Stało się to, co stać się musiało. Trener Nikola Grbić w momencie kryzysu Bartłomieja Bołądzia, zdecydował się postawić w ataku na Wilfredo Leona. Co ciekawe, nominalnie pierwszy atakujący reprezentacji Polski, na przestrzeni turnieju finałowego VNL 2026, radził sobie bardzo dobrze. W meczu o złoto nie potrafił jednak dobić się do boiska, zaliczając przeciętny występ.
Dlaczego za Bołądzia nie pojawił się drugi atakujący Kewin Sasak? Trener Polaków opowiedział o kulisach swoich decyzji już ze złotym medalem Ligi Narodów na szyi.
– Bardzo pomogło to, co zagrali Kamil Semeniuk i Wilfredo Leon. Ten drugi zmienił pozycję i zagrał to, co wielokrotnie trenowaliśmy. Jak mamy zawodników z taką jakością, to mi również jest łatwiej podejmować decyzje i przygotować zespół na każdy scenariusz […] Próbowaliśmy tego wielokrotnie. Oczywiście czekamy na Kewina Sasaka, który nie jest jeszcze na poziomie, na którym może być. Nie chciałem go wpuszczać w momencie, kiedy mieliśmy dużo problemów w ataku. On może zagrywać, blokować, ale ma jeszcze problemy w ataku. Nie chciałem go stawiać w trudnej sytuacji. Leon był gotowy, on jest fantastyczny w ataku, w zagrywce i w bloku. Bardzo nam pomógł – przyznał Grbić po sukcesie w finale VNL 2026.
Granie na nominalnych trzech przyjmujących, to nie jest nic nowego w świecie siatkówki. Fakty są jednak takie, że skoro mamy w swoich szeregach takich graczy, jak Tomasz Fornal i Kamil Semeniuk – a w rezerwie są przecież dodatkowo Aleksander Śliwka i Artur Szalpuk – to Grbić faktycznie ma w kim wybierać. A dobrze funkcjonujący zestaw przyjmujących w trakcie finału (tj. Fornal i Semeniuk) nie był do ruszenia, więc Serb skorzystał z Leona na prawym skrzydle.
Ta decyzja, nieco pokerowa, okazała się być na wagę złota VNL 2026. Ponownie okazało się, że to trener Grbić ma rację. A jego krytykantów trzeba odesłać na kilkunastodniowy urlop. Przynajmniej do czasu kolejnego meczu o stawkę kadry siatkarzy.
Nikola Grbić gwarantem medali? Niesamowita seria reprezentacji Polski!
Serbski trener pracuje w reprezentacji Polski od początku 2022 roku. W przypadku Grbicia można śmiało przyznać, że czego nie dotknie się szkoleniowiec, zamienia w medal. Statystyka wskazuje jednoznacznie – w każdej z najważniejszych imprez (tj. igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata i Europy, Liga Narodów) Polacy pod batutą obecnego selekcjonera, stawali na podium.
Poczynając od rzeczonego 2022 rok: srebro MŚ i brąz VNL. Następnie rok 2023, zdecydowanie najbardziej udany dla Polaków – dwa złota, ME i Ligi Narodów. W 2024 roku za to brąz VNL i srebro w turnieju olimpijskim.
Poprzedni sezon? Złoto VNL i brązowe medale MŚ. Aż wreszcie obecny sezon i pierwsze miejsce w finale Ligi Narodów. To 9 medal Polski za kadencji serbskiego selekcjonera.
Trudno się zatem dziwić, że Polacy są liderem rankingu światowego FIVB. Ten stan rzeczy trwa od kilku lat, z niewielkimi przerwami, które są jednak wkalkulowane w takie – długofalowe budowanie – i różne rozwiązania personalne m.in. podczas turniejów interkontynentalnych Ligi Narodów.
Nie jest zatem niespodzianką, że niezależnie od składu osobowego reprezentacji Polski, ta jest wskazywana w każdym możliwym miejscu, jako jeden z faworytów do gry o najcenniejsze laury. To nie tylko zasługa trenera-talizmanu Grbicia, ale z pewnością konsekwentnie budowana pozycja, właściwie od momentu wicemistrzostwa świata z… 2006 roku.
A pamiętajmy, że najważniejszą imprezą tego sezonu reprezentacyjnego, są mistrzostwa Europy. Walka o miano najlepszego zespołu Starego Kontynentu odbędzie się podczas turnieju w dniach 9-26 września.













