-
Podczas przeglądania zbiorów muzealnych odkryto ogromnego drapieżnika z zębami przypominającymi te u tyranozaura, który zaatakował ichtiozaura pochłaniającego ryby lub głowonogi.
-
W Muzeum Peabody na Uniwersytecie Yale odnaleziono szczątki ichtiozaura z wtopionym w kręg zębem pliozaura, co sugeruje gwałtowny atak morskiego drapieżnika.
-
Badanie szczątków i korespondencja kolekcjonerów pozwoliły potwierdzić pochodzenie znaleziska oraz zidentyfikować gatunki ichtiozaurów zamieszkujących jurajskie morza.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Szczątki ichtiozaura sprzed 160 mln lat znajdowały się w szufladach Muzeum Peabody na Uniwersytecie Yale. Ma ono kolekcję skamieniałych szczątków wodnych gadów z epoki jury, gdy w oceanach Ziemi rozkwitało życie takich zwierząt. Były wśród nich podobne do delfinów ichtiozaury, czyli „rybojaszczury” – morskie gady, które wyglądem upodobniły się do delfinów czy ryb w ramach konwergencji. Niektóre ichtiozaury były nieduże, miały rozmiary delfinów czy morświnów. Inne urastały do gabarytów wielorybów.
Nie były w oceanach same. Pływały tam też długoszyje plezjozaury o zębatych pyskach. U niektórych szyja sięgała na wiele metrów i pozwalała polować z głębin albo zaskoczenia na ławice ryb i głowonogów, względnie zaczerpnąć tchu nad powierzchnią bez wynurzania reszty ciała. Niektóre z plezjozaurów miały jednak inny pomysł na zdobywanie pokarmu. Wytworzyły nie długie, ale krótkie szyje, za to potężne głowy i zębate paszcze. W jurze były najpotężniejszymi drapieżnikami morskimi. To pliozaury, drapieżne krótkoszyje plezjozaury.
Ichtiozaury na pewno były celem ataków pliozaurów
Ichtiozaury mogły się ich obawiać, gdyż niemal na pewno stanowiły ich cel i zdobycz. Nie tak dawno informowaliśmy w Zielonej Interii o niesamowitym znalezisku z Australii, gdzie skały we wnętrzu kontynentu ukazały całą rozgrywającą się przed 100 mln lat, gdy ichtiozaur z gatunku Platypterygius australis zjadał pterozaura (upolował go albo pterozaur sam wpadł do wody) i zarazem sam był zjadany jako cel ataku wielkiego pliozaura, zapewne kronozaura – postrachu australijskich mórz w tym okresie.
W szufladach Yale znaleziono ślady całkiem podobnej sceny, tyle że sprzed 160 mln lat i terenów Europy. Szczątki ichtiozaura znalezione niedaleko Peterborough na północ od Londynu obejmowały także kręgi zwierzęcia, zapewne któregoś z oftalmozaurów. Była to szeroka rodzina nie za dużych ichtiozaurów, do której należał także wspomniany australijski Platypterygius australis. Zwierzęta te licznie zamieszkiwały wody jurajskiej Europy.
Analiza szczątków tego ichtiozaura, zwłaszcza kręgów zwierzęcia, po wielu latach rzuciła nowe światło na życie i śmierć gada. W kości znajdowało się bowiem coś, co przypominało ząb i czego do tej pory nikt stamtąd nie wydobył.
Naukowcy wykorzystali tomografię komputerową oraz technikę nakładania na siebie obrazów o dużym powiększeniu, aby przeanalizować ząbkowane krawędzie i kształt zęba, co pozwoliło potwierdzić jego pochodzenie. To ząb pliozaura i to sporego. Drapieżnik mógł mieć zęby wielkości tych, którymi dysponował tyranozaur i wiele metrów długości. Oftalmozaur nawet o długości 6 metrów, czyli dużego delfina, nie miał z nim szans.
Siła ataku pliozaura musiała przepołowić ofiarę
Naukowcy twierdzą, że sposób zachowania skamieniałości sugeruje, że ząb został prawdopodobnie oderwany w momencie ataku drapieżnika. Oderwany, ale to nie znaczy, że ichtiozaur atak przeżył. Siła, która wcisnęła ząb w ugryziony kręg, musiała oznaczać ogromną intensywność natarcia. Musiała ona rozerwać ichtiozaura, jego przednia część natychmiast odpadła od tylnej. To pokazuje potężną moc, z jaką atakowały wymarłe pliozaury, ale także pozwala zrozumieć, jak wiele jeszcze informacji kryje się w szufladach muzealnych.
W tym akurat przypadku pomocna okazała się nigdy nieopublikowana korespondencja między dwoma wybitnymi kolekcjonerami skamieniałości z epoki wiktoriańskiej, Nicholsonem Leedsem i Othnielem Charlesem Marshem, a także wielowiekowa księga rachunkowa Yale Peabody Museum. Pozwoliła ustalić pochodzenie kręgu i możliwą zagadkę z nim związaną.
O odkryciu czytamy w opracowaniu przedstawionym przez Muzeum Peabody. „Ten prosty, niepozorny kawałek skały, który znaleźliśmy w opuszczonej szufladzie muzeum, stanowi migawkę momentu, w którym jeden pradawny potwór morski atakuje drugiego” – mówi Caleb Gordon z Muzeum Historii Naturalnej Florydy w Gainesville












