoruskimi protestami. To było normalne, towarzyskie spotkanie, z herbatą, ciastem i rozmową. Andrzej był w bardzo dobrej formie, w dobrym humorze.
Jak wyobraża pan sobie następne spotkanie?
– Bardzo chciałbym Andrzeja uściskać i podziękować mu za to, że był twardy i to wszystko przetrwał. To jest bohater. To człowiek wartości. Człowiek niezłomny. Nawet tak paskudny, dyktatorski reżim Łukaszenki nie zdołał go złamać. Próbowali na wszystkie sposoby, ale im się nie udało. Andrzej Poczobut z nimi wygrał, bo ma ducha walki i wartości, którym pozostaje wierny. Cały łukaszenkowski system represji nie miał z nim szans.
A czy sam Dom Białoruski w jakiś sposób obejmie opieką Poczobuta?
– Bardzo chętnie i zawsze przyjmiemy go z otwartymi ramiona. Tylko myślę, że akurat w przypadku Andrzeja Poczobuta pewnie będzie ustawiać się kolejka, by mu pomóc. Jestem przekonany, że państwo polskie zrobi wszystko, by miał w Polsce wszystko, czego będzie potrzebował. Polska zawsze była solidarna wobec Białorusinów, więc wobec Andrzeja będzie działać na 100 procent. I to nieważne, jakie w Polsce będą rządy – każdy będzie wspierał Andrzeja, bo jest on bohaterem.
Rozmawiał Łukasz Szpyrka













