-
Przez ostatnie 30 lat pytony birmańskie i inne gatunki węży stały się dużą plagą na Florydzie, wpływając negatywnie na ekosystemy.
-
Z obserwacji i badań wynika, że miejscowe sępniki (urubu) wyjadają jaja pytonów, co zostało udokumentowane przez naukowców podczas śledzenia tych węży.
-
Nie jest pewne, czy lokalne drapieżniki powstrzymają inwazję pytonów, ale ich działania mogą pomóc w ograniczeniu rozprzestrzeniania się tych węży.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
W sierpniu 1992 r. huragan Andrew z wielką mocą uderzył w wybrzeża Florydy. Przez kolejnych pięć dni pustoszył wybrzeża Stanów Zjednoczonych. Miami zalało wówczas przeszło cztery metry wody, a opad osiągnął 25 cm, czyli tyle, ile podczas huraganu Katrina w Nowym Orleanie. Porywy wiatru osiągały 269 km/h. Zniszczone zostało wiele budynków, w tym sklepy zoologiczne, z którego wydostały się pytony.
To jedna z teorii próbująca wyjaśnić, jakim cudem azjatyckie pytony birmańskie i pytony ciemnoskóre (a także afrykańskie pytony skalne) znalazły się na wolności na bagnach Florydy. Nie są przecież tam naturalnie występującymi gadami.
Pytony to węże Starego Świata. Dzisiaj jest ich na Florydzie mnóstwo, stanowią plagę i katastrofę dla środowiska, ale kiedyś musiały się pojawić. Zakłada się, że pierwsze pytony pełzały już po mokradłach Everglades przed 1992 r. i nie do końca wiadomo, kto je wypuścił. Huragan Andrew jedynie pomógł w tej jednej z największych inwazji zwierząt we współczesnym świecie.
Pytony na Florydzie mnożą się bardzo szybko
Każda z samic pytona składa 50-100 jaj, a dusiciele są dość opiekuńcze podczas wychowu młodych. Nic dziwnego, że węże szybko się rozmnożyły i opanowały całą okolicę. Fakt, że tak często urastają do wielkich rozmiarów sięgających pięciu metrów (co w Azji jest rzadkim gabarytem) świadczy o tym, że mają w USA dobre warunki, pogodę, sporo wody i pokarmu. Nic im nie przeszkadza.
Naukowcy imają się już różnych sposobów, by pozbyć się węży z Florydy. Co roku organizowane są opłacane polowania z rywalizacją o to, kto schwyta najwięcej i największych pytonów. Ostatni pomysł to poświęcenie pewnej grupy dydelfów wirginijskich, które połknięte przez dusiciele wraz z nadajnikami GPS pozwolą namierzyć gady. Pisaliśmy o tym kontrowersyjnym pomyśle w Zielonej Interii.
Niewiele pomaga, a obecność węży grozi zupełnym unicestwieniem tutejszych ekosystemów. Nieoczekiwanie jednak z pomocą przyrodnikom i przyrodzie Florydy przyszedł jeden z tutejszych drapieżników. To sępnik, zwany też urubu.
Sępniki zwane urubu gustują w jajach wielkich węży
Urubu są wszędobylskie i pospolite w obu Amerykach. Niekiedy nazywa się je „sępami”, ale kompletnie nieprawidłowo. Z sępami wspólnego mają tylko tyle, że jadają padlinę, w czym pomaga im naga skóra na głowie. Nie są jednak ich krewnymi, bliżej im do kondorów.
Przez lata obecności w Ameryce, także blisko ludzi, sępniki stały się oportunistami i korzystają z każdej nadarzającej się okazji, by zdobyć pokarm. To głównie padlina i odpady, ale także małe kręgowce i owady oraz ich przysmak – ptasie jaja. Jak się okazuje, nie tylko ptasie.
Wiadomo, że urubu potrafią splądrować także gniazda gadów, chociażby żółwi. Podczas wylęgu małych żółwi morskich na plażach polują na nie, wygrzebują też same jaja. Bywa, że pożerają też lęgi aligatorów, co jednak jest ryzykowne. Teraz okazuje się, że te ptaki gustują także w jajach pytonów i to bardzo.
Pytony nie są jajożyworodne jak wiele innych węży. Znoszą jaja i mogą one paść łupem drapieżników, np. urubu, które rozsmakowały się w tym smakołyku. Żywiąc się ich jajami, ptak może pomóc spowolnić reprodukcję jednego z największych zagrożeń ekologicznych Everglades.
Samica pytona nie może zapobiec plądrowaniu gniazda
Jak podaje „Miami Herald”, odkrycie udokumentowane zostało na obszarze zarządzania dziką przyrodą w hrabstwie Broward podczas śledzenia pytonów w ramach trwającego programu telemetrii radiowej Uniwersytetu Florydy.
Lęgi pytonów były tam splądrowane przez drapieżniki, a ślady wskazywały na dzioby sępników. Naukowcy dotarli do tego gniazda wiedzeni telemetrią, by zapobiec wykluciu się kolejnego pokolenia węży. Znaleźli jaja zniszczone oraz grupę sępników krążących w okolicy.

Samica pytona przykryła lęg gnijącą roślinnością, ale ktoś ją usunął. To zapewne były ptaki. Wszystkie 14 zniesionych jaj było przebitych i pozbawionych zawartości, a znajdująca się ledwie kilkanaście metrów obok samica węża nie mogła temu zapobiec.
To fundamentalne odkrycie daje szansę na to, że tak jak pytony weszły niszczycielsko w nowy ekosystem, który ich nie znał i nie miał odpowiednich zwierząt wchodzących z nimi w wypracowane przez pokolenia relacje, tak też ten ekosystem może je zniszczyć. Są w nim bowiem drapieżniki, których pytony nie znały w rodzimej Azji czy Afryce. Sępniki do nich należą, a wedle badań florydzkich przyrodników na młode, wyklute z jaj pytony polują także rodzime miejscowe węże jadowite, którymi są mokasyny błotne.
Na tym etapie nie można powiedzieć, że miejscowe zwierzęta na pewno przyczynią się do wytępienia inwazyjnych pytonów, ale są w stanie pomóc. Wymaga to jeszcze bardziej szczegółowych badań.













