Podstawowy rodzaj światłowodu używanego w dronach to ten oznaczony G.657A2. Powszechnie używany też w centrach danych. Rosjanie sprowadzają go niemal wyłącznie z Chin, gdzie w 2025 roku stworzyli całą sieć kooperantów produkujących surowy światłowód, po czym nawijających go na specjalnie zaprojektowane do dronów szpule po 20-50 kilometrów jedna. Potem trafiały one na front, gdzie niektóre sektory zostały pokryte wręcz gęstą pajęczą siecią połyskujących w słońcu światłowodów. Był to duży problem dla Ukraińców, bo tak sterowany dron jest niewrażliwy na systemy walki elektronicznej. Na ich szczęście, na pomoc przyszedł kapitalizm.
Świat rzucił się na światłowody
Według największego chińskiego producenta zakończeń, złączy i innych elementów koniecznych do montażu światłowodów „Yingfeng Communication” cena surowego światłowodu typu G.657A2 eksplodowała w początkowych miesiącach tego roku. Wzrosty były tak gwałtowne, że oferty cenowe producentów były ważne tylko jeden dzień. Niektórzy mieli w ogóle nie przyjmować nowych zamówień. Do początku marca cena kilometra G.657A2 wzrosła o około 550 procent względem końca 2025 roku. Od 18,5 zł do około 122 zł. Niektóre inne typy podrożały o nawet 650 procent. Od początku marca ceny ustabilizowały się, od tego czasu wykazując już tylko kilkuprocentowe zwyżki. Jak jednak zauważa firma w swoim komentarzu rynkowym, ciągle nie ma całkowitej stabilizacji, której się spodziewano już w kwietniu. Powolny wzrost cen może więc trwać i nie ma perspektyw na istotny spadek w najbliższej przyszłości. Budowa nowych linii produkcji światłowodów, zwłaszcza specjalnego włókna szklanego będącego ich rdzeniem, ma być sporą inwestycją wymagającą nawet 2-3 lat od początku do końca. Swoje ma dokładać wojna i kryzys w Zatoce Perskiej, prowadzące do wzrostu cen surowców używanych do produkcji tworzyw sztucznych. Zauważalne spadki cen mogą więc nastąpić dopiero gdzieś pod koniec tego roku.
Nagranie z zakładu w Chinach nawijającego światłowody na szpule na potrzeby rosyjskich dronów
Za gwałtowne podrożenie światłowodów mają odpowiadać głównie centra obliczeniowe budowane masowo w związku z boomem na sztuczną inteligencję. Jedno może pochłonąć dziesiątki tysięcy kilometrów światłowodu. Drugim czynnikiem są rzeczone drony używane na froncie w Ukrainie. Ukraiński portal „Kyiv Post” szacował na początku 2026 roku, że sama Rosja mogła zużyć w 2025 roku na ten cel około 10 procent globalnej produkcji światłowodów. Czyli 50-60 milionów kilometrów. Przed wojną było to około 1 procenta. Przy czym z racji na sankcje Rosjanie są ograniczeni właściwie wyłącznie do producentów chińskich, którzy odpowiadają za około 60 procent globalnej produkcji. Do początku 2025 roku mieli też w Sarańsku fabrykę specjalistycznego włókna szklanego będącego kluczowym elementem światłowodów. W kwietniu i maju doleciały do niej jednak ukraińskie drony, wyrządzając poważne szkody. Według gazety „The Moscow Times” pozostawała zamknięta też pod koniec lutego 2026 roku. Ukraińcy swojej produkcji nie mają, ale mogą posiłkować się firmami nie tylko z Chin, ale też z takich krajów jak USA, Japonia czy Włochy. Jednak oni też mocno odczuwają wzrost cen.
Atak rosyjskiego drona światłowodowego na ukraińskiego żołnierza, który miał dużo szczęścia i przeżył najwyraźniej bez ran
Efekt na froncie ma być namacalny. Jak pisze Dimko Żluktenko, ukraiński operator dronów organizujący też zbiórki finansowe i produkcje dronów światłowodowych dla wojska Ukrainy, cena gotowej szpuli z przewodem długim na 50 kilometrów to „swobodnie” 2500 dolarów (9 tysięcy złotych), podczas gdy jeszcze pół roku temu było to około 300 dolarów. – Drony na światłowodzie ciągle występują na froncie, ale nie w takich ilościach jak kiedyś – napisał na portalu „X” Ukrainiec.
O cenach światłowodów mówił też w marcu w rozmowie z portalem „Militarnyj” Oleksij Babenko, szef firmy Wyraj, produkującej drony dla ukraińskiego wojska. Już wówczas stwierdził, że znacznie bardziej opłacalne stało się zamontować na bezzałogowcu amerykański system łączności satelitarnej Starlink, bo nie dość, że wychodzi taniej, to jeszcze dostaje się większe możliwości. Cena za jeden terminal to dla niego odpowiednik około 1,5 tysiąca złotych, a cena za gotową do użycia szpulę światłowodu długiego na 35 kilometrów to około 2,5 tysiąca złotych. Starlink daje natomiast możliwość operowania na praktycznie dowolnej odległości. To dodatkowy pozytyw dla Ukraińców, bo firma SpaceX Elona Muska w lutym wprowadziła nowe ograniczenia w używaniu Starlinka. Na terytorium Ukrainy, także tym okupowanym, mogą działać tylko terminale zarejestrowane przy pomocy ukraińskiego rządu. Praktycznie wyłączyło to możliwość korzystania z tego systemu przez Rosjan, którzy wcześniej robili to na masową skalę, sprowadzając go przez kraje Zatoki Perskiej i tam rejestrując. W Rosji sprzedaż i użycie jest bowiem od początku zabronione. Rosjanie próbują to ograniczenie obchodzić, szukając przez internet Ukraińców chętnych zdradzić swój kraj i rejestrować Starlinki na siebie, aby potem wysłać je do Rosji przez kraje trzecie, ale skala tego jest mała.
Pola w Donbasie pokryte światłowodami z dronów
Wszystko to oznacza poważny cios w system uzbrojenia, który Rosjanie sobie bardzo cenili. Choć obie strony zaczęły eksperymentować z dronami światłowodowymi w 2023 roku, to Ukraińcy skupili się na tych sterowanych radiowo i satelitarnie. Rosjanie dużo środków poświęcili na te pierwsze i długo wydawało się to dobrą decyzją. Podczas ukraińskiej ofensywy w obwodzie kurskim w 2024 roku zostały po raz pierwszy użyte na większą skalę i napytały Ukraińcom dużo biedy. Przez cały rok 2025 drony światłowodowe były traktowane jako jedna z najgroźniejszych broni Rosjan. Najbardziej aktywne rejony frontu były pokryte dosłownie pajęczyną ze światłowodów, utrudniających nawet poruszanie się po ziemi. Teraz Rosjanie muszą płacić ciężkie pieniądze, a Ukraińcy w międzyczasie znacznie udoskonalili drony sterowane przez radio i satelitę. Zaczynają właśnie na dużą skalę atakować rosyjskie zaplecze dziesiątki kilometrów za linią frontu.
Redagowała Marta Wolf













