-
Anatol Kotau, były białoruski dyplomata i działacz, zniknął bez śladu po sierpniu 2025 roku, gdy według ustaleń został zabrany z jachtu przez rosyjską straż przybrzeżną.
-
Śledztwo wskazuje, że Kotau mógł zostać zwabiony w pułapkę przez osoby, które znał, a jego zniknięcie miało miejsce podczas podróży na prywatnym jachcie na Morzu Czarnym.
-
Władze tureckie potwierdziły jego przyjazd i wyjazd z Turcji, a polskie nie prowadzą śledztwa w sprawie zaginięcia, mimo apeli rodziny i przyjaciół.
-
Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Około godziny 18. 21 sierpnia 2025 roku były białoruski dyplomata i działacz sportowy Anatol Kotau wsiadł na prywatny jacht w północno-wschodniej Turcji. Powiedział, że za kilka dni będzie w domu.
Wypłynął do Rosji, nigdy nie wrócił
Jacht – według oficjalnych danych – płynął do Rosji, jednego z dwóch krajów, w których wydano nakaz aresztowania Białorusina. Ale nie wiadomo, czy Kotau znał faktyczny cel rejsu. Wiadomo tylko, że trzy godziny po rozpoczęciu podróży przestał odpowiadać na wiadomości.
Na podstawie informacji pozyskanych od informatorów, dokumentów, zdjęć satelitarnych i wycieków z baz danych, DW wraz ze swoimi partnerami – Białoruskim Centrum Śledczym (BIC) oraz Projektem ds. Zwalczania Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji (OCCRP) – ustaliło, że Kotau został zabrany z jachtu przez rosyjską straż przybrzeżną, oddział krajowej agencji wywiadowczej FSB, prawdopodobnie działający we współpracy z Białorusią. Trwające kilka miesięcy śledztwo wykazało, że mógł zostać zwabiony w pułapkę przez osoby, które znał.
Przez większą część swojej kariery w polityce Anatol Kotau był dyplomatą w ambasadzie Białorusi w Polsce. W 2015 roku został mianowany sekretarzem generalnym Białoruskiego Komitetu Olimpijskiego. Kotau był też zastępcą dyrektora komitetu organizacyjnego wielodyscyplinarnych Igrzysk Europejskich 2019 w Mińsku – prestiżowego projektu białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenki.
Były dyplomata poszukiwany. Wcześniej uciekł do Polski
Zrezygnował z pracy, gdy siły rządowe stłumiły protesty po sfałszowanych wyborach prezydenckich na Białorusi w 2020 roku. Uciekł do Polski, gdzie zarejestrował się jako uchodźca. Z Warszawy zaczął działać na rzecz zmian na Białorusi.
Anatol Kotau był zagorzałym krytykiem reżimu. Inni dysydenci uważali go za jedną z osób stojących za kanałem „Nick and Mike” na Telegramie, który ujawniał tajemnice reżimu. Był kluczową postacią w Fundacji Solidarności Sportowej Białorusi – ruchu sportowców, który aktywnie lobbował za odebraniem Mińskowi zaszczytu współorganizowania Mistrzostw Świata w Hokeju na Lodzie w 2021 roku. Obawiano się m.in., że Łukaszenka mógłby wykorzystać światową uwagę skupioną na swoim ulubionym sporcie, by poprawić swój wizerunek po krwawych represjach z 2020 roku.
– Był osobą, która przez wiele lat pracowała w systemie państwowym – mówi Aleś Michalewicz, białoruski prawnik zajmujący się prawami człowieka i były kandydat na prezydenta. – Ludzie tacy jak ja są dla reżimu po prostu wrogami, podczas gdy tacy jak on to zdrajcy. A to jest o wiele poważniejsze.
W 2024 roku białoruski sąd skazał Kotaua zaocznie na 12 lat więzienia, uznając go winnym spisku mającego na celu przejęcie władzy w sposób niezgodny z konstytucją oraz propagowania działalności ekstremistycznej. Rządy Białorusi i Rosji wydały nakazy aresztowania.
– Bez wątpienia była to osoba, którą białoruskie władze chciały sprowadzić z powrotem, legalnie czy nielegalnie – powiedział Michalewicz.
Miał wyjechać do Turcji w interesach
Znajomi mówili, że Kotau często nie zdradzał swoich planów podróży. W kwietniu 2025 roku pojechał do Dubaju, gdzie odbył co najmniej dwa spotkania. DW i jego partnerom nie udało się zidentyfikować wszystkich osób, z którymi spotkał się podczas tej podróży.
Anatol Kotau miał zaplanowaną kolejną wizytę w Dubaju na lipiec 2025 roku, miesiąc przed swoim zniknięciem, ale odwołał wyjazd z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego, jak twierdzi jego żona.
– Zazwyczaj nie mówił z wyprzedzeniem, dokąd jedzie ani po co – powiedział Rusłan Chazin, przyjaciel Kotaua i kolega z opozycji. – Ale zawsze wiedzieliśmy, że po tym, jak pojechał gdzieś na spotkanie, pojawiały się jakieś ciekawe wiadomości.
Zanim Kotau zniknął w sierpniu, powiedział żonie, że jedzie do Turcji w interesach; jego szef z polskiej agencji eventowej uważał jednak, że wyjeżdża z powodów osobistych.
Według kilku osób tuż przed wyjazdem do Turcji Kotau dawał w rozmowach do zrozumienia, że na Białorusi wkrótce coś się zmieni i że „wkrótce wszyscy wrócimy do domu„.
– Po prostu tego nie rozumiałem – wspomina Rusłan Chazin. – Zapytałem: O co ci chodzi?. On jak zwykle się uśmiechnął i powiedział: Cóż, dowiesz się później. I tyle.
Białoruski znajomy Jurij P.
Po wylądowaniu w Stambule 21 sierpnia Kotau poleciał do północno-wschodniego miasta portowego Trabzon, gdzie czekał na niego jacht. Sam jacht wypłynął ze Stambułu wcześniej, zabierając na pokład niewielką załogę, dwóch rosyjskich pasażerów oraz Jurija P., białoruskiego sędziego i instruktora karate powiązanego z białoruskimi służbami specjalnymi, które wciąż działają pod radzieckim skrótem KGB.
Zdjęcia w mediach społecznościowych wskazują, że Kotau mógł spotkać się z Jurijem P. w klubie sportowym Wozrożdienije (Odrodzenie), który – według informacji przekazanych przez białoruską organizację społeczeństwa obywatelskiego Raboczy Ruch – można powiązać z KGB w okresie jego czterech lat działalności, od 2017 do 2021 roku.
Jurij P. był też zatrudniony w firmie o nazwie Tres International, która ma główną siedzibę niedaleko Dubaju, ale posiada przedstawicielstwo w Mińsku – wynika z ujawnionych danych przez Cyber Partisans, dysydencką grupę hakerów powstałą po wyborach na Białorusi w 2020 roku. Z kolejnych ujawnionych dokumentów wynika, że kilka osób z Tres International miało powiązania z KGB. Jurij P. nie odpowiedział na pytania DW i jej partnerów.
Wielu pracowników tej firmy pracuje też dla BTS Global, która według Białoruskiej Izby Przemysłowo-Handlowej zajmuje się doradztwem biznesowym i zarządzaniem, ale zgodnie z dokumentami wojskowymi udostępnionymi przez Raboczy Ruch zajmuje się również sprzedażą broni. Zarówno Tres International, jak i BTS Global są zarejestrowane pod tym samym adresem przy ulicy Smoleńskiej w Mińsku.
Nie jest jasne, czy drogi Kotaua i Jurija P. skrzyżowały się w Trabzonie. Jednak gdy jacht opuścił to portowe miasto z Kotauem na pokładzie, Jurija P. na nim nie było.
Jacht-widmo na Morzu Czarnym
Ostatnie znane zdjęcie Kotaua, który miał wtedy 45 lat, to kadr z monitoringu w porcie w Trabzonie – widać go nieogolonego, w ciemnej koszulce. Następnie prawdopodobnie wszedł na pokład 30-metrowego jachtu o nazwie „Shells” – prywatnej łodzi wartej 2,8 mln dolarów, wyposażonej w dwie jadalnie, bar i jacuzzi na górnym pokładzie.
Zgodnie z listą pasażerów, do której dotarła DW, jacht płynął do Soczi na rosyjskim wybrzeżu Morza Czarnego, choć nie wiadomo, czy Kotau o tym wiedział. Być może podano mu inny cel podróży albo myślał, że jacht wypłynie na wody międzynarodowe, a potem wróci do Turcji.
Trudno jest prześledzić trasę jachtu. W bazie danych Marine Traffic nie ma żadnych zapisów o jego lokalizacji w sierpniu 2025 roku, podobnie jak na zdjęciach satelitarnych z trasy. Obecność jachtu ostatni raz zarejestrowano kilka miesięcy wcześniej, w marcu 2025 roku, w Stambule.
Firma MGA Yachting Ltd., która w sierpniu 2025 r. figurowała jako właściciel, twierdzi, że sprzedała jacht pod koniec 2024 roku i nie ma pojęcia o zniknięciu Kotaua. DW i jej partnerzy potwierdzili, że łódź była wystawiona na sprzedaż na początku 2025 roku.
W styczniu 2026 roku jacht został przemianowany na „YS Legacy” i zarejestrowany na firmę SSL Yachting Group Ltd. W marcu 2026 roku firma BTS Global kupiła znak towarowy o tej samej nazwie: YS Legacy.
Białoruski biznesmen, Jurij S., figuruje jako szef dwóch spółek BTS Global – jednej zarejestrowanej na Białorusi, a drugiej w Wielkiej Brytanii – i mieszka w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie jacht ostatni raz pojawił się w bazie danych Marine Traffic w marcu 2026 roku.
Znał on Kotaua osobiście. Istnieją zdjęcia tej dwójki z klubu sportowego Wozrożdienije z 2019 roku, prawdopodobnie z wydarzenia związanego z Igrzyskami Europejskimi w Mińsku w 2019 roku.
Z ujawnionych informacji wynika, że Jurij S. pracował w Centrum Operacyjno-Analitycznym KGB oraz w Białoruskim Komitecie Olimpijskim w czasie, gdy Kotau pełnił funkcję sekretarza generalnego. Ma powiązania z firmą Tres International z siedzibą w Dubaju. Nie odpowiedział na pytania DW i jej partnerów, podobnie jak BTS Global i Tres International.
Tajemniczy towarzysze podróży
Gdy Kotau wszedł na pokład statku „Shells”, towarzyszyła mu kobieta o imieniu Qahira E., której narodowość w liście pasażerów figuruje jako jordańska. Qahira E. mieszka w Dubaju, a pochodzi z Azerbejdżanu. Według informacji uzyskanych przez BIC ona i Kotau znali się co najmniej od 2023 roku. Oboje wymieniali wiadomości na temat spotkania i pojawili się na wskazującym na zażyłość zdjęciu w miejscu przypominającym bar.
Qahira E. nie odpowiedziała na przesłane pytania.
Pozostali pasażerowie to dwaj Rosjanie, którzy – jak wynika z ujawnionych danych paszportowych – przybyli do Turcji tym samym lotem z Moskwy 5 sierpnia i popłynęli jachtem ze Stambułu.
Zgodnie z ujawnionymi bazami danych jeden z mężczyzn, Piotr G., jest byłym wojskowym, a obecnie pracuje jako specjalista ds. prywatnej ochrony. DW i partnerzy zebrali niewiele informacji o drugim z nich, Juriju G., ale „DW” udało się potwierdzić, że obaj mężczyźni podróżowali razem tuż przed i po rejsie jachtem.
Żaden z nich nie odpowiedział na zapytania dziennikarzy. Zgodnie z listą pasażerów na pokładzie było jeszcze tylko czterech członków załogi. Żaden z nich nie mówił po rosyjsku.
Jacht przechwycony u wybrzeży Abchazji
Z informacji od źródeł oraz z listu uzyskanego od władz portu w Soczi wynika, że jacht nigdy tam nie dotarł.
Informatorzy zaznajomieni z operacją poinformowali, że jacht skierował się zamiast tego w stronę Suchumi, stolicy Abchazji, separatystycznego regionu Gruzji. Rząd Gruzji – podobnie jak kraje Zachodu – uważa ten region za okupowany przez Rosję, która utrzymuje tam silną obecność wojskową.
Abchazja to „dobrze znana szara strefa” – powiedział gruziński analityk polityczny Mamuka Komachia. Wskazuje na panujący tam brak jakiejkolwiek kontroli. – To świetne miejsce do prowadzenia jakiejkolwiek nielegalnej działalności. Nie musisz niczego rejestrować, jeśli nie chcesz – mówi.
Tam, około godziny 13:30, na wodach, gdzie nie pojawiają się sygnały śledzenia statków, jacht został przechwycony przez rosyjską straż przybrzeżną, czyli oddział FSB. Źródła zaznajomione z operacją twierdzą, że agenci weszli na pokład i przeprowadzili przeszukanie jachtu, po czym Anatol Kotau został z niego zabrany.
Chociaż nie ma zdjęć z tego obszaru z czasu, gdy jacht prawdopodobnie został zatrzymany, są zdjęcia z pobliskiego portu Oczamczyra – centrum transportu węgla, gdzie Rosja ma bazę FSB od 2009 roku.
Według Gruzińskiej Fundacji Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, znanej też jako Fundacja Rondeli, FSB ma w porcie Oczamczyra nawet 10 łodzi patrolowych klasy „Sobol” i „Mangust”. Uzbrojone w karabiny maszynowe i pociski ziemia-powietrze jednostki mają za zadanie zabezpieczać rosyjskie granice przybrzeżne.
Na zdjęciach satelitarnych widać łódź o rozmiarach i kształcie odpowiadających jednej z tych jednostek Straży Przybrzeżnej, która opuszcza port w Oczamczyrze i skręca na zachód w kierunku Suchumi mniej więcej godzinę przed tym, jak – według źródeł – Kotau został zabrany z jachtu.
– To dość dziwne, że białoruscy działacze opozycyjni (mieliby- red.) odwiedzać Abchazję – powiedział Komachia. – To całkiem jasne, że Abchazja bardzo dobrze i ściśle współpracuje z rosyjskimi organami ścigania. To zdecydowanie nie jest bezpieczne miejsce dla takich ludzi.
Ani rosyjska FSB, ani białoruskie KGB nie odpowiedziały na prośby o komentarz.
Około godziny po tym, jak według źródeł 22 sierpnia Kotau został usunięty z jachtu, z pokładu zeszli też Piotr G. i Jurij G.
Chociaż nie wiadomo dokładnie, gdzie i kiedy zeszli z jachtu, z ujawnionych danych paszportowych wynika, że Piotr G. przekroczył granicę portową w Suchumi o 14:42, a Jurij G. cztery minuty później.
Łódź wróciła do Turcji z samą Qahirą E. i załogą na pokładzie.
Czy Rosja i Białoruś współpracowały?
Nie byłoby niczym niezwykłym, gdyby Białoruś, która ma ograniczone zasoby, poprosiła swojego głównego sojusznika o pomoc w sprowadzeniu Kotaua z powrotem.
– Białoruskie służby wywiadowcze nie są zbyt dobrze rozwinięte, nie mają zbyt dużych umiejętności – powiedział Kamil Kłysiński, starszy pracownik naukowy Ośrodka Studiów Wschodnich w Polsce. – Nie mają wystarczająco dużo ludzi, pieniędzy ani innych zasobów, żeby przeprowadzać takie operacje poza regionem.
Białoruskie i rosyjskie służby bezpieczeństwa ściśle współpracują w zakresie wymiany informacji wywiadowczych, bezpieczeństwa granic i wspólnych operacji, w tym – przekazywania przeciwników politycznych.
– W przypadku bardziej ambitnych operacji, takich jak ta z Kotauem, oczywiście potrzebne było wsparcie Rosji, a przynajmniej FSB – twierdzi ekspert.
Polska nie prowadzi śledztwa
Rodzina i przyjaciele Kotaua od prawie dziesięciu miesięcy szukają odpowiedzi.
Władze tureckie odpowiedziały DW, informując jedynie, że Kotau przyjechał do ich kraju i wyjechał 21 sierpnia 2025 r., i nie odniosły się do pytań dotyczących śledztwa. Władze polskie stwierdziły, że nie prowadzą śledztwa w sprawie zniknięcia Kotaua.
„Gdyby przestępstwo popełniono w Polsce, jurysdykcję miałaby polska prokuratura” – napisał rzecznik w e-mailu.
Michalewicz nie zgadza się z tą oceną. Jak mówi, „przestępstwo związane z zaginięciem Kotaua miało swój początek na terytorium Polski”.
– System państwowy działa tak, jak działa – powiedział. – Żaden prokurator ani urzędnik nie chce dodatkowej roboty. Gdyby była wola polityczna, wszczęcie postępowania karnego w sprawie zaginięcia Anatola Kotaua byłoby całkiem proste – dodał.
Ze swojej strony przyjaciel Kotaua, Rusłan Chazin, twierdzi, że jego zdaniem Kotau wciąż żyje: „Gdyby chcieli go wyeliminować, o wiele łatwiej byłoby to zrobić tutaj, w Warszawie, i zainscenizować wypadek”.
– Okoliczności jego zaginięcia i ci, którzy mogli przeprowadzić tę operację (…) wskazują na to, że siły, które go schwytały, potrzebowały go żywego i zdrowego.
Redakcja Polska Deutsche Welle
-
Łukaszenka przewiduje koniec wojen. Wskazał konkretny termin
-
Absurdalna propozycja Łukaszenki. „Chcę, żeby Polacy mnie usłyszeli”












