Kluczowa forteca we wschodniej części ukraińskiego „pasa twierdz” – tak Konstantynówkę opisuję agencja Reutera.
Pas twierdz to nie wojenna metafora, a konkretne punkty na mapie. Jak podaje amerykański Instytut Studiów nad Wojną (ISW) – pas ten rozciąga się na 50 kilometrów i obejmuje cztery duże miasta oraz kilka miasteczek i osiedli, ciągnących się od północy na południe wzdłuż autostrady H-20 na wschodzie Ukrainy. Najważniejsze jego punkty to (od północy): Słowiańsk, Kramatorsk, Drużkiwka i właśnie Konstantynówka, która stanowi południową granicę pasa fortecznego. I o którą toczą się obecnie zacięte walki.
Konstantynówka jest zatem kluczowa z powodów logistycznych. Dla Ukrainy utrata pasa twierdz byłaby dotkliwa ze względu na fakt, że ulokowana jest tam znacząca infrastruktura przemysłowa i obronna. Analitycy ISW podkreślają, że Ukraińcy poświęcili ponad dekadę, inwestując czas, pieniądze i wysiłki, by umocnić ten teren.
Rosjanie bliscy triumfu, Ukraińcy zaprzeczają
Jak obecnie wygląda sytuacja w Konstantynówce? Zależy, gdzie przyłożyć ucho.
Strona ukraińska podaje, że mimo nieustannych ataków Rosjan Ukraińcom udaje się utrzymywać kontrolę nad miastem. W komunikacie z 1 lipca Konstantynowska Miejska Administracja Wojskowa donosiła o tym, że miejscowość przez dobę znajdowała się pod stałym i gęstym ostrzałem oraz atakami dronów.
Ukraińcy podają też, że Rosjanie próbują podejść do miasta małymi grupami szturmowymi, czasami zaledwie dwuosobowymi, wykorzystując lasy, jary i inne naturalne osłony, by docierać do pozycji ukraińskich. Taki przypadek opisuje ukraińska agencja ArmyInform. „Okupanci zostali zlikwidowani” – podano w komunikacie.
Z kolei strona rosyjska utrzymuje, że Rosja jest bliska zdobycia Konstantynówki. Takie stanowisko już dwa tygodnie temu przedstawił Władimir Putin.
Rosyjskie ministerstwo obrony informuje, że grupy szturmowe prowadzą działania już w samym mieście, a zajęcie jego wschodniej części „dobiega końca”. Kreml zapowiada dalszy ruch w stronę Ołeksijewo-Drużkiwki i podaje, że rosyjskie oddziały „kontynuują oczyszczanie” południowo-zachodniej części miasta.
Komunikaty te, choć sprzeczne, mają wspólny mianownik – Konstantynówka dla obu stron konfliktu jest ważna.
Potężny ładunek propagandowy. W tle wybory
– Poza tym, że jest to niezwykle istotny węzeł komunikacyjny i infrastrukturalny, miasto to urosło do rangi symbolu – mówi w rozmowie z Interią dr Kuba Benedyczak, analityk ds. Rosji z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, autor książki „Oddział chorych na Rosję”. Jak wskazuje, zdobycie Konstantynówki pozwoliłoby Rosjanom ogłosić kolejny „milowy krok”.
– Choć w rzeczywistości ich postępy mierzone są zaledwie w dziesiątkach czy setkach metrów dziennie. Niemniej opanowanie tak ważnego punktu stanowiłoby potężny ładunek propagandowy, dający władzy argument, że ich starania przynoszą efekty i powoli, lecz konsekwentnie idą naprzód – dodaje.
Jak zaznacza, byłoby to szczególnie pomocne w kontekście wrześniowych wyborów do Dumy Państwowej.
O propagandowym znaczeniu zdobycia miasta mówi też dr hab. Maciej Milczanowski, prof. Uniwersytetu Rzeszowskiego, były wojskowy, specjalista ds. bezpieczeństwa i zarządzania konfliktem.
– W czasie tej wojny widzieliśmy już wiele miejscowości, które stawały się kluczowe z powodów terytorialnych, na przykład jako ważne węzły drogowe, lub ze względów propagandowych – zauważa w rozmowie z Interią. – Pamiętamy Bachmut, którego zdobycie Rosjanie ogłaszali jako wielki sukces militarny, choć w rzeczywistości miało ono głównie wydźwięk wizerunkowy i wcale nie otworzyło drogi do żadnej ogromnej ofensywy – przypomina.
Bachmut leży około 25 kilometrów na północny-wschód od Konstantynówki. Bitwa o przejęcie kontroli nad miastem toczyła się od początku sierpnia 2022 roku. Po miesiącach krwawych i wyczerpujących walk w maju 2023 r. Rosja ogłosiła, że pod jej kontrolą są wszystkie budynki w mieście. Dwa miesiące później Ukraińcy po intensywnej kontrofensywie ogłosili wyzwolenie 24 kilometrów kwadratowych terytorium.
Zdaniem prof. Milczanowskiego, choć strategiczne węzły komunikacyjne wciąż mają znaczenie wojskowe, to w dzisiejszych realiach nie jest ono zero-jedynkowe. Powodem są nowe technologie.
– Eksperci często snują teorie o wielkich płaszczyznach czekających za miastem, które pozwolą Rosjanom nabrać rozpędu, ale dotychczas nic takiego się nie działo. Obecnie charakter frontu uległ zmianie – zauważa prof. Milczanowski.
Chodzi o „szarą strefę”. – Dzisiaj w zasadzie nie ma linii frontu, gdzie stykają się ze sobą wojska obu stron konfliktu. Mamy za to do czynienia z tak zwaną „szarą strefą”, która sprawia, że sukcesy polegające na zajmowaniu poszczególnych miast tracą na znaczeniu. Zdobycie konkretnego miasta jedynie nieznacznie przesuwa strefę dronową – wskazuje rozmówca Interii.
„Szara strefa” jest bowiem ściśle związana z wykorzystaniem dronów.
Jak wyjaśnia prof. Milczanowski, jest to obszar całkowicie kontrolowany przez drony i inne maszyny. – Żaden człowiek ani sprzęt nie może tam wjechać bez ryzyka natychmiastowego zniszczenia. Liczba tych urządzeń jest tak ogromna, że obecnie żadna ze stron nie znalazła skutecznego sposobu na pokonanie tej bariery, z wyjątkiem sytuacji ekstremalnie złej pogody – tłumaczy.
Chodzi o pas o szerokości kilkudziesięciu kilometrów, który stanowi trwałą zaporę – wskazuje ekspert i zaznacza, że ta trwałość jest uzależniona od sprzętu. – Oczywiście szara strefa to nie monolit, ma luki, na pewnych odcinkach dronowa zapora jest silniejsza, na innych mniej – dodaje. W ocenie Milczanowskiego dzisiaj zdobycie konkretnego miasta przesuwa tę strefę, ale nie wpływa drastycznie na sytuację na froncie.













