Jak wynika z ustaleń opozycji, transport elementów zestawu Oriesznik miał zostać zrealizowany między 20 a 29 grudnia 2025 roku z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim w Rosji do stacji w mieście Krzyczew na Białorusi.
Pociąg miał składać się z 54 wagonów, w których przewożono zarówno personel, jak i sprzęt wojskowy, w tym także materiały oznaczone w dokumentacji jako ładunki wybuchowe.
Ładunek przewieziony pociągiem został dostarczony na lotnisko wojskowe Krzyczew-6. Od grudnia 2025 roku do połowy maja nie były realizowane kolejne transporty tego rodzaju – wynika z informacji opozycyjnego Stowarzyszenia Kolejarzy Białorusi.
Nie jest jasne, czy na Białoruś trafiły wyrzutnie i pociski czy jedynie sprzęt pomocniczy, używany do obsługi zestawu rakietowego.
Odpowiedź na „współczesne zagrożenia w regionie”
Przypomnijmy, władze Białorusi zapowiedziały rozmieszczenie rosyjskich pocisków balistycznych średniego zasięgu Oriesznik na swoim terytorium we wrześniu 2025 roku.
W grudniu 2025 roku prezydent Alaksandr Łukaszenka ogłosił, że zestaw Oriesznik rozpoczął dyżur bojowy na terytorium kraju w odpowiedzi na „współczesne zagrożenia w regionie”.
„Rakieta o rozmiarach trzykondygnacyjnego budynku”
Oriesznik to rosyjski zestaw rakietowy średniego zasięgu. Zdaniem ekspertów jest to prawdopodobnie modyfikacja pocisku RS-26 Rubież, opracowanego po 2012 roku, zdolnego atakować cele w odległości 5-5,5 tys. km.
– To rakieta o rozmiarach trzykondygnacyjnego budynku. W Rosji Oriesznik jest uważany za „cudowną” broń, wunderwaffe, która ma przerazić wszystkich w Ukrainie i Europie – mówi TVN24+ Iwan Stupak, analityk i były oficer Służby Bezpieczeństwa Ukrainy.
Dotychczas Rosja trzykrotnie użyła pocisku Oriesznik przeciwko Ukrainie. Po raz pierwszy stało się to w listopadzie 2024 roku podczas ataku na Dniepr. W styczniu tego roku rakieta uderzyła w obwodzie lwowskim. Do trzeciego ataku doszło 24 maja, gdy pocisk trafił w osiedlowe garaże w mieście Biała Cerkiew. Ukraińcy analitycy zwrócili uwagę, że jeśli celem był Kijów, to pocisk „pomylił się” aż o 80 kilometrów.












