Jeszcze kilkanaście lat temu szybkość reakcji była jedną z przewag konkurencyjnych firm. Klient oczekiwał odpowiedzi na maila w ciągu jednego dnia, a decyzje strategiczne dojrzewały podczas kilku spotkań i licznych analiz. Dzisiaj tempo funkcjonowania organizacji wygląda zupełnie inaczej. Komunikatory zastąpiły rozmowy telefoniczne, powiadomienia skutecznie wypierają skupienie, a odpowiedź udzielona po godzinie bywa odbierana jako oznaka braku zaangażowania. W wielu organizacjach powstała niepisana zasada, zgodnie z którą dobry pracownik jest przede wszystkim pracownikiem natychmiast dostępnym.
Problem polega na tym, że biznes zaczął utożsamiać szybkość z kompetencjami. Coraz częściej doceniamy ludzi, którzy odpowiadają błyskawicznie, zamiast tych, którzy potrafią zatrzymać się na chwilę i podjąć decyzję po dokładnym przeanalizowaniu sytuacji. Tymczasem w świecie, w którym niemal każdą informację można przesłać w kilka sekund, prawdziwym deficytem nie jest już komunikacja. Deficytem staje się czas potrzebny do spokojnego myślenia.
Coraz mniej pracujemy, coraz częściej reagujemy












