-
Sowy, zwłaszcza płomykówki, są skuteczniejsze w zwalczaniu gryzoni niż inne ptaki drapieżne oraz środki chemiczne.
-
W badaniach w kalifornijskich winnicach obecność płomykówek w budkach lęgowych zmniejszała populację i aktywność gryzoni nawet o 52 procent.
-
Płomykówki występują też w Polsce, gdzie polują głównie na norniki, myszy, ryjówki oraz krety, chociaż są tu mniej liczne niż inne gatunki sów.
-
Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu, otwiera się w nowym oknie
Gdy powiemy: ptaki drapieżne, wielu do głowy przychodzą orły, sokoły, jastrzębie, myszołowy, zatem ptaki kojarzące się z ostrymi dziobami, szponami i morderczą skutecznością. Tymczasem sowy też polują, a ich skuteczność w działaniu jest nawet wyższa niż ptaków szponiastych. Udowadniają to badania opublikowane w „Ecological Applications”,gdzie czytamy o nadzwyczajnych wręcz umiejętnościach sów w polowaniu na gryzonie.
Gryzonie są zmorą wielu rolników i plantatorów. Czy wysiewają pszenicę, żyto, jęczmień, czy kukurydzę, czy warzywa, czy mają winnice, te nieduże ssaki konsumują część zbiorów. Sowy to ograniczają w sposób aż trudny do uwierzenia.
Płomykówki w miejscach takich jak winnice likwidują gryzonie
Prof. Matt Johnson z wydziału dzikiej przyrody na Cal Poly Humboldt i prof. Roger Baldwin z UC Davis Wildlife badali wpływ płomykówek na kalifornijskie winnice i ich okolice. Na żyjące tu drobne gryzonie. W Ameryce Północnej jest ich sporo, to norniki, myszy, ryżaki, bawełniaki, goffery i wiele innych, więcej niż na terenie Polski. Naukowcy przeanalizowali dane z sześciu różnych winnic, sięgające 2023 r. We wszystkich z nich płomykówki mieszkały w specjalnych budkach lęgowych dla sów. Podczas badania naukowcy pozostawiali przynętę dla gryzoni. Wcześniej gryzonie czuły się na tyle bezpiecznie, by opuścić swoje kryjówki i zjeść pozostawiony pokarm.
Wystarczyło jednak, że pojawiła się w pobliżu płomykówka i wszystko się zmieniało. W winnicach z budkami lęgowymi dla płomykówek było o 38-52 proc. mniej gryzoni, a ich aktywność drastycznie spadała. Polowania sów, ale już sama ich obecność sprawiała, że problem gryzoni w zasadzie znikał w globalnej skali, tzn. nie wyrządzały już one w uprawach istotnych szkód.
Co więcej, takie miejsca jak winnice albo sady to świetne miejsca do polowania dla sów takich jak płomykówki. Tego typu roślinność jak tu daje im osłonę i powoduje, że atak na gryzonia jest prawie stuprocentowo skuteczny. A pamiętajmy, że sowy i tak są pod tym względem skuteczniejsze niż myszołowy czy kanie. Doskonały słuch i specjalna konstrukcja piór umożliwiająca ich bezszelestny niemal lot sprawiają, że zaskoczenie gryzonia jest łatwe i ofiara nie ma większych szans z tymi drapieżnikami. To dla nich zmora, można powiedzieć, że największy wróg i największe zagrożenie.
Para płomykówek może schwytać nawet 4 tys. gryzoni rocznie
Badania wskazują na to, że każda rodzina płomykówek może wyeliminować od tysiąca do 4 tys. gryzoni rocznie. Gdy wychowuje pisklęta, ta liczba rośnie. W zestawieniu z kosztami środków chemicznych i innych sposobów walki z gryzoniami stosowanymi przez rolników, postawienie jednej budki lęgowej dla sów to żaden wydatek, a przekłada się na niewiarygodny wynik. Jednak najbardziej zauważalną korzyścią jest długoterminowa ochrona, jaką płomykówki zapewniają winnicom.
Podobne zasady obowiązują także w Polsce, gdzie płomykówki także występują. I ich skuteczność w walce z nornikami, nornicami, karczownikami, myszami czy szczurami jest potężna. Sęk w tym, że w Polsce płomykówka nie jest sową liczną, na pewno nie tak liczną jak puszczyk. Na gniazda wybiera najczęściej ciemne i odludne budynki, opuszczone domy i strychy, stodoły, kościoły, ruiny, wiatraki, ale chętnie korzysta z budek lęgowych.











