-
Najnowsze badania z Wielkiej Brytanii, Holandii i Włoch wykazały, że gazowe kuchenki mogą powodować niebezpieczne stężenia benzenu w domu nawet wtedy, gdy nie są używane.
-
W niektórych badanych europejskich miastach poziom benzenu w gazie był znacznie wyższy niż w Ameryce Północnej, a wycieki z wyłączonych kuchenek czasem prowadziły do przekroczenia unijnych norm jakości powietrza.
-
Badacze stwierdzili, że lepsza wentylacja może obniżać stężenia benzenu, ale nie rozwiązuje całkowicie problemu w domach z gazowymi kuchenkami.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Zespół badaczy opisał w czasopiśmie Environmental Research Letters wyniki pomiarów z domów, w których sprawdzano wycieki gazu z wyłączonych kuchenek, oraz z próbek nieprzepalonego gazu pobranych w siedmiu miastach Wielkiej Brytanii, Holandii i Włoch. Wniosek jest jasny: gaz dostarczany do części europejskich domów zawiera znacznie więcej benzenu niż analogiczny gaz badany wcześniej w Ameryce Północnej, a część wycieków może prowadzić do przekroczenia norm jakości powietrza w pomieszczeniach.
Ekspozycja na benzen wiąże się z nowotworami, zwłaszcza białaczką, ale może też wpływać na układ odpornościowy i szpik kostny. Drew Michanowicz z PSE Healthy Energy, cytowany przez New Scientist, ujął to dosadnie: „To trochę tak, jakby mieszkać z palaczem. Bierne palenie powoduje podobne skutki, co taki poziom benzenu w pomieszczeniach” – mówi badacz.
Benzenu w gazie z Europy więcej niż w Ameryce Północnej
Badacze pobrali próbki gazu z kuchenek w Londynie, St Neots, Manchesterze i Edynburgu, a także w Amsterdamie, Leeuwarden i Mediolanie. Następnie porównali zawartość szkodliwych lotnych związków organicznych z wcześniejszymi danymi z USA i Kanady.
Największe różnice dotyczyły właśnie benzenu. Średnie stężenia tej substancji w badanym gazie były według autorów 66 razy wyższe w Holandii, 37 razy wyższe w Wielkiej Brytanii i 8,6 razy wyższe we Włoszech niż w badaniach północnoamerykańskich. W samym Amsterdamie średnie stężenie benzenu w gazie sięgało 146 ppmv, czyli 73 razy więcej niż północnoamerykańska średnia.
Badacze podejrzewają, że może to mieć związek z gazem pochodzącym z Holandii i złóż Morza Północnego, gdzie już wcześniej raportowano podwyższone poziomy benzenu.
Wyciek może być zbyt mały, by go wyczuć
Do oszacowania ryzyka kluczowe jednak jest to, ile gazu realnie trafia z kuchenek do powietrza także wtedy, gdy są wyłączone.
W 35 domach badacze zamknęli kuchnie w prowizorycznych komorach z folii, by odizolować je od powietrza na zewnątrz, i mierzyli precyzyjnie poziom benzenu. Średni wyciek z wyłączonej kuchenki wynosił 46 mg metanu na godzinę, ale rozrzut był ogromny.
Część urządzeń praktycznie nie przeciekała, inne wypuszczały gaz ponad sto razy szybciej. Maksymalna zmierzona wartość sięgnęła 651 mg na godzinę. Modelowanie wykazało, że w trzech z 35 badanych domów, czyli w około 9 proc. przypadków, wyciek z wyłączonej kuchenki mógł prowadzić do przekroczenia unijnej rocznej normy dla benzenu wynoszącej 1,6 ppbv.
Rekordowo zły przypadek, zarejestrowany w Londynie, mógłby podnieść stężenie benzenu w kuchni do 22 ppbv, czyli ponad 13 razy powyżej obecnego unijnego limitu. Co ważne, w tym samym przypadku zapach gazu nadal pozostawał poniżej progu wykrywalności dla większości ludzi. Badacze podkreślają więc, że część takich wycieków może po prostu pozostać niezauważona.
Nos nie wystarczy, by wyczuć zagrożenie
Naturalny gaz sam w sobie jest bezwonny, dlatego dodaje się do niego substancje zapachowe. Cały system bezpieczeństwa opiera się na założeniu, że człowiek wyczuje wyciek zanim stanie się on niebezpieczny. Problem polega na tym, że to założenie dotyczy głównie ryzyka wybuchu, a nie długotrwałej ekspozycji na benzen.
Autorzy badania stwierdzili, że poziomy nawaniania gazu w Wielkiej Brytanii i Holandii były przeciętnie niższe niż we Włoszech. W Wielkiej Brytanii sytuacja wyglądała szczególnie słabo. Średnia suma głównych odorantów była tam około trzykrotnie niższa niż „typowe stężenie” wskazywane w krajowej polityce nawaniania gazu.
Skutek jest taki, że w Londynie stężenie benzenu związane z wyciekiem mogłoby teoretycznie dojść do 62 ppbv, zanim zapach przekroczyłby próg wykrywalności. To niemal 40 razy więcej niż unijna roczna norma dla benzenu, a wciąż znacznie poniżej stężenia metanu grożącego wybuchem. Innymi słowy: z punktu widzenia toksykologii problem może być poważny dużo wcześniej, niż człowiek zorientuje się, że coś jest nie tak.
-
Ekstremalnie rzadkie ptaki wróciły do gniazd w Polsce. Każdy jest bezcenny
-
Turysta został użądlony ponad 100 razy. Teraz walczy o życie
Problemem jest samo posiadanie gazu w domu
Paul Monks z University of Leicester, cytowany przez New Scientist, nie ma wątpliwości, jaki wniosek praktyczny płynie z tego badania. „Rośnie liczba dowodów dotyczących zanieczyszczenia powietrza w pomieszczeniach i kuchenek gazowych. Biorąc pod uwagę podwójną korzyść, czyli ograniczenie potencjalnego ryzyka zdrowotnego i dekarbonizację, warto od nich odchodzić” – mówi.
Z kolei Nicola Carslaw z University of York zaznacza, że znaczenie gazowych wycieków jako źródła benzenu będzie zależało od konkretnego domu, innych źródeł zanieczyszczeń i wentylacji. Ale sama możliwość, że zwykła, niewyczuwalna nieszczelność może przez długi czas podnosić stężenie rakotwórczej substancji, już jest wystarczająco poważna.

Badacze przypominają też, że ich wyliczenia są raczej ostrożne. Modele nie uwzględniały benzenu pochodzącego z innych źródeł, na przykład z ruchu ulicznego, dymu tytoniowego czy samego spalania gazu podczas gotowania.
Lepsza wentylacja pomaga, ale nie rozwiązuje wszystkiego
Najprostszą odpowiedzią wydaje się wentylacja. I rzeczywiście, lepsza wymiana powietrza może obniżać stężenia benzenu w mieszkaniu, o ile powietrze z zewnątrz samo nie jest mocno zanieczyszczone. Problem w tym, że współczesne budownictwo coraz częściej stawia przede wszystkim na szczelność i oszczędność energii.
Michanowicz zwraca uwagę, że przepisy budowlane wciąż za słabo uwzględniają źródła zanieczyszczeń powietrza w pomieszczeniach. „Myślę, że wciąż jesteśmy daleko od standardów budowlanych, które nie dotyczą tylko efektywności energetycznej, ale obejmują też wentylację i domowe źródła zanieczyszczeń” – mówi.
To oznacza, że temat gazowych kuchenek coraz trudniej traktować wyłącznie jako kwestię przyzwyczajeń kulinarnych. W grze są jednocześnie zdrowie, jakość powietrza w mieszkaniach, bezpieczeństwo i polityka klimatyczna. A nowe badanie sugeruje, że problem może zaczynać się wcześniej, niż do tej pory zakładano.












